05.07.2023, 16:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.11.2023, 22:47 przez Pandora Prewett.)
Była podekscytowana na tyle, że nie mogła usnąć i kolejny raz musiała skorzystać z pomocy eliksirów, ale nie miało to żadnego znaczenia. Przeczytała polecone przez Cathala księgi, powtórzyła trochę historii magii z rozdziałami dotyczącymi tych okolic i przede wszystkim, przygotowując się do rozpoczęcia wykopalisk, powtórzyła schematy pułapek oraz mechanizmów obronnych, które wydawały się jej prawdopodobne po zapoznaniu z tym, co zrobiła tu Ministerstwo. Opłacało się dotrzeć na miejsce kilka dni wcześniej. Mara też wydawała się zadowolona, mając dostęp do nowych łąk oraz pastwisk.
Ubrana w krótkie szorty z wyższym stanem, przy których miała pasek z narzędziami, białą koszulkę i narzuconą na ramiona, rozpiętą i niedbale związaną koszulę, zjawiła się chwilę przed umówioną godziną spotkania. Brązowe pasma zgarnięte były w wysoką kitkę za pomocą szerokiej frotki, za uchem miała ołówek, a w tylnej kieszeni spodenek wystawał notes. W dłoniach trzymała dwie papierowe tacki z kubeczkami, gdzie była kawa oraz herbata, a także ewentualne dodatki, jak mleko w proszku czy cukier.
- Dzień dobry! - przywitała się z charakterystycznym dla siebie uśmiechem oraz pogodnym tonem, obdarzając zebranych pociągłym spojrzeniem brązowych oczu, błyszczących z entuzjazmu i o dziwo — ciągle narastającej ekscytacji. Wiedziała, jaką Cathal lubi kawę i że Sebastian preferował dobrą herbatę, to też im podarowała odpowiednie trunki, pozostałym dając wybór. Kobieta miała kawę, nigdy nie jest za mało kofeiny oraz energii.
Nie przerywała i nie wchodziła w słowo, rozglądała się z zaciekawieniem, obdarzając uśmiechem lub krótkim przywitaniem — bezgłośnym — mijane osoby. Szef mówił, inni słuchali, a więc i ona się wolała nie odzywać, okazjonalnie notując coś w przytarganym przez siebie stosie karteczek, spiętym różową sprężynką. Wykopaliska były też dla niej oderwaniem od tego, co stało się podczas tegorocznego Beltane. Zamieszki lub też atak wywołany przez czarnoksiężnika o konserwatywnych poglądach sprowadził na ludzi wiele nieszczęść i serce ją bolało, że niewiele mogło zrobić Ministerstwo czy inni Czarodzieje, jeśli ową tragedią była śmierć. Pokręciła delikatnie głową, odgarniając natrętne myśli, a złota literka "P" na delikatnym łańcuszku zakołysała się leniwie na skórze pod wpływem niespodziewanego ruchu karku właścicielki. Jej wzrok wrócił do pleców Cathala, zostawiając na chwilę wyłaniające się z ziemi resztki wioski, którą też spotkała jakaś katastrofa. Ciągle pamiętała ich rozmowę, jak ją fantazja poniosła i przedstawiła mu scenariusz rodem z desek teatru lub z opasłych ksiąg dla dzieci. Pandora uśmiechnęła się pod nosem, gdy głos Sebastiana ściągnął na siebie jej uwagę. Egzorcysta był niesamowicie mądry i doświadczony, w muzeum zrobił na niej ogromne wrażenie. Na widok ignorującego ich ducha, uniosła tylko brew z rozbawionym uśmiechem, zaciskając usta, aby przypadkiem nie zapytać o jego historie. Już zdążył wzbudzić w niej ciekawość, chociaż niewiele było potrzebne, aby to się udało. Prewettówna zrobiła pół kroku w przód, wciąż zachowując jednak bezpieczną odległość od fragmentów zabudowań i kucnęła, przesuwając spojrzeniem po kamiennych murach. Istniała szansa, że były zabezpieczone w ten sam sposób, co tamte, które tak załatwiły mugoli. Zrobiła łyk gorącej wciąż kawy, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, stukając ołówkiem i papier.
Ubrana w krótkie szorty z wyższym stanem, przy których miała pasek z narzędziami, białą koszulkę i narzuconą na ramiona, rozpiętą i niedbale związaną koszulę, zjawiła się chwilę przed umówioną godziną spotkania. Brązowe pasma zgarnięte były w wysoką kitkę za pomocą szerokiej frotki, za uchem miała ołówek, a w tylnej kieszeni spodenek wystawał notes. W dłoniach trzymała dwie papierowe tacki z kubeczkami, gdzie była kawa oraz herbata, a także ewentualne dodatki, jak mleko w proszku czy cukier.
- Dzień dobry! - przywitała się z charakterystycznym dla siebie uśmiechem oraz pogodnym tonem, obdarzając zebranych pociągłym spojrzeniem brązowych oczu, błyszczących z entuzjazmu i o dziwo — ciągle narastającej ekscytacji. Wiedziała, jaką Cathal lubi kawę i że Sebastian preferował dobrą herbatę, to też im podarowała odpowiednie trunki, pozostałym dając wybór. Kobieta miała kawę, nigdy nie jest za mało kofeiny oraz energii.
Nie przerywała i nie wchodziła w słowo, rozglądała się z zaciekawieniem, obdarzając uśmiechem lub krótkim przywitaniem — bezgłośnym — mijane osoby. Szef mówił, inni słuchali, a więc i ona się wolała nie odzywać, okazjonalnie notując coś w przytarganym przez siebie stosie karteczek, spiętym różową sprężynką. Wykopaliska były też dla niej oderwaniem od tego, co stało się podczas tegorocznego Beltane. Zamieszki lub też atak wywołany przez czarnoksiężnika o konserwatywnych poglądach sprowadził na ludzi wiele nieszczęść i serce ją bolało, że niewiele mogło zrobić Ministerstwo czy inni Czarodzieje, jeśli ową tragedią była śmierć. Pokręciła delikatnie głową, odgarniając natrętne myśli, a złota literka "P" na delikatnym łańcuszku zakołysała się leniwie na skórze pod wpływem niespodziewanego ruchu karku właścicielki. Jej wzrok wrócił do pleców Cathala, zostawiając na chwilę wyłaniające się z ziemi resztki wioski, którą też spotkała jakaś katastrofa. Ciągle pamiętała ich rozmowę, jak ją fantazja poniosła i przedstawiła mu scenariusz rodem z desek teatru lub z opasłych ksiąg dla dzieci. Pandora uśmiechnęła się pod nosem, gdy głos Sebastiana ściągnął na siebie jej uwagę. Egzorcysta był niesamowicie mądry i doświadczony, w muzeum zrobił na niej ogromne wrażenie. Na widok ignorującego ich ducha, uniosła tylko brew z rozbawionym uśmiechem, zaciskając usta, aby przypadkiem nie zapytać o jego historie. Już zdążył wzbudzić w niej ciekawość, chociaż niewiele było potrzebne, aby to się udało. Prewettówna zrobiła pół kroku w przód, wciąż zachowując jednak bezpieczną odległość od fragmentów zabudowań i kucnęła, przesuwając spojrzeniem po kamiennych murach. Istniała szansa, że były zabezpieczone w ten sam sposób, co tamte, które tak załatwiły mugoli. Zrobiła łyk gorącej wciąż kawy, wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, stukając ołówkiem i papier.