04.07.2023, 23:48 ✶
Przecież od początku mówiła, że mogą kogoś uratować!
To znaczy Daisy mówiła sporo różnych rzeczy i gdyby się okazało się, że jednak łazili po lesie bez celu, uciekali przed groźnymi zwierzętami a na końcu zostali ranni to najgłośniej wykrzykiwałaby swoje oburzenie i zasłaniała się dobrymi intencjami (które jak zwykle zostały źle zrozumiane, niedocenione i wykorzystane przeciwko niej).
Teraz tylko się uśmiechała, gdy Darcy dzielnie pomagał rannej kobiecie wyjść z lasu. Do jej podnoszenia nawet się nie rwała a później machała różdżką jak szalona, próbując nie dopuścić do tego, by ta specjalnie się poobijała.
- I widzisz – powiedziała na końcu do brata. – Gdyby nie my, to ona by biedna tam czekała na ratunek. Jeszcze by przyszło do niej coś, co goniło te stado dziwnych, jeleniowatych, magicznych istot – rzuciła z przekonaniem. - Pewnie, że musimy wrócić. Kto wie kogo jeszcze uratujemy.
Tym razem, gdy zagłębiali się w leśne gęstwiny szła nieco pewniej, chwilami nawet podskakując do góry. Fakt, że udało im się kogoś ocalić przyjemnie łaskotał jej dumę i samozadowolenie, niemal już nie pamiętała, że cudem uniknęli stratowania. Rozglądała się po lesie ciekawie, tylko od czasu do czasu krzywiąc się z mniejszym entuzjazmem, gdy okazywało się, że wchodzili w ciemniejszy zakątek.
- Ciekawe, kiedy się wreszcie uspokoi magia – wymruczała. – Mam dosyć, że nie działa teleportacja. Znaczy, może już działa, ale wolałabym nie przenieść się przypadkiem w jakieś dziwne miejsce. Wiesz, że pewnego razu trafiłam na mokradła? I znalazłam tam trupa? To znaczy z tym trupem, to nie do końca ja, tylko Śliwka, która też akurat tam wpadła, ale był obrzydliwy. Cały taki siny i napęczniały – opisała malowniczo. Na wspomnienie ciała aż wzdrygnęła się z obrzydzenia. – Swoją drogą, ona naprawdę jest Śliwką. Wiesz, że jest jedną z tych zimnych w namiocie uzdrowicieli? Tych, którym chciałam zrobić zdjęcie, ale mnie pogonili? – zapytała Darcy’ego.
Daisy kompletnie nie przejmowała się tym, że mógł nie do końca rozumieć o kim właściwie mówiła. Dla niej brygadzistka Mavelle Bones była Śliwką, bo wpadała jak śliwka w kompot.
!G4
To znaczy Daisy mówiła sporo różnych rzeczy i gdyby się okazało się, że jednak łazili po lesie bez celu, uciekali przed groźnymi zwierzętami a na końcu zostali ranni to najgłośniej wykrzykiwałaby swoje oburzenie i zasłaniała się dobrymi intencjami (które jak zwykle zostały źle zrozumiane, niedocenione i wykorzystane przeciwko niej).
Teraz tylko się uśmiechała, gdy Darcy dzielnie pomagał rannej kobiecie wyjść z lasu. Do jej podnoszenia nawet się nie rwała a później machała różdżką jak szalona, próbując nie dopuścić do tego, by ta specjalnie się poobijała.
- I widzisz – powiedziała na końcu do brata. – Gdyby nie my, to ona by biedna tam czekała na ratunek. Jeszcze by przyszło do niej coś, co goniło te stado dziwnych, jeleniowatych, magicznych istot – rzuciła z przekonaniem. - Pewnie, że musimy wrócić. Kto wie kogo jeszcze uratujemy.
Tym razem, gdy zagłębiali się w leśne gęstwiny szła nieco pewniej, chwilami nawet podskakując do góry. Fakt, że udało im się kogoś ocalić przyjemnie łaskotał jej dumę i samozadowolenie, niemal już nie pamiętała, że cudem uniknęli stratowania. Rozglądała się po lesie ciekawie, tylko od czasu do czasu krzywiąc się z mniejszym entuzjazmem, gdy okazywało się, że wchodzili w ciemniejszy zakątek.
- Ciekawe, kiedy się wreszcie uspokoi magia – wymruczała. – Mam dosyć, że nie działa teleportacja. Znaczy, może już działa, ale wolałabym nie przenieść się przypadkiem w jakieś dziwne miejsce. Wiesz, że pewnego razu trafiłam na mokradła? I znalazłam tam trupa? To znaczy z tym trupem, to nie do końca ja, tylko Śliwka, która też akurat tam wpadła, ale był obrzydliwy. Cały taki siny i napęczniały – opisała malowniczo. Na wspomnienie ciała aż wzdrygnęła się z obrzydzenia. – Swoją drogą, ona naprawdę jest Śliwką. Wiesz, że jest jedną z tych zimnych w namiocie uzdrowicieli? Tych, którym chciałam zrobić zdjęcie, ale mnie pogonili? – zapytała Darcy’ego.
Daisy kompletnie nie przejmowała się tym, że mógł nie do końca rozumieć o kim właściwie mówiła. Dla niej brygadzistka Mavelle Bones była Śliwką, bo wpadała jak śliwka w kompot.
!G4