Zwracając się do syna odnośnie wytropienia tych wilkopodobnych istot, liczył na to, że jego pierworodny sprosta powierzonemu mu zadaniu i zdoła wytropić ten stworzenia. Hjalmar okazał się być wprawnym tropicielem. Wolałby jednak gdyby tego uczył się w kontrolowany sposób. Spojrzał z wyraźnym uznaniem na syna. Nie dostał powodu ku temu aby posłać mu pełne nagany spojrzenie.
— Prowadź, synu — Postanowił polegać na nabytych umiejętnościach chłopaka i podążać za nim śladem tych istot, który doprowadził ich do legowiska trzech bestii. Przyklęknął na ziemi, starając się zrobić to jak najciszej przez wzgląd na swoje przepotężne gabaryty. Zmrużył gniewnie powieki. Jemu również nie podobało to, co ujrzeli po dotarciu na miejsce. Musieli zaprowadzić swoje porządki i pozbyć się tych bestii.
— Dobrze się spisałeś, chłopcze. Masz rację. Zagwarantujemy to temu człowiekowi. — Pochwalił swojego najstarszego syna. Przyznał mu też rację, bo każdy człowiek zasługiwał na godny pochówek zgodnie ze swoimi wierzeniami. Gdyby to bogowie chcieli wezwać go przedwcześnie z tego świata to chciałby odejść chwalebną śmiercią. Niemniej wolałby aby pozwolili mu odejść we własnym łożu, ze starości i otoczonym najbliższą rodziną. Nie w Anglii, tylko na ziemiach przodków. Tam chciał spocząć po śmierci.
— Zapewnimy im tyle powodów do strachu, że te bestie zaczną gubić futro na sam nasz widok! — Odparł z niezachwianą pewnością siebie, wręcz determinacją w głosie. Najwyżej potem to odszczeka. Jeśli się przeliczy. — To doskonały plan, synu. — Zaakceptował ten plan bez wahania. Radowało go to, że Hjalmar nie okazał się ostatecznie durniem i potrafił napełnić go ojcowską dumą.
— Byłbyś głupcem nie robiąc pod siebie ze strachu na widok trzymetrowego giganta z toporem i pochodnią w łapach — Zapewnił syna, którego wolał mieć na oku podczas przygotowywania pochodni. Tych stworzeń mogło być więcej. Nie chciał aby zostali zaatakowani z zaskoczenia. To oni mieli zaskoczyć swoich przeciwników, nie odwrotnie.
— Będę nawet straszniejszy. W przeciwieństwie do ciebie, ich nie muszę wychować na porządnego człowieka. — Odparł przybierając groźną minę. Zacisnął obie dłonie na trzonku topora. Odczekał aż jego syn przygotuje te pochodnie. Przyjmując ją, skinął głową w ramach podziękowania.
— Skoro obaj jesteśmy gotowi to nie ma co zwlekać. Teraz! — Zawołał głośno, gwałtownie wynurzając się z krzaków. Zaczął biec w stronę leża tych bestii. Z każdym jego krokiem dudniła ziemia. Jak tylko tam wparował to przystąpił do próby odstraszenia tych stworów poprzez machanie płonącym badylem, głośnymi krzykami i młóceniem w powietrzu toporem. Jeśli to zawiedzie, będzie gotów utoczyć krwi bestii.