Chichotała jeszcze chwilę próbując się opanować. Dawno się tak nie uśmiała. Chyba ostatni raz jak jeszcze chodzili razem do Hogwartu. Tam była sielanka, pomimo wymagającego ojca było tam jakoś łatwiej. Miało się mniej decyzyjności, a więcej czasu na takie żarty, że też wtedy nie wpadła na to, aby zakaktusować swojego brata. To był zacny widok i błagała, aby ktoś przyniósł tu teraz aparat i uwiecznił go w tej wersji już na wieki. Chciała już wyjąć różdżkę, aby go odczarować, ale wtedy usłyszała głos swojego ojca.
Spięła się lekko prostując, ale nadal mając rozbawione iskierki w oczach i za każdym razem jak tylko spojrzała na Gustiego powracała konwulsja śmiechu, którą próbowała zatuszować, aby bardziej nie denerwować drącego się ojca. Pragnął ciszy, ale teraz to on robił największy raban. Ona się śmiała, a Augustus przecież tak bardzo cierpiał. Nie był to zły hałas. Vespera przytuliła się plecami do drzwi, aby ojciec miał pełen dostęp do łazienki i widoku półnagiego Augustusa z kaktusem na głowie. Gdy tylko myślała o tym kaktusie w jej ustach pojawiał się tłumiony chichot.
– Ojcze. – powiedziała nadal rozbawionym tonem. Nawet wkurzony ojciec nie mógł jej zepsuć radości z niedoli jej brata. Położyła mu niepewnie dłoń na ramieniu mając nadzieję, że nie był aż tak wkurzony, aby też się na niej wyładować. – Spokojnie, przepraszamy za hałas, ale powiedz sam, że ten widok nie jest wart zobaczenia – szepnęła do niego z delikatnie złośliwym uśmiechem. Wiedziała, że ojciec lubił ją bardziej niż innych, ale nadal miała wobec niego dużą dozę szacunku (a może strachu) i nie miała zamiaru przekraczać granic, które im stawiał.
Wtedy pojawił się Ulysses ze swoim spokojem, ciszą i chłodną kalkulacją. Z Augustusem lubiła się drażnić, od starszego brata zawsze mogła dostać ten przyjemny spokój, którego brakowało, gdy zjawiał się jej ojciec – zawsze czymś drażniony i zestresowany.
– Jak nic nie zadziała to zrobimy sobie z niego doniczkę w salonie. Obwiesimy lampkami i będzie robił przyjemny klimat podczas rodzinnych kolacji. – powiedziała z udawanym, uroczym uśmiechem, ale sama podeszła do swojego brata i wycelowała w niego swoją różdżkę.
– Ufasz mi braciszku? – miała zamiar się jeszcze z nim podrażnić. W końcu nie wiedział jaki miała dzisiaj humor. Mogła mu tego kaktusa na głowie powiększyć i spełnić swoje marzenie o Gustim jako doniczce.