08.07.2023, 22:06 ✶
Szli powoli, głównie przez wzgląd na nieszczęśliwego Ronalda, ciągnącego za nimi ćpuna. Równie nieszczęśliwego, zapewne, a to przez wzgląd na to, że kiedy silenco przestało działać i zaczął bluzgać, Cathal uciszył go po prostu znowu. (Powinien się cieszyć, gdyby pozwolić mu gadać, Shafiq mógłby zdenerwować się na tyle, by potraktować go jakąś klątwą.) Byli już całkiem blisko Doliny, kiedy natknęli się na kolejną pozostałość wichury.
Cathal przystanął. Zadarł głowę i stał tak przez chwilę - dość długą, bo jego umysł mimowolnie zaczął szukać dróg najlepszego rozbicia tych "puzzli" oraz przetwarzać możliwe scenariusze (jak konstrukcja zawalająca się i mknąca w stronę Doliny). Potem kolejną chwilę zastanawiał się, czy się na to zabierać... ale co by nie powiedzieć o Shafiqu, miał pełne poczucie obowiązku, a zgodził się przeszukać tę okolicę.
Poza tym, o ile jakiś tam ćpun nic go nie obchodził, prawdopodobnie poczułby się trochę głupio, gdyby zostawił te drzewa, a one spadłyby na grupę kolejnych ochotników. Praca fizyczna zaś nie była mu obca. Nie należał do tych czarodziei, którzy wszystko robili za pomocą magii.
Obrócił się do Lety i napotkał spojrzenie Ronalda. Uzdrowiciel wyglądał na zrezygnowanego, jakby z góry zakładał, że nawet nie warto ich prosić, aby zaczęli działać.
- Leta, dasz radę unieść i ostrożnie opuścić to drzewo? - spytał, wskazując na to, co jego zdaniem stanowiło najgorsze ryzyko. Alethea zawsze miała nieco większą smykałkę do zaklęć translokacyjnych niż on. Z kolei sam Cathal był zdecydowanie silniejszy i, przede wszystkim, większy od niskiej czarownicy, nawet jeżeli i ona była zahartowana przez ciężkie warunki na wykopaliskach. - Ja spróbuję zepchnąć ten pień tutaj z drogi - mruknął. Skoro już tu wszedł, to mógł zrobić to porządnie.
Shafiq ściągnął koszulę, nie chcąc pobrudzić jej sobie przy pracy, a potem podszedł do tych "niestabilnych bierek". Użycie tutaj magii mogło źle się skończyć, postanowił więc przynajmniej górną warstwę usunąć za pomocą siły mięśni.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Cathal przystanął. Zadarł głowę i stał tak przez chwilę - dość długą, bo jego umysł mimowolnie zaczął szukać dróg najlepszego rozbicia tych "puzzli" oraz przetwarzać możliwe scenariusze (jak konstrukcja zawalająca się i mknąca w stronę Doliny). Potem kolejną chwilę zastanawiał się, czy się na to zabierać... ale co by nie powiedzieć o Shafiqu, miał pełne poczucie obowiązku, a zgodził się przeszukać tę okolicę.
Poza tym, o ile jakiś tam ćpun nic go nie obchodził, prawdopodobnie poczułby się trochę głupio, gdyby zostawił te drzewa, a one spadłyby na grupę kolejnych ochotników. Praca fizyczna zaś nie była mu obca. Nie należał do tych czarodziei, którzy wszystko robili za pomocą magii.
Obrócił się do Lety i napotkał spojrzenie Ronalda. Uzdrowiciel wyglądał na zrezygnowanego, jakby z góry zakładał, że nawet nie warto ich prosić, aby zaczęli działać.
- Leta, dasz radę unieść i ostrożnie opuścić to drzewo? - spytał, wskazując na to, co jego zdaniem stanowiło najgorsze ryzyko. Alethea zawsze miała nieco większą smykałkę do zaklęć translokacyjnych niż on. Z kolei sam Cathal był zdecydowanie silniejszy i, przede wszystkim, większy od niskiej czarownicy, nawet jeżeli i ona była zahartowana przez ciężkie warunki na wykopaliskach. - Ja spróbuję zepchnąć ten pień tutaj z drogi - mruknął. Skoro już tu wszedł, to mógł zrobić to porządnie.
Shafiq ściągnął koszulę, nie chcąc pobrudzić jej sobie przy pracy, a potem podszedł do tych "niestabilnych bierek". Użycie tutaj magii mogło źle się skończyć, postanowił więc przynajmniej górną warstwę usunąć za pomocą siły mięśni.
Cal ma 3 w aktywności fizycznej, Leta 2 w translokacji i 2 w aktywności