Czy nie mieli ucieczki? Mieli, ponieważ zawsze istnieje jakiś cień szansy aby się nie zjawić jako, że coś mogło "wypaść". Bardziej rozchodziło się o to, że we dwójkę chcieli się tu pojawić. Eliza Cię zirytowała? Nie bardzo rozumiał czym. W końcu nie śpiewała, nie robiła jakiś burd ani innych problemów. Może więc rozchodziło się o jej nieśmiałość? Ale czy to był dobry powód do zdenerwowania? - Może. Kto wie? - odparł unosząc kącik ust widząc jak bardzo się cieszyła z tego małego prezentu. Niby nic szczególnego ani specjalnego, a jednak. Jak to się mówi - małe, a cieszy!
To nie tak, że mu się nie podobał. Był po prostu... Niespodziewany? Zaskoczony? Złapany w pułapkę niczym zajączek w lesie? To była dobra odpowiedź na tę pytanie, a może wręcz dobra mina do złej gry? Zresztą było standardem w jego zachowaniu - rzeczą wymyśloną na szybko, czyli tak jak zawsze w jego przypadku. Nordgersim miał już tak w zwyczaju, że musiał improwizować w wielu kwestiach, a już na pewno przy Pandorze i jej dosyć chaotycznym "ja", które zaskakiwało go na każdym kroku. Nic więc dziwnego, że czym prędzej ruszył do tego sklepu, chcąc sobie kupić trochę czasu i odwagi aby zderzyć się z rzeczywistością.
Pogoda nie rozpieszczała ale cel uświęcał środki. Jakby dodać do tego fakt, że Hjalmar był po prostu za trzeźwy aby stawić czoła Prewettównie to wszystko tworzyło spójną całość. Te kilkadziesiąt, może kilkaset mililitrów wódki zmieniało jego zachowanie o 180 stopni - pozwalając tym samym na przebudzenie tego skrytego Niedźwiadka.
Ta trzecia buteleczka na prawdę wprowadziła go w dobry nastrój, a dodatkowo pozwoliła mu na zadanie tego jednego, chociaż całkiem rozległego pytania. Teraz pozostało tylko czekać na odpowiedź, która nie chciała nadejść. Każda kolejna sekunda sprawiała, że chciał się zreflektować i wycofać ze swojego stanowiska, które jej przedstawił.
No powiedz coś... Serce biło mu coraz mocniej, a Pandora zamiast powiedzieć cokolwiek, uśmiechała się w jego stronę. Jak miał to interpretować? Jako śmiech przez łzy? Próbę wyśmiania? Czy pewnego rodzaju zadowolenie? Ciężko było mu stwierdzić, a Prewettówna wcale mu w tym nie pomagała - Emm.... - próbował zacząć się bronić kiedy zapytała ale wyciągnęła mu z dłoni butelkę co przykuło jego uwagę - Znaczy... Ten... No... To nie tak, że no... - starał się złożyć jakoś spójne zdanie ale nie do końca mu to szło. Na Merlina! Dlaczego nie możemy być teraz po prostu w jakimś lesie, tylko w tym przeklętym Londynie? Na Islandii mógłby się popisać, zaprowadzić ją gdziekolwiek. Ale w stolicy Wielkiej Brytanii? Nie bardzo miał jak.
Na szczęście nie było dane mu długo się tym przejmować jako, że Pandora napiła łyka, korzystając z jego taktyki i się po prostu zgodziła, na co Hjalmar zareagował nerwowym śmiechem z którym nadeszła pewna ulga. Tylko pytanie przed czym? Jego oceną? Odmową? A może jednym i drugim? - M-Może być tutaj... Argghhh... - odchrząknął aby brzmieć pewniej. Pandora mogła zauważyć, że lekko nawet się wypiął do przodu jakby próbował odgonić wszelkich innych samców z okolicy, pomimo faktu, że żadnego wokół nie było. Mało go to jednak obchodziło - to on został wybrany spośród wszystkich innych milionów na tym świecie.
No i ta przeklęta dłoń. Dlaczego po prostu nie mogła go za nią złapać? Turczynka chyba zapomniała, że ta jego odwaga to najczęściej była chwilowa i krótkotrwała. Podrapał się po brodzie aby przemyśleć swoje zachowanie. Raz się żyje... I z tą myślą w głowie, złapał ją dosyć niepewnie za dłoń i ruszył w kierunku schodków - Ummm... Nie... Oczywiście, że nie - starał się brzmieć jak najbardziej pewnie ale średnio mu to wyszło. To było zresztą za dużo rzeczy i decyzji jak na jednego, podpitego Hjalmara.
Siadając pod drzewem odetchnął z ulgą. Ten szybki chód, momentalnie bieg w połączeniu ze stresem związanym z Pandorą na prawdę go zmęczył. Nordgersim jednak nie zdawał sobie sprawy, że jego dzisiejsza mieszanka Mołotowa - połączenie zmęczenia, pustego żołądku, wysiłku i zbyt dużej ilości alkoholu w zbyt krótkim czasie będzie początkiem jego końca. Im dłużej siedział tym jego twarz przedstawiała coraz mniej, oczy stawały się zmęczone, a on sam przełączył się w tryb hiperwentylacji jakby próbował szybko wytrzeźwieć, co oczywiście nie przyniosło zamierzonego efektu.
Procenty dawały o sobie znaleźć, co odzwierciedlał jego głos oraz sposób mówienia... No i nagła śmiałość - Wiesz co... - rozpoczął, próbując skupić swoje pozostałe szare komórki na próbie utrzymania kontaktu z Pandorą - Deniz wygrałaby z Elizą w... Hiik... Rankingu... - stwierdził, będąc bardzo zmęczonym. Zmrużył oczy, starając się jej przyjrzeć za wszelką cenę ale nie szło mu za dobrze, więc rozpoczął poszukiwania butelki z alkoholem. Na razie tylko wzrokiem, ponieważ grawitacja była jego największym wrogiem w tym momencie.