Świadom tego, co miało nadejść, cierpliwie oczekiwałem na sygnał.
Nie było tutaj miejsca na ostrożność. Na zastanawianie się nad tym czy gra jest warta świeczki. Czekałem na ten moment odkąd po raz pierwszy przecięły się ścieżki moja i tych, którzy popierali jego ideę. Wiedziałem, że ten moment kiedyś nadejdzie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to tylko kwestia czasu. Jedyne czego nie byłem świadomy to to, jak dużą rolę przyjdzie mi w tym wszystkim odegrać. Tych kilka lat temu nie byłem jeszcze na to gotowy. Popierałem sprawę, ale zarazem unikałem nadmiernego angażowania się. Byłem zaledwie uważnym obserwatorem. Takim, który przyglądał się wszystkiemu temu, w co wierzył. W co wierzyli jego bliscy. W co wierzyły osoby, wśród których się obracał.
Do wszystkiego przygotowałem się najlepiej, jak tylko byłem w stanie. O wyznaczonym czasie, znalazłem się w odpowiednim miejscu. Ubrałem czarną szatę, głowę nakryłem kapturem, a twarz skryłem pod maską. Wszystko to, identycznie jak w przypadku pozostałych uczestników planowanego wydarzenia, miało kryć moją tożsamość, ale też zarazem zdradzać przynależność do grupy. Grupy niemałej, choć zarazem jeszcze nie tak licznej, jaką będzie w przyszłości. Szczerze wierzyłem, że z biegiem czasu nasze szeregi zostaną wzmocnione za sprawą kolejnych zwolenników Czarnego Pana. Tych, którzy podobnie do mnie, potrzebowali więcej czasu na to, żeby przejść do działania; zaufać temu, że to wszystko może się udać.
Będą to wszyscy Ci, którzy uwierzą, że nowe jutro czeka na nas za rogiem.
Jest już bardzo blisko. Na tyle, że wystarczy tylko wyciągnąć po nie rękę.
Kiedy na nieboskłonie pojawił się mroczny znak, wraz z wieloma innymi zwolennikami sprawy zjawiłem się w miejscu, w którym na nasze przybycie oczekiwał on. Jego prawa ręka. Nie wiedziałem kim był, ale pewny byłem tego, że w jego imieniu poprowadzi nas do wielu sukcesów. Do prawdziwej chwały. Został do tego wyznaczony. Wybrany. Ten, Którego Imienia Zaczną Bać Się Wymawiać, nie mógł się w tym przypadku pomylić. Musiał dostrzec w nim to coś, co sprawiło, że wybór padł właśnie na niego. Jestem pewien, że mi również będzie dane z czasem to zrozumieć.
Z różdżką nadal skrytą w kieszeni mojej szaty, ale zarazem mocno trzymaną w prawej dłoni, zająłem miejsce w szeregu. Wyprostowany, górujący wzrostem co najmniej nad większością zgromadzonych tu osób, spoglądałem na niego, czekając na instrukcje, których wcześniej nam poskąpiono. Byłem gotowy na to, żeby przejść do działania. Czułem ekscytacje, ale też... nie brakowało w tym pewnej nerwowości. Co będzie dalej? Co ma się wydarzyć tego wieczora, tej nocy? Brakowało mi na ten temat wiedzy. Konkretnych informacji. Wszystko miało się dopiero wyjaśnić; zadania miały zostać przydzielone.
Tylko czy aby na pewno byłem w stanie tak długo na to czekać? Cierpliwość nigdy nie była moją najmocniejszą stronę. Z tego faktu zdawał sobie sprawę każdy, kto miał okazje do tego, aby poznać mnie nieco bliżej.