07.07.2023, 20:47 ✶
Cathal bywał draniem.
Gdyby zobaczył coś, co uznałby za zagrożenie nie do pokonania, zapewne tę kobietę by zostawił. Jeżeli wiedziałby o niej coś, co by się mu nie podobało - na przykład, że bruździła mu w interesach, współpracowała z pewnym aurorem, który bardzo go wkurzał albo popierała śmierciożerców (jeszcze potem postanowiłaby go zwerbować, nie daj Merlinie, nie miał czasu na takie rzeczy) - też udawałby, że jej nie zauważył.
Ale była po prostu obcą dziewczyną, leżącą w trawie, a on choć bywał draniem, nie był ostatnim skurwysynem. Niepokój prześladował go i po raz pierwszy pomyślał, że ten las jednak nie należy do miłych miejsc... ale przecież już bardzo często musiał radzić sobie w podobnych okolicznościach. W ciemnościach grobowców, na starych cmentarzach, przy masowych grobach, gdzie pełno było klątw, pułapek i duchów. Sądził zresztą początkowo, że coś nie tak jest z tym miejscem, nie z nią – więc zostawienie jej nie przyszło mu do głowy.
Kiedy okazało się, że kobieta wciąż się nie budzi, a to nieprzyjemne uczucie nie mija... Pochylił się, by wziąć ją na ręce. Na całe szczęście - był wysokim, mocno zbudowanym mężczyzną, zahartowanym trudnymi warunkami na egipskiej pustyni.
- Nie, nie powinniśmy. Spierdalamy stąd. Nie podoba mi się to miejsce - rzucił tylko do Lety, podnosząc się. Pierwsze kilka metrów przeszedł szybkim krokiem, chcąc odejść jak najdalej. Wciąż pewien, że to miejsce, gdzie użyto jakiejś dziwnej magii, wzbudza w nim niepokój.
Z każdym kolejnym krokiem jednak utwierdzał się w przekonaniu, że to nie do końca tak.
Zmarszczył brwi. Zwolnił. Wciąż szedł, wciąż trzymał kobietę w ramionach, ale najpierw rozejrzał się, jakby szukając zagrożenia pomiędzy drzewami, a potem zwrócił spojrzenie na niesioną przez siebie dziewczynę. Dopiero teraz nawiedziła go ochota, aby odłożyć ją na ziemię i tu porzucić. Czy coś za nimi podążało? Czy też to ona była źródłem tego przedziwnego, nieprzyjemnego uczucia?
- Sprawdź ją pod kątem klątw? - zaproponował Alethei. Wciąż szedł. Jeżeli nie było tu niczego, co mogło na nich negatywnie wpłynąć, chciał jak najszybciej dotrzeć do miejsca, gdzie ostatnio widzieli Brygadzistów i przekazać pannę w ich ręce, niech oni sobie z tym radą (a ostatecznie - na skraj Doliny). Jeżeli jednak Leta by coś znalazła...
W każdym razie, on nie chciał tracić czasu i sięgać po różdżkę, ale ona mogła to zrobić, po prostu wciąż idąc. Była klątwołamaczką, liczył, że wyczuje, jeśli pannę obrzucono jakąś niebezpieczną dla nich klątwą. Albo zdoła rozproszyć tę przedziwną magię...
Gdyby zobaczył coś, co uznałby za zagrożenie nie do pokonania, zapewne tę kobietę by zostawił. Jeżeli wiedziałby o niej coś, co by się mu nie podobało - na przykład, że bruździła mu w interesach, współpracowała z pewnym aurorem, który bardzo go wkurzał albo popierała śmierciożerców (jeszcze potem postanowiłaby go zwerbować, nie daj Merlinie, nie miał czasu na takie rzeczy) - też udawałby, że jej nie zauważył.
Ale była po prostu obcą dziewczyną, leżącą w trawie, a on choć bywał draniem, nie był ostatnim skurwysynem. Niepokój prześladował go i po raz pierwszy pomyślał, że ten las jednak nie należy do miłych miejsc... ale przecież już bardzo często musiał radzić sobie w podobnych okolicznościach. W ciemnościach grobowców, na starych cmentarzach, przy masowych grobach, gdzie pełno było klątw, pułapek i duchów. Sądził zresztą początkowo, że coś nie tak jest z tym miejscem, nie z nią – więc zostawienie jej nie przyszło mu do głowy.
Kiedy okazało się, że kobieta wciąż się nie budzi, a to nieprzyjemne uczucie nie mija... Pochylił się, by wziąć ją na ręce. Na całe szczęście - był wysokim, mocno zbudowanym mężczyzną, zahartowanym trudnymi warunkami na egipskiej pustyni.
- Nie, nie powinniśmy. Spierdalamy stąd. Nie podoba mi się to miejsce - rzucił tylko do Lety, podnosząc się. Pierwsze kilka metrów przeszedł szybkim krokiem, chcąc odejść jak najdalej. Wciąż pewien, że to miejsce, gdzie użyto jakiejś dziwnej magii, wzbudza w nim niepokój.
Z każdym kolejnym krokiem jednak utwierdzał się w przekonaniu, że to nie do końca tak.
Zmarszczył brwi. Zwolnił. Wciąż szedł, wciąż trzymał kobietę w ramionach, ale najpierw rozejrzał się, jakby szukając zagrożenia pomiędzy drzewami, a potem zwrócił spojrzenie na niesioną przez siebie dziewczynę. Dopiero teraz nawiedziła go ochota, aby odłożyć ją na ziemię i tu porzucić. Czy coś za nimi podążało? Czy też to ona była źródłem tego przedziwnego, nieprzyjemnego uczucia?
- Sprawdź ją pod kątem klątw? - zaproponował Alethei. Wciąż szedł. Jeżeli nie było tu niczego, co mogło na nich negatywnie wpłynąć, chciał jak najszybciej dotrzeć do miejsca, gdzie ostatnio widzieli Brygadzistów i przekazać pannę w ich ręce, niech oni sobie z tym radą (a ostatecznie - na skraj Doliny). Jeżeli jednak Leta by coś znalazła...
W każdym razie, on nie chciał tracić czasu i sięgać po różdżkę, ale ona mogła to zrobić, po prostu wciąż idąc. Była klątwołamaczką, liczył, że wyczuje, jeśli pannę obrzucono jakąś niebezpieczną dla nich klątwą. Albo zdoła rozproszyć tę przedziwną magię...