Uważała za skrajnie nierozważne wysunięcie na priorytet sowy nad zdrowie osoby, na którą największy czarnoksiężnik obecnych czasów (bo tak spokojnie można było go nazwać) rzucił klątwę (bo cóż innego mogło to być?), ale była ewidentnie w mniejszości i nie miała siły się z nimi wykłócać o to, że nie znając dokładnej natury zaklęcia ani co właściwie się wydarzyło – wybierają jakąś bzdurną wiadomość. Nie po to chyba tak walczyli, by teraz poświęcać życie ich towarzyszki. Może przesadzała, ale Victoria zawsze sporo rozmyślała i analizowała, brała pod uwagę rzeczy, które mogły się wydawać oczywiste, ale ludzie jakoś lubili pomijać. A z ta klątwą nie wiedzieli nic. I najwyraźniej badający wcześniej Mavelle medycy też gówno wiedzieli, bo nawet ją nie ostrzegli, że może być z nią coś nie tak bardziej niż z całą resztą. Medycy od siedmiu boleści…
Wydała jednak z siebie odgłos na pograniczu parsknięcia i prychnięcia, kiedy Mavelle stwierdziła, że nie chce żadnych badań.
- Nie bądź niemądra, Mavelle. Nie wiesz co ci jest. Ktoś musi cię zbadać. A co jeśli to niebezpieczne? – mruknęła od swojej strony łóżka, kiedy Florence wyszła szukać sowy. Na Patricka zerknęła tylko na chwilę, ale widząc, że ten chyba modli się nad kartką papieru, swoje skupienie znowu przeniosła na Bones, względnie na sufit bądź ramę niewygodnego łóżka. - Co jeśli coś ci się stanie? W ten sposób na pewno mu się nie odwiniesz za ten numer, ani za wszystko inne co się stało – łatwo było jej powiedzieć, bo Victorii pozostało już tylko leżeć i udawać naleśnika. Było jej zimno, tylko tyle (wnioski i myśli póki co odsuwała na bok). Nie musiała się zmagać… z czymkolwiek dokładnie zmagała się Mavelle – choć przynajmniej udało im się dojść do źródła problemu. Nie rozumiała tylko co dokładnie się dzieje i czego niby nie może mówić.
Gdy Florence wróciła, skupiła swój wzrok na momencik na sowie, jaką ze sobą przeniosła, a po chwili gotowa była mówić „a nie mówiłam”, albo kiwać głową na wszystko co mówiła Bulstrode do brygadzistki. Miała cholerną rację. Natomiast to, co powiedziała o klątwie, co udało jej się już ustalić, sprawiło, że Lestrange na moment zmroziło. Cokolwiek Voldemort zrobił – nie było piękne. Było obrzydliwe. I tym bardziej uważała, że Mavelle powinien ktoś porządnie zbadać, bo nie wiadomo jak to się w ogóle rozwinie.