Avelina po prostu z charakteru była samotnikiem. Nie przepadała za tłumami i trzymała się tylko tych ludzi, którzy tego naprawdę chcieli. Sama też z reguły nie wychodziła z inicjatywą utrzymywania kontaktów. Wyjątkiem były tylko Nora i Danielle. Jeśli inne osoby nie wykazały się chęcią przebywania w jej towarzystwie – Avelina o to nie zabiegała. Wiedziała, że robiła błąd, że ludzie byli potrzebni, że poleganie na innych nie było niczym złym, a wręcz czasami powinno się to robić, aby utrzymać się przy życiu, a jednak wolała usiąść za kociołkiem, za ladą, odgrodzić się od ludzi, pracować, warzyć eliksiry, uczyć się nadal o wszystkim, co było z nimi związane.
Podziwiała swoją kuzynkę, że dawała radę prowadzić biznes, wchodzić w interakcje z wieloma ludźmi i jeszcze starać się utrzymać przy życiu dziecko, co zapewne wydawało się być trudne.
Paxton nie była silnym człowiekiem, ale nigdy nie próbowała taką być, czasami zapominała jeść, czasami zapominała pić, a wysiłek fizyczny był dla niej abstrakcją. Udawała silną, ale taka nie była. Sama zapewne parsknęłaby śmiechem, gdyby dane jej było zobaczyć siebie prowadzącą Nore.
– Bardzo przyjemny przypadek. – odwzajemniła uśmiech. Cieszyła się, że wpadła na nią i miała szansę jej pomóc. – To dobrze, bo naprawdę jakby trafiło na jakieś dziecko to wtedy byłaby tragedia. – powiedziała delikatnie zmartwiona. Nie wyobrażała sobie, aby znaleźć się w podobnej sytuacji. – Chętnie ci pomogę i spędzę z tobą czas, a pączkiem nigdy nie pogardzę! – dodała z entuzjazmem jak na Avelinę. – A jak się czujesz? Powinnaś zjeść coś pożywnego… – dodała jeszcze.