05.07.2023, 00:03 ✶
Problem ze śmierciożercami polegał na tym, że nie wszyscy byli tchórzami. Niektórzy owszem. Gdyby Brenna miała wpaść w ręce wroga żywcem i istniałaby groźba, że coś z niej wyciągną, próbowałaby rozbić sobie głowę o najbliższy kamień, a nie przyjmowała leczniczy eliksir. Ale inni? Ostatecznie walczyli na polanie na śmierć i życie.
I niektórzy z nich wygrali. Inni długo dawali radę przeciwko przeważającym siłom. Coś w żołądku Brenny ściskało się boleśnie, ilekroć o tym myślała. Mieli przewagę: tę przewagę, że używając czarnej magii uderzali, by zabić, a byli w tym dobrze wyćwiczeni.
- Pewnego dnia – odpowiedziała jednak tylko cicho, po czym upiła łyk herbaty, jakby tym, że pije, chcąc usprawiedliwić, że nie skomentowała tego tchórzostwa ani nie zapewniła, że zaraz ich wszystkich schwytają. Wierzyła, że Voldemorta można pokonać: inaczej poddałaby już dawno. Ale choć jej Trzecie Oko pozwalało spojrzeć wstecz, nie do przodu, przed sobą, przed nimi wszystkimi, widziała ciemną ścieżkę.
Dręczyło ją pytanie, jak wiele mocy zdobył Voldemort tej nocy?
– Z tego, co wiem, zaklęcia rzucasz różdżką i możesz siedzieć, kiedy to robisz – przypomniała, uśmiechając się znowu, tylko odrobinę krzywo. – Poczytaj. Poćwicz czary. Spróbuj udoskonalić tę dziedzinę magii, w której jesteś najlepsza i tę, w której jesteś najsłabsza.
Może nie była to dobra rada, ale Brenna mogła jedynie wskazać to, czego sama próbowała. W walce najlepiej było postawić na to, w czym już się było najlepszym. Ale czasem w pracy brak znajomości jakiejś dziedziny magii mógł okazać się katastrofalny. Sama Brenna przekonała się o tym dość boleśnie.
– A potem rzecz jasna wracaj, bo mam dość wypełniania raportów za nas obie – stwierdziła znad swojego kubka. Zaraz jednak po tym wesołym stwierdzeniu z jej ust wydostało się westchnienie. Walka o dobro czarodziejów? Wolne żarty. – Obie wiemy, że nie obchodzi ich czystość krwi, a władza i potęga. Plecenie o tej całej czystości to tylko sposób na jej osiągnięcie. Ideologia, która przyciągnie tych, którzy chętnie będą rozkazywać mugolom i mugolakom. Bo lubią wierzyć, że są lepsi. Nikt nie pytał na tej polanie, czy ktoś jest czystej krwi, zanim go zabił, a niektórzy i tak będą mówić „tak, trochę przesadzają, ale w pewnych sprawach mają rację”.
Na tym polegała ludzka natura. Tak do władzy doszedł Grindewald. To samo działo się na ich oczach od ładnych paru lat.
– Na pewno zrobiłby to Jules. Ale tam… po prostu wszystko działo się szybko. – Brennie zdawało się, że skoro wiatr wieje tak, że porywa ludzi, nie ma czasu na myślenie. Zareagowała instynktownie. I może niekoniecznie właściwie. Ale nie miała pojęcia, czy Charlie wymyśli coś, czym mógłby szybko pomóc Heather, a nie wyobrażała sobie niesienia jej w tej nawałnicy. – Muszę już wracać. Wyrzucić kubek, czy ci go zostawić? – spytała Brenna. Czy chciała, czy nie, nie mogła siedzieć tu długo: za wiele rzeczy czekało wciąż na załatwienie.
I niektórzy z nich wygrali. Inni długo dawali radę przeciwko przeważającym siłom. Coś w żołądku Brenny ściskało się boleśnie, ilekroć o tym myślała. Mieli przewagę: tę przewagę, że używając czarnej magii uderzali, by zabić, a byli w tym dobrze wyćwiczeni.
- Pewnego dnia – odpowiedziała jednak tylko cicho, po czym upiła łyk herbaty, jakby tym, że pije, chcąc usprawiedliwić, że nie skomentowała tego tchórzostwa ani nie zapewniła, że zaraz ich wszystkich schwytają. Wierzyła, że Voldemorta można pokonać: inaczej poddałaby już dawno. Ale choć jej Trzecie Oko pozwalało spojrzeć wstecz, nie do przodu, przed sobą, przed nimi wszystkimi, widziała ciemną ścieżkę.
Dręczyło ją pytanie, jak wiele mocy zdobył Voldemort tej nocy?
– Z tego, co wiem, zaklęcia rzucasz różdżką i możesz siedzieć, kiedy to robisz – przypomniała, uśmiechając się znowu, tylko odrobinę krzywo. – Poczytaj. Poćwicz czary. Spróbuj udoskonalić tę dziedzinę magii, w której jesteś najlepsza i tę, w której jesteś najsłabsza.
Może nie była to dobra rada, ale Brenna mogła jedynie wskazać to, czego sama próbowała. W walce najlepiej było postawić na to, w czym już się było najlepszym. Ale czasem w pracy brak znajomości jakiejś dziedziny magii mógł okazać się katastrofalny. Sama Brenna przekonała się o tym dość boleśnie.
– A potem rzecz jasna wracaj, bo mam dość wypełniania raportów za nas obie – stwierdziła znad swojego kubka. Zaraz jednak po tym wesołym stwierdzeniu z jej ust wydostało się westchnienie. Walka o dobro czarodziejów? Wolne żarty. – Obie wiemy, że nie obchodzi ich czystość krwi, a władza i potęga. Plecenie o tej całej czystości to tylko sposób na jej osiągnięcie. Ideologia, która przyciągnie tych, którzy chętnie będą rozkazywać mugolom i mugolakom. Bo lubią wierzyć, że są lepsi. Nikt nie pytał na tej polanie, czy ktoś jest czystej krwi, zanim go zabił, a niektórzy i tak będą mówić „tak, trochę przesadzają, ale w pewnych sprawach mają rację”.
Na tym polegała ludzka natura. Tak do władzy doszedł Grindewald. To samo działo się na ich oczach od ładnych paru lat.
– Na pewno zrobiłby to Jules. Ale tam… po prostu wszystko działo się szybko. – Brennie zdawało się, że skoro wiatr wieje tak, że porywa ludzi, nie ma czasu na myślenie. Zareagowała instynktownie. I może niekoniecznie właściwie. Ale nie miała pojęcia, czy Charlie wymyśli coś, czym mógłby szybko pomóc Heather, a nie wyobrażała sobie niesienia jej w tej nawałnicy. – Muszę już wracać. Wyrzucić kubek, czy ci go zostawić? – spytała Brenna. Czy chciała, czy nie, nie mogła siedzieć tu długo: za wiele rzeczy czekało wciąż na załatwienie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.