Vespera miała na głowie dosyć sporo zmartwień, ale starała się o nich nie myśleć. Chciała odpocząć, rozluźnić się, wyciszyć umysł, aby się uspokoić i nikogo przypadkiem nie zabić. Chciała jednego, normalnego dnia i wybrała dzisiejszy, mimo że w ostatnim czasie dużo się działo. Potrzebowała stabilności, a miała wrażenie, że traci grunt pod nogami. W tym domu zawsze czuła spokój i starała się go zachować. Gdy dostrzegła swojego brata bliźniaka zdołała się nawet do niego uśmiechnąć.
Ten człowiek był dla niej jedną z najważniejszych osób w życiu i przy nim również szukała zawsze spokoju i wyciszenia. Kilka zdań, przepychanek słownych i poczuła się spełniona. Zabrała się więc za czytanie książki, aby zamknąć umysł w jakimś niezależnym świecie z dala od trosk. W połowie czytania usłyszała darcie się jej brata. Odłożyła książkę szybko i zerwała się z szezlonga. Zaczęła psioczyć pod nosem szukając źródła jego głosu, aż dotarła pod łazienkę. Bez zastanowienia wpadła do środka myśląc, że ten się wywalił i rozwalił sobie nogę lub głową. Miała najgorsze scenariusze w głowie i bała się, że będzie musiała go targać jeszcze do uzdrowiska. Nie spodziewała się jednak, że zastanie go z rosnącym kaktusem na głowie.
– Augu… – wybuchła głośnym śmiechem widząc go w takim stanie. Oparła się o framugę drzwi trzymając się za brzuch. [a]– O Merlinie! –
wydusiła z siebie. – Coś ty… wiedziałam, że lubisz podążać za modą, ale żeby aż tak? – ledwo z siebie wyrzucała te słowa nie mogąc powstrzymać śmiechu. Złapała się klamki drzwi, aby nie upaść na kolana. Tego potrzebowała najbardziej, aby wyciszyć umysł. Nieszczęścia swojego brata. [/a]