Dobrze, że udało im się dogadać. Avery nie miała problemu z tym, aby pojawić się na urodzinach pani Borgin. Często bywała w ich domu. Nie sądziła, aby spotkanie urodzinowe jakoś szczególnie różniło się od tych standardowych, no może poza tym, że będzie tort i prezenty. Takie małe dodatki, które ucznią ten dzień chociaż trochę wyjątkowym.
Jeśli chodzi zaś o czekoladę, to nie było nawet szansy, aby Stanley był w stanie jej dorównać w wyborze tortu. Stella od lat zajadała się wszelkimi możliwymi słodkościami zrobionymi właśnie z czekolady. Wiedziała, gdzie będą w stanie sprzedać jej coś naprawdę wyjątkowego. Lata doświadczenia robią swoje. Była specjalistką w tej dziedzinie, nie sądziła, żeby ktokolwiek był w stanie jej dorównać jako czekoladożercy.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czuła dziwny spokój. Zresztą jak zawsze w jego towarzystwie, jakby wszystko zawsze idealnie się układało, może poza tymi kilkoma sytuacjami, kiedy zdarzyło im się pokłócić. Zazwyczaj jednak jego obecność powodowała, że Avery przestawała myśleć o wszystkich problemach, które męczyły ją na co dzień. Dzisiaj było podobnie. Nie rozmyślała o zbliżającym się ślubie siostry, o tym, że później przyjdzie czas na nią. Liczyła się tylko ta krótka chwila, którą spędzała w jego obecności.
Miłe było to, że pojawił się z tym listem właśnie u niej. Poniekąd świadczyło to o jego zaufaniu. To właśnie z nią chciał się podzielić tą optymistyczną lub mniej wiadomością. Dobrze było mieć tego świadomość.
Stella po prostu podchodziła do sprawy nieco bardziej trzeźwo. Wiedziała, że taki kurs musi być bardzo czasochłonny i nie było w tym nic złego. Zdawała sobie sprawę, żeby osiągnąć jakieś większe sukcesy trzeba poświęcić sporo czasu. Nie uważała, że to coś złego. Nie świadczyło to również jej zdaniem o jakichś brakach w umiejętnościach.
Kiedy zmierzał w kierunku kanapy zrobiła to samo. Usiadła obok niego. Milczała przez chwilę. Nie chciała być powodem przez który nie zrezalizuje swoich marzeń. Nie mogła wymagać od niego, że będzie musiał wybrać. Jakoś się przemęczą, dadzą radę. Jeśli to razem pokonają, to nic już nie będzie w stanie zagrozić ich relacji. Tak się przynajmniej jej wydawało. - Nie zawiedziesz mnie. Poczekam. Spełnij swoje marzenia, tylko nie zapominaj o tym, że jestem. - Powiedziała spokojnym tonem. Zapewne będzie jej trochę smutno, ale jakoś się przemęczy, wytrzyma to - dla niego.
- Jak zaczniesz kurs, po prostu pisz do mnie, w wolnej chwili. Nie musisz tu przychodzić, pewnie nie będziesz miał na to czasu, ale napisz co u ciebie słychać od czasu do czasu. - Nie zamierzała od niego wymagać, żeby często się tutaj pojawiał. Doba miała przecież tylko 24 h, nie byłby w stanie, a listy mogły w pewien sposób zastąpić spotkania, w drobny sposób bo w drobny, ale kontakt nadal by mieli.
Spędzili razem trochę czasu już w nieco bardziej spokojnej atmosferze. Nie pozostawało im nic innego jak cieszyć się z sukcesu Borgina.