Przez dwa lata zdążył się tutaj zadomowić. Konsekwentnie starał się trzymać z daleka od bezpośredniego konfliktu, jednak nie nigdy nie był w stanie odmówić pomocy ludziom w potrzebie. A teraz ta była wielka. Jeden problem na raz. W ich domostwie było wystarczająco dużo miejsca aby mogli przyjąć kilka osób pod swój dach. Może nawet kilkanaście, jakby się uprzeć. Tyle, że oni jako rodzina musieli jeszcze swobodnie mieszkać. Przed swoimi dziećmi niczego nie ukrywał i trudno mówić o istnieniu jakiegokolwiek tabu, ale bezsprzecznie goście musieli respektować ich prywatność jako domowników.
Zabierając swoją różdżkę i topór chciał być przygotowany na każdą ewentualność, która mogła się im przytrafić podczas tych poszukiwań ofiar ataku. Posiadana przez niego siła również się przyda. Jeśli jednak prowadzone przez nich poszukania okażą się bezowocne pod względem ich pierwotnego celu to może uda się im zdobyć spory zapas drewna na opał. Szalejąca wcześniej wichura mogłaby się okazać dla nich przychylna poprzez umożliwienie im zebranie dużej ilości drewna na opał bez konieczności ścinania drzew. Po prostu zebraliby to powalone przez nawałnicę.
— Zatem w drogę, synu. Miej oczy dookoła głowy — Odpowiedział jedynie, wchodząc w gęsty las. Przedzierał się przez niego niczym taran, wyznaczając im trasę. Czasem musiał zerwać jakąś gałąź, czasem się pochylić. Ogromny wzrost bywał bardzo pomocny, ale też bywał przeszkodą. Wykorzystywał go po to aby poszukiwać oznak obecności ludzi w potrzebie jak i zagrożeń.
Przemierzając w ten sposób las na ścieżce dostrzegli ślady wilkopodobnych istot. W świetle bijącym z różdżki Dagur doszedł do wniosku, że nie potrafi skutecznie podążyć ich śladem. Spojrzał więc na syna, który może będzie w stanie coś wskórać w tej sprawie.
— Chłopcze, potrafisz coś z tym zrobić? — Zapytał poważnie syna, licząc na jego pomoc i umiejętności. Nie mogli zrezygnować, skoro natrafili na pierwszy incydent. Tam mogli być ludzie zdani na łaskę groźnych bestii.