To był paradoks… A może właśnie wcale nie był. Ale w życiu by nie przypuszczała na początku grudnia, że zostanie jej przedstawiony mężczyzna, z którym miałaby spędzić resztę życia i z którym tak wiele ją łączyło. To nie było widoczne na pierwszy rzut oka w ogóle, ale kiedy się tak pomalutku poznawali, to było to dostrzegalne, a przynajmniej dla niej. Oboje potrzebowali ciepła, którego nie mieli, tego rodzinnego, oboje mieli toksycznych rodziców i to w bardzo podobny sposób; historia lubiła się powtarzać. Sauriel został oddany wampirowi i teraz, nomen omen, Victoria była oddawana wampirowi… Ironia losu, co? I oboje… byli czymś, co można było nazwać żywym trupem. Rookwood bardziej konwencjonalnym, poznanym, opisywanym – no każdy wiedział czym jest wampir. I ona. Zimna. Która przeszła przez Limbo i nie powinna żyć, ale na przekór wszystkiemu: żyła. Tak, z charakteru byli różni, Sauriel to ten wybuchowy, ona opanowana. Ale gdzieś tam po drodze ich drogi się zbiegały i widać było wzajemne zrozumienie. I to, że wcale nie byli dwoma odmiennymi światami.
- Wyspać… Byłam nieprzytomna większość nocy. I dnia – a i tak czuła się piekielnie zmęczona. Nigdy nie czuła takiego bólu jak dzisiaj. Czy to właśnie czuł człowiek, który umierał? Przede wszystkim… Nie wiedziała, czy chciała spać. Nie wiedziała czy potrafiła. A na domiar wszystkiego, bała się zamknąć oczy, by znowu nie przenieść się tam… Nie poczuć widmowych dłoni zaciskających się na ramionach. Nie zmieszać się znowu w jedno z odrębnym bytem. - Wiem, wiem – wiedziała, że nie mógł za dnia. Wiedziała, że to dla niego blokada. A jednak wieczór zapadł i zjawił się – prędko. Nie to co jej rodzona matka, nie? W takich chwilach zastanawiałeś się na kim możesz polegać. Na rodzinie? Czy na kimś, kto wcale nie był obcym, był prawie rodziną, ale jeszcze nie. Wiedziała za to, że gdyby sytuacja była odwrotna, to by go szukała. Zrobiłaby to samo. - Dziękuję. To bardzo… - zawahała się, szukając odpowiednich słów. - Bardzo mile. I wiele dla mnie znaczy – naprawdę. Bo choć wyglądało na to, że dobrze się trzymała, to miała wrażenie, że się zaraz rozklei i rozpłacze. Teraz, kiedy nie była już pośród ludzi, gdzie nikt nie podsłuchiwał i nie patrzył, był tu tylko Sauriel. Albo aż Sauriel. Dobrze się przy nim czuła, spokojnie, choć on był niespokojny i wkurzony. Czuła się na miejscu – dziwne uczucie, ale odkąd się obudziła, to miała masę dziwnych odczuć i wrażeń. Teraz na przykład czuła przemożną chęć by potrzymać go za rękę, ale się powstrzymywała.
- To nowość – że prosiła. Ale znowu – Victoria nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji jak dzisiaj. Nigdy nie było tak, że była nieprzytomna przez tak długi czas. Nigdy nie znajdowała się w samym oku cyklonu, dosłownie i w przenośni. - Jeszcze nie wiem czy dobrze. Ale jest to… miłe. Na jakiś sposób – odpowiedziała na to jego „chyba”, bo sama miała w głowie, że to jest chyba dobrze. Chyba.
Nie, nie pytał. Warknął tylko, że „idziemy”. Brunetka westchnęła głośniej, jakby miała problem z nabraniem oddechu i znowu zacisnęła dłonie. Mocno. Szukała słów, dobrych, odpowiednich. Ale prawdę mówiąc to takie chyba nie istniały. Nie, nie wyglądała na bardzo poobijaną – a jednak czuła się, jakby przebiegła cały maraton przez pustynię w południe.
- Nic nie jest okej – powiedziała w końcu, nie znajdując niczego, jak mogłaby obejść temat. Mogłaby się nie odzywać, ale… ach. Nie. Chciała to z siebie wyrzucić. Bo wierzyła, że on będzie ją rozumiał. Kto jak kto, ale on tak. - Nie wiedzą co mi jest. Mówili, że powinnam być martwa. Że nie powinnam się już obudzić. Spisywali nas na straty, ale zdarzył się cud – ominęła ją cała zabawa na polanie… ale w zamian tego stała oko w oko z prowodyrem zamieszania. I jak skończyła? - Jest mi tak cholernie zimno – wyszeptała i głos jej zadrżał fałszywą nutą. - Próbowali nas ogrzać, ale nic nie działa. Czy ty też ciągle czujesz taki dojmujący chłód? – nigdy nie przyszło jej to do głowy, aż do teraz. I w obliczu swojej przypadłości i swoich rozedrganych emocji nadal chciała wiedzieć. A jeśli chodziło o Sauriela, to chciała wiedzieć jak najwięcej.