W jej oczach Avelina była dobrą osobą. To, że nie lgnęła do każdego i w myśl zasady milczenie jest złotem odzywała się tylko wtedy, gdy faktycznie miała coś do powiedzenia, nie oznaczało, że jej serce nie jest we właściwym miejscu. Nigdy nie odmówiła jej wsparcia, była zawsze w zasięgu ręki, gdy tylko tego potrzebowała. Posłała jej pogodny uśmiech.
- Podsunę mu ulotkę Mikstur Ravena, myślę że po tym co przeszedł, zdecydowanie będzie wolał korzystać ze sprawdzonych, poleconych źródeł - odezwała się. Z rozmowy jaką z nim przeprowadziła wynikało, że mężczyzna nie spróbuje ponownie korzystać z szemranego dostawcy i eliksirów niewiadomego pochodzenia, a jeżeli ta dodatkowo podrzuci mu konkretny adres... eliksirów, jakie tworzyła Avelina była pewna.
Przymknęła oczy i wzięła głęboki wdech, rozkoszując się zapachem danń jakie podstawiono im pod nosy. To były drobnostki, ale takie miłe drobiazgi które gromadziły się w ciągu dnia sprawiały, że ten mógł zostać uznany za stosunkowo udany. Szybko pokręciła głową. Nie uważała się za silną. Silne było jej kuzynostwo, ona zawsze będzie stała z tyłu i nigdy nie odegra roli pierwszoplanowej.
- Mogę przychodzić do Ciebie, jeżeli chcesz. Możemy zrobić sobie pidżama party. Przyniosę ognistą, przekąski i będziemy plotkować całą noc. Albo milczeć, choć nie obiecuję, że mi się to uda - uniosła porozumiewawczo brwi. - Ewentualnie możesz wpadać do mnie, jeżeli tylko masz ochotę, ale ostrzegam, że tam jest masa ludzi, więc na pewno ktoś Cię dorwie i będzie próbował zamęczyć rozmową - w posiadłości Longbottomów mieszkał tabun ludzi i raczej nie zakładała, by Avelina odnalazła się tam. Zwłaszcza, że w stosunku do większości osób była raczej na dystans, a to słowo było obce jej kuzynostwu. Oczami wyobraźni widziała Erika, który próbując przygotować jej kawę omal nie doprowadza kuchni do ruiny, Brenna zagaduje ją na śmierć, a Dora szykuje naleśniki. Jeden wielki harmider. Avelina uciekłaby z krzykiem, całkowicie zrywając z nimi kontakt.
- Może... to dobrze, że są daleko od Wielkiej Brytanii. Nie muszą patrzeć na to, co się dzieje. W podróży będą bezpieczniejsi i szczęśliwsi. W razie gdyby... - nie mogła udawać, że ojciec Aveliny nie jest w bezpośrednim zagrożeniu. Paxton na pewno o tym wiedziała, jakiekolwiek udawanie, że "problem go nie dotyczy" był dobry dla naiwnych, nie dla niej. - W razie gdyby jednak zdecydowali się wrócić i czuliby się zagrożeni, w każdej chwili możesz się do mnie odezwać. Cała moja rodzina jest gotowa udzielić wam wsparcia, jeżeli tylko będzie taka potrzeba - zapewniła ją. Nie rozmawiała o tym z resztą Longbottomów, ale znała ich na tyle, że doskonale wiedziała, że nie odmówiliby wsparcia potrzebującym.
Rozmawiając, dokończyły podane na stół dania. Następnie zapłaciły, a Danielle odstawiła przyjaciółkę pod samo wejście do Eliksirów, by następnie z cichym pyknięciem aportować się do domu.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final