Parsknął śmiechem pod nosem na słowa ojca, ponieważ tylko tyle mu zostało z perspektywy czasu. Zdawał sobie sprawę, że były to raczej groźby bez pokrycia, ponieważ kochał swoje dzieci, a Hjalmar był przecież jednym z nich. Bez dwóch zdań mógł się nazwać prekursorem czy workiem treningowym w kwestii poszukiwania idealnej metody wychowawczej. Należało też napomknąć o jednej dosyć ważnej rzeczy w całym rozrachunku jego potomków - tylko syn sprawiał tyle kłopotów. Jego siostry w porównaniu do brata były niczym aniołki, którym niczego nie brakowało. Oczywiście to nieco twardsze wychowanie nie przeszkadzało młodszemu z Nordgersimów jako, że sam był prowodyrem reakcji ojca.
- Wypraszam sobie. Z aktywności fizycznej najlepszy w klasie... NAJLEPSZY - podkreślił unosząc palec do góry, aby Dagur miał to na uwadze. Posturę i budowę miał zawsze nienaganną, nic więc dziwnego, że akurat ten przedmiot był jego ulubionym i chyba jedynym którego nie unikał - Z mikstur też byłem co najmniej średni. Przypomnę, że chcieli mnie nawet wziąć do trenowania trójboju... - przejechał po swoim karku na myśl dlaczego koniec końców go nie wybrali do szkolnej drużyny - No gdyby nie ten jeden mały fakt... - spojrzał na swojego ojca jakby szukał podpowiedzi do tego co dalej chciał powiedzieć - Może kilka... Naście? Dziesiąt? Set? No wiesz... - wypowiedział szybko, wzruszając ramionami jakby to rzeczywiście nie było niczym ważnym - Te całe wezwania do szkoły... - uśmiechnął się do niego. Skoro nie zabił go za zachowanie w czasach szkolnych to mógł sobie pozwolić już niemal na wszystko. Hjalmar zawsze zresztą traktował ojca jako ostoję dobrej rady i wsparcia kiedy tylko potrzebował. W końcu po tych wszystkich ciężkich latach nadal zwracali się do siebie - "tato" oraz "synu".
Po raz kolejny głosił prawdę. Nie powinno przejmować się tym, że inni rzemieślnicy odeszli - zwłaszcza, że byli z innej szkoły tego kunsztu. Powinni patrzeć w przód i dal, myśleć jak rozwinąć ich warsztat czy gdzie go zareklamować w taki sposób aby już nigdy nie musieli zmieniać miejsca zamieszkania - Prawda - zgodził się, kiwając głową z uznaniem na te mądre słowa - U nas to nawet z pradziada na dziada to przechodzi - zauważył, mając między innymi na myśli ich rodzinę, która już od dłuższego czasu trudniła się tym fachem, a Hjalmar był co najmniej trzecim pokoleniem tek sztuki - Gwarantuję Ci, że angielscy czarodzieje na pewno potrafią docenić dobry i porządny produkt - spróbował uspokoić Dagura w kwestii 'sprośnych pokurczy', chociaż mało brakło, a wybuchnąłby śmiechem na takie określenie. Do tej pory chyba wszystkie inne możliwości ale tą usłyszał po raz pierwszy.
- A no to widzę, że wracamy do porządku dziennego. Hjalmar wypucuj piec, Hjalmar napal w piecu, Hjalmar przynieś mi młotek... - pokręcił głową ale jako dobry i wdzięczny dzieciak złapał za szmatę, kierując się w kierunku pieca. Nie miał wyrzutów do ojca, a jedynie lekko chciał go przedrzeźniać, nawiązując do tego, że to nadal starszy Nordgersim był mistrzem tego warsztatu. Nic więc dziwnego, że większość prac porządkowych musiał robić robić podległy mu czeladnik w postaci syna. Rozkład pracy był jednak uczciwy i nie mógł narzekać na tyranię ze strony ojca - W sumie... Próbowałeś kiedyś zaszczepić w siostrach tą całą zajawkę do kowalstwa i jubilerstwa? Może też by im się to spodobało? Czy raczej wolałeś aby zajęło się czymś bardziej... Nie wiem. Normalnym? Kobiecym? - zapytał, rzucając pytanie w eter kuźni aby odnalazło adresata jako, że on sam był zajęty pucowaniem pieca. Była to robota, którą musieli wykonać zanim zaczną jakiekolwiek kucie. Porządek był ważny - pozwalał się odnaleźć oraz redukował szansę na wystąpienie nieszczęśliwego wypadku do minimum, co oczywiście było im na rękę.