Trixie musiała nieco zmienić swoje przyzwyczajenia, kiedy zaczęła pracować. Wymagano od niej, aby pojawiała się o odpowiedniej porze, także punktualność stała się dla niej dosyć istotna. Mimo swojego pochodzenia, które mogło powodować, że zjawia się gdy tylko się jej podba, to traktowała poważnie czas swój i innych. Nie miała w zwyczaju się spóźniać. Uważała, że źle by to o niej świadczyło.
- Czy ja wiem, czy to minus. Wszyscy by o tobie mówili. - Zdecydowanie dla Trixie tylko dodawało to temu środkowi transportu atrakcyjności. Zdawała sobie sprawę, że w przypadku Rabastana mogłoby być zupełnie inaczej. Nie bez powodu ciągle modyfikował swój wygląd i mieszał się w tłumie. No, ale każdy miał swoje upodobania, jedni lubili gdy o nich mówiono, a inni woleli chować się w cieniu.
- To prawda. Myślałam, że będę musiała cię rozpoznać po oczach, jednak zaskoczyłeś mnie dzisiaj. - Wydawało się jej, że bez najmniejszego problemu mogłaby rozpoznać swojego przyszłego szwagra w różnych postaciach. Jego oczy zawsze były tak samo smutne, jakby czegoś mu brakowało. Sporo przeżył w swoim życiu i nadal widać było, że odcisnęło to na nim piętno, a czas nie do końca leczył rany.
- Tak, bardzo bezpośrednio i brutalnie. - Uśmiechnęła się do przyjaciela zadowolona z takiego obrotu spraw. Wreszcie pokazali swoją siłę przed większym gronem osób, teraz wszyscy będą o nich mówić. Z drugiej strony Black czerpała również przyjemność z tych bardziej kameralnych ataków, gdzie mogła trochę popastwić się nad ofiarami, poświęcić im czas. Tutaj zadziałali bardziej hurtowo. Mogli też skrzywdzić czystokrwistych, ale przecież, ofiary mogą się pojawiać, szczególnie, gdy chodzi o osiągnięcie większego celu. Powinni być do tego przygotowani. Kilka żyć, to nic przy tym, co mogli zyskać.
- Patrząc na to, jak wygląda to miejsce śmiem twierdzić, że sporo czasu im zajmie doprowadzenie tego do porządku, względnego porządku. - Nie wydawało jej się, żeby udało im się zupełnie poskładać to w całość, zbyt wiele zostało zniszczone.
- Oni się zaangażują, a my będziemy mogli działać, Czarny Pan będzie rósł w siłę. - Powiedziała cicho zadowolona. Będą mieli czas, aby zająć się kolejnymi działaniami, gdy wróg będzie lizał rany. Idealnie się składało.
Chyba powinni się skupić bardziej na otoczeniu, może wtedy to coś by ich nie zaskoczyło. Na całe szczęście Rabastan również to poczuł. Nie dotyczyło to tylko jej, jeszcze by się okazało, że jest słaba, czego zdecydowanie nie chciała.
Widziała, że na chwilę odpłynął. Zresztą to samo stało się z nią, w porę się jednak opamiętała. Gnała przed siebie bardzo szybko, odwracała jednak co chwilę głowę, żeby mieć pewność, że Rabastan nie został tam sam. Nie pozwoliłaby mu na to, był jej przyjacielem, skoro tu razem przyszli to i musieli opuścić to miejsce razem. Nie widziała innej możliwości.
Na całe szczęście udało im się umknąć tej dziwnej istocie. Oparła się o drzewo, aby uspokoić oddech. - Co to było? - Podejrzewała, że mogła to być sprawka Voldemorta, szkoda tylko, że atakowała wszystkich jak leci.
Po krótkiej przerwie ruszyli dalej w las. Trixie była ciekawa, co jeszcze tutaj znajdą. Szli dłuższą chwilę, wchodząc coraz głębiej w Knieję. Nie było już odwrotu. Rozglądała się uważnie, żeby tym razem nie przegapić ewentualnego niebezpieczeństwa.
!E2