Powzięty przez nich plan okazał się nad wyraz skuteczny w swojej prostocie i mogli ujrzeć uciekające w popłochu bestie. Dagur czuł się usatysfakcjonowany takim obrotem sprawy. Udało się im przegnać te bestie bez bezpośredniej konfrontacji niosącej ryzyko doznania uszczerbku na zdrowiu i to była bardzo dobra rzecz. A jednocześnie zarazem zła, bowiem wraz z ucieczką tych bestii stracił szansę na utoczenie im krwi, zdobycie trofeum i tytułu pogromcy bestii w tych stronach. Choć tak naprawdę nie musi nic nikomu udowadniać.
Przyjrzał się niedokończonemu posiłkowi tych wilków, kiwając posępnie głową. Była to masakra. Dywagowanie na ten temat musiało jednak poczekać, gdyż zauważyli, że stwór porwał rękę. Wystarczyła szybka reakcja jego syna aby udało się ją odzyskać z paszczy uciekającego w popłochu potwora. Po rozejrzeniu się wokół nich udało mu się zlokalizować spoczywającą pomiędzy krzakami głowę i kawałki ubrań, w których kryła się różdżka.
Pozbieranie szczątków tego człowieka na dobrą sprawę nie należało do ich zadań, jednak nie było tutaj nikogo z przedstawicieli Ministerstwa, którzy mogliby ich w tym wyręczyć. Sam chciał wierzyć w to, że ten czarodziej stał się wilczym posiłkiem zamiast zjedzonym żywcem. Różdżka dowodziła tego, że mógł walczyć o swoje życie. Postanowił pomóc swojemu synowi z tym trudnym zadaniem. W pierwszej kolejności ugasił swoją pochodnię, również gasząc ją w ziemi. Ostatnie czego potrzebowali to pożaru. Swój topór przytoczył do pasa przebiegającego przez jego plecy. W ten sposób miał wolne ręce.
— Dobrze sobie z tym poradziłeś. Wezmę. Musimy na razie zawrócić i przekazać te szczątki przedstawicielom władz. Nie możemy nosić ich ze sobą, skoro po tym lesie grasują takie bestie. Zapach mógłby je zwabić ku nam. Poza tym musimy umyć ręce. Potem wrócimy do poszukiwań. — Docenił starania syna.
Pozbieranie ludzkich szczątków wymagało posiadania mocnych nerwów i jeszcze mocniejszego żołądka. Podjęta przez niego decyzja była słuszna. Miała zminimalizować ryzyko ataku ze strony tych bestii oraz zapewnić im większą skuteczność podczas kolejnych poszukiwań. Poza tym naprawdę potrzebowali umyć ręce. To nie był nieszkodliwy brud, jak ten po pracy w kuźni. Pochwycił tors i zaczął kierować swoje kroki ku wyjściu z lasu, mając na celu przekazanie tych zwłok odpowiednim ludziom. Dał znać Hjalmarowi aby ten szedł za nim. Po oddaniu ciała wkroczyli już na ścieżkę.