Chester nie jest i nie będzie osobą, która zwykła mówić miłe słowa. Krytyka była potrzebna. Gdyby Robert nie znał go od tylu lat to mógłby się łudzić i liczyć, że doceni jego oddanie idei czystości krwi do tego stopnia, że przyklaśnie zaprzepaszczeniu swojej kariery w ramach zupełnie idiotycznego i bezcelowego protestu przeciwko rządom szlamy. Czasu jednak nie cofną. On też popełniał swoje błędy. Jakby nie patrzeć to jego kariera również pozostawiała wiele do życzenia z tego względu, że nie został nagrodzony za swoją pracę i bycie doświadczonym Aurorem. Widział siebie na stanowisku szefa Biura Aurorów.
— Po jego odejściu możesz spróbować odzyskać dawne stanowisko — Odrzekł. Nie sądził aby to było możliwe, ale Robert nie dowie się o tym, czy wrota Departamentu Tajemnic są dla niego otwarte na nowo lub pozostaną zamknięte na zawsze, póki nie spróbuje. To ich łączyło, nawet jak nie odpowiadało im to, że szlama pełniła funkcję Ministra Magii. Mogliby być bardziej usatysfakcjonowani gdyby pozostali czarodzieje dostrzegli to, co oni widzieli.
— W gruncie rzeczy tak. Nie jest jednym z nas, co już ustaliliśmy i żył bardziej w świecie mugoli zamiast czarodziejów. Bo to prawda, na domiar tego traktuje magię jak zabawkę. To akurat nie my, w sensie nie ja... przez niego Departament Magicznych Wypadków i Katastrof ma jeszcze więcej roboty, niż zwykle. Właśnie przez tę błazenadę szlamy. Cieszy mnie to, że nie zdecydowałem się na pracę tam. Gdybym to zrobił to teraz byłbym jego chłopcem na posyłki. — Po dokończeniu swojej wypowiedzi wyrażającej wszystkie jego myśli. Nazwa wspomnianego przez niego departamentu była nad wyraz adekwatna do sytuacji. Kadencja Leacha nie była wypadkiem, tylko katastrofą. Wypadek za to mógłby się przydarzyć Leachowi, jednak pozbawienie życia głowy świata czarodziejów to niełatwe zadanie. Widząc jak Mulciber unosi szklankę z whisky wyżej w ramach toastu, wzniósł i swoją. Również się napił.
— To pewne, że pozostaje pod ich opieką. Niewykluczone, że taka jest. Chciałbym aby taka była. Wszyscy ludzie z najbliższego otoczenia Leacha nie są nieuchwytnymi duchami i można do nich dotrzeć. — Wypowiadając te słowa wyraził swoją aprobatę dla poglądów Roberta. Mógł spróbować rozpuścić kilka wici w sprawie Leacha. W tym momencie również wzniósł trzymaną w dłoni szklankę z tym szlachetnym trunkiem.
— Chętnie za to wypiję, Robercie.
Porozmawiali jeszcze na temat, jak i inne. Ostatecznie zrobiło się późno i nadeszła pora, w której Chester pożegnał się i opuścił mieszkanie Roberta.