04.07.2023, 13:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.07.2023, 13:24 przez Brenna Longbottom.)
- Może powinnam przedstawić cię mojej mamie jako swoją córkę? Przestałaby dręczyć mnie i Erika o wnuki – stwierdziła Brenna z odrobiną rozbawienia na słowa Heather. Jej uśmiech zgasł jednak zaraz na kolejne słowa.
Oni chodzą między nami.
Heather miała rację. I Brenna doskonale zdawała sobie z tego sprawę. To było coś, co dręczyło ją chyba jeszcze bardziej od świadomości, co robią śmierciożercy. Bo oni nie byli jak ta włoska mafia, gdy właściwie każdy wie, kto, co i dlaczego, ale policja niewiele może, ponieważ się boją, ponieważ pieniądze rządzą światem, ponieważ brakuje dowodów…
Większość śmierciożerców się maskowała. I Brenna boleśnie, jak boleśnie, zdawała sobie sprawę z tego, że sprawców tego zamieszania mogła mijać, idąc tu korytarzem. Że ściskała ich ręce, gdy wchodzili do jej domu. Że, być może (nie pozwól na to Matko, proszę) stawała na ich progu sama, ze śmiechem i ciasteczkami, bo uważała za przyjaciół.
- Tak – przyznała płaskim tonem. – Chodzą.
I przez ułamek sekundy zdawała się naprawdę strasznie zmęczona, ale zaraz znów wyglądała jak zwykle, może tylko nieco blado i na niewyspaną, to jednak nie było nic nowego. Kręgi przed oczyma stanowiły najnowszy krzyk mody w Ministerstwie i Mungu.
– Podczas rehabilitacji będziesz przecież w domu? Potraktuj to jako urlop. A jeżeli nie, to czytaj te rzeczy o walce z czarną magią, które zabrałyśmy z Horyzontalnej. To ci się na pewno przyda. Wojna trwa już od dwóch lat, ale w Beltane... wkroczyliśmy w nowy etap – stwierdziła, jakby nigdy nic. Uśmiechnęła się nawet do Heather, tym razem szczerze, bo doceniała, że przynajmniej tej dziewczyny, choć tak narwanej, mogła być pewna. Że nie nosi maski. Nie pomaga śmierciożercom ukradkiem. Nie sprzyja im po cichu. – Wciągnęłam cię tylko do dziury. Ostatnio mam szczęście do takich. A ty sobie świetnie poradziłaś. Oboje świetnie sobie poradziliście. Wpadłam, bo chciałam ci to powiedzieć
Przez „oboje” rozumiała rzecz jasna ją i Charliego. I oboje w wyniku tych wydarzeń zostali ranni, mocno ranni, omal nie zginęli, i była na to trochę zła: zarówno na śmierciożerców, jak i na siebie. Przede wszystkim na siebie, bo do licha, trzeba było zostawić tamtego śmierciożercę, by się wykrwawił i od razu pobiec do nich. Może zdążyłaby wcześniej. Może zrobiłaby coś bardziej przydatnego niż zamienienie paru słupów majowych, którymi śmierciożerca próbował ich zabić, w papier. Może Heather nie skończyłaby w tak złym stanie, Charlie nie musiał uciekać do lasu, może udałoby się złapać któregoś z tych drani…
Oni chodzą między nami.
Heather miała rację. I Brenna doskonale zdawała sobie z tego sprawę. To było coś, co dręczyło ją chyba jeszcze bardziej od świadomości, co robią śmierciożercy. Bo oni nie byli jak ta włoska mafia, gdy właściwie każdy wie, kto, co i dlaczego, ale policja niewiele może, ponieważ się boją, ponieważ pieniądze rządzą światem, ponieważ brakuje dowodów…
Większość śmierciożerców się maskowała. I Brenna boleśnie, jak boleśnie, zdawała sobie sprawę z tego, że sprawców tego zamieszania mogła mijać, idąc tu korytarzem. Że ściskała ich ręce, gdy wchodzili do jej domu. Że, być może (nie pozwól na to Matko, proszę) stawała na ich progu sama, ze śmiechem i ciasteczkami, bo uważała za przyjaciół.
- Tak – przyznała płaskim tonem. – Chodzą.
I przez ułamek sekundy zdawała się naprawdę strasznie zmęczona, ale zaraz znów wyglądała jak zwykle, może tylko nieco blado i na niewyspaną, to jednak nie było nic nowego. Kręgi przed oczyma stanowiły najnowszy krzyk mody w Ministerstwie i Mungu.
– Podczas rehabilitacji będziesz przecież w domu? Potraktuj to jako urlop. A jeżeli nie, to czytaj te rzeczy o walce z czarną magią, które zabrałyśmy z Horyzontalnej. To ci się na pewno przyda. Wojna trwa już od dwóch lat, ale w Beltane... wkroczyliśmy w nowy etap – stwierdziła, jakby nigdy nic. Uśmiechnęła się nawet do Heather, tym razem szczerze, bo doceniała, że przynajmniej tej dziewczyny, choć tak narwanej, mogła być pewna. Że nie nosi maski. Nie pomaga śmierciożercom ukradkiem. Nie sprzyja im po cichu. – Wciągnęłam cię tylko do dziury. Ostatnio mam szczęście do takich. A ty sobie świetnie poradziłaś. Oboje świetnie sobie poradziliście. Wpadłam, bo chciałam ci to powiedzieć
Przez „oboje” rozumiała rzecz jasna ją i Charliego. I oboje w wyniku tych wydarzeń zostali ranni, mocno ranni, omal nie zginęli, i była na to trochę zła: zarówno na śmierciożerców, jak i na siebie. Przede wszystkim na siebie, bo do licha, trzeba było zostawić tamtego śmierciożercę, by się wykrwawił i od razu pobiec do nich. Może zdążyłaby wcześniej. Może zrobiłaby coś bardziej przydatnego niż zamienienie paru słupów majowych, którymi śmierciożerca próbował ich zabić, w papier. Może Heather nie skończyłaby w tak złym stanie, Charlie nie musiał uciekać do lasu, może udałoby się złapać któregoś z tych drani…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.