05.07.2023, 03:54 ✶
Fletcher prawie się zarumienił, słysząc że jego prezent dla gospodarza został przyjęty pozytywnie. Nie wiedział w sumie jakiej innej reakcji mógł się po Philipie spodziewać, ale sam czasem zdawał się zapominać, że jego przyjaciele posiadają taki status z dość konkretnego powodu.
- Tak, tak. Wszystko dobrze - machnął lekceważąco ręką. Miał już za sobą tyle przeklętych medalionów i przyklejonego do nich Willa, że tego typu sytuacje to były dla niego chleb powszedni. Co prawda sam proces szukania naprędce klątwołamacza bywał kłopotliwy, ale z każdym kolejnym razem (głupio się przyznać) coraz leniwiej reagował na niedolę brata. Większość tych klątw była w sumie niegroźnych i raczej dla wszystkich upierdliwych, jakby rzucający je byli pozbawieni jakiejkolwiek kreatywności.
- W sumie wazon zsyłający koszmary nie jest jeszcze taki zły... - rzucił bez zastanowienia, podążając za resztą towarzystwa do ogrodu i w razie potrzeby zabierając ze sobą parę rzeczy, które jeszcze były tam potrzebne, a które wskazałby mu Nott lub Giovanni. - Najczęstszym problemem u nas wydaje się głupie zaklęcie przyklejenia języka do przedmiotu lub innych dziwnych rzeczy związanych z ustami. Spuchnięcie, nieustanne gadanie o konkretnym temacie, który umyślił sobie przeklinający... - wzruszył ramionami, znajdując sobie jakieś wygodnie miejsce od zawietrznej w stosunku do kolegów, od razu wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i oferując je najpierw jednemu, a potem drugiemu mężczyźnie, zanim sam wyciągnął swoją dolę i odpalił, z wyraźnym zadowoleniem zaciągając się dymem. Dopiero wtedy przysiadł sobie na jakimś wygodnym pniaczku, spoglądając na Gio.
- W sumie dzień jak co dzień. Albo raczej, jak to pewnie mówią w Proroku, tydzień bez Nobbiego Leacha, tygodniem straconym. Znowu wyciągnęli jakieś ciekawe historie z jego życia, tym razem chyba było między innymi coś o nieślubnych dzieciach. A to tylko pierwsze lepsze co przychodzi mi do głowy - sięgnął nad popielniczkę, strzepując na nią popiół i zaciągając się znowu.
- Tak, tak. Wszystko dobrze - machnął lekceważąco ręką. Miał już za sobą tyle przeklętych medalionów i przyklejonego do nich Willa, że tego typu sytuacje to były dla niego chleb powszedni. Co prawda sam proces szukania naprędce klątwołamacza bywał kłopotliwy, ale z każdym kolejnym razem (głupio się przyznać) coraz leniwiej reagował na niedolę brata. Większość tych klątw była w sumie niegroźnych i raczej dla wszystkich upierdliwych, jakby rzucający je byli pozbawieni jakiejkolwiek kreatywności.
- W sumie wazon zsyłający koszmary nie jest jeszcze taki zły... - rzucił bez zastanowienia, podążając za resztą towarzystwa do ogrodu i w razie potrzeby zabierając ze sobą parę rzeczy, które jeszcze były tam potrzebne, a które wskazałby mu Nott lub Giovanni. - Najczęstszym problemem u nas wydaje się głupie zaklęcie przyklejenia języka do przedmiotu lub innych dziwnych rzeczy związanych z ustami. Spuchnięcie, nieustanne gadanie o konkretnym temacie, który umyślił sobie przeklinający... - wzruszył ramionami, znajdując sobie jakieś wygodnie miejsce od zawietrznej w stosunku do kolegów, od razu wyciągając z kieszeni paczkę papierosów i oferując je najpierw jednemu, a potem drugiemu mężczyźnie, zanim sam wyciągnął swoją dolę i odpalił, z wyraźnym zadowoleniem zaciągając się dymem. Dopiero wtedy przysiadł sobie na jakimś wygodnym pniaczku, spoglądając na Gio.
- W sumie dzień jak co dzień. Albo raczej, jak to pewnie mówią w Proroku, tydzień bez Nobbiego Leacha, tygodniem straconym. Znowu wyciągnęli jakieś ciekawe historie z jego życia, tym razem chyba było między innymi coś o nieślubnych dzieciach. A to tylko pierwsze lepsze co przychodzi mi do głowy - sięgnął nad popielniczkę, strzepując na nią popiół i zaciągając się znowu.