Wbrew wcześniejszym zmartwieniom Ulyssesa, że Dani zapomni o wydarzeniach na Marszu Praw Charłaków, o tym że spotkali się tam i wspólnie działali w słusznej sprawie, ten dzień doskonale zapadł w jej pamięci. Poza szczegółami, rzecz jasna - nie przypomniałaby sobie koloru włosów kobiety której pomogli oraz jaka tego dnia była pogoda. Tamto przypadkowe spotkanie pociągnęło za sobą konsekwencje - jej znajomość z Rookwoodem zaczęła rozkwitać i mimo oczywistych różnic pomiędzy nimi, dogadywali się wyjątkowo dobrze. Podczas gdy on doceniał jej spontaniczność do której nieświadomie go popychała, ona odnajdywała w nim stoicyzm, którego często potrzebowała. Dawał jej przestrzeń do swobodnego wyrażania tego, co kłębiło się w jej głowie, jednocześnie nie napędzając, a wyciszając, dzięki czemu wszelkie problemy, które z powodu nadmiaru emocji mogły urosnąć do rangi niemożliwych do pokonania, szybko okazywały się błahe i nieistotne. Jego słowa skłaniały ją do refleksji, chociażby w prozaicznych sprawach, gdy zastanawiała się co autor miał na myśli i skąd taki, a nie inny tor myślenia, lub w nieco bardziej zawiłych tematach, którym przed poznaniem Rookwooda nieszczególnie poświęcała uwagę. Byli trochę jak ogień i woda. A jednak, coś sprawiło że znaleźli wspólny język. A jednak, przez moment myślała, że znaczy dla niego coś więcej.
Mimo zmęczenia, uśmiechnęła się pod nosem. Sprytne rozładowanie atmosfery. Bo przecież o to mu chodziło, prawda?
- Mhm, rozumiem o co Ci chodzi. Naszą najlepszą tradycją i tak były wyjścia do La Forchetta d´Oro - kiwnęła lekko głową, jakby w lot pojęła co miał na myśli, nawet jeżeli wcale tak nie było. Mimo braku znajomości języka włoskiego, nazwę tej konkretnej knajpki potrafiła wypowiedzieć bezbłędnie. - Pamiętasz punkt jedenasty z drugiej strony menu? - na pewno musiał pamiętać. Szybko upomniała się w myślach, że nie powinna poruszać tego tematu. To, że tęskniła za Rookwoodem i wyjściami do tej cholernej knajpy, z której wspomnienia wciąż były zbyt żywe i zbyt szczegółowe, nie oznaczało, że i jemu tego brakowało.
Zerknęła na niego kątem oka i wzruszyła lekko ramionami. To była chyba faza wyparcia. Umysł chcąc bronić się przed negatywnymi skutkami ostatnich wydarzeń, trochę umniejszał ich powadze i sprawiał, że nie wydawały się tak poważne i tak obciążające. Kwestia czasu, aż wszystko uderzy w nią ze zdwojoną siłą.
- Zależy jaka jest Twoja definicja słowa źle - odpowiedziała, nadzwyczajnie spokojnie. Zastanowiła się przez chwilę. - Gdyby nie Alastor, zostałabym stratowana przez spanikowany tłum. Później zamaskowany Śmierciożerca próbował rzucić we mnie palami majowymi, a kiedy nie dał rady, chciał nas przypalić. To znaczy, nawet mu się to udało, Brenna dostała trochę po włosach... - ogień. Momentalnie przed oczami stanęła jej ledwo oddychająca, poparzona Moss. Zatrzymała się w miejscu, biorąc głębszy wdech. Ogień. Pierdolony ogień. Nie dała rady powstrzymać wzdrygnięcia. - Miałam przy sobie bliskich. I szczęście. Nie wszyscy dostali to drugie... - dodała ciszej. Nie śmiała narzekać, mając przed oczami skrzywdzoną, ledwo zipiącą Moss.
Kiedy usłyszała ciche skomlenie, zamarła. Musiałaby być kompletną ignorantką żeby nie domyślić się, co to za dźwięk i co oznacza. Posłała krótkie spojrzenie Ulkowi.
Zza drzew spoglądały w ich stronę błyszczące oczy. Na widok dwójki wyszczerzył kły i warknął, choć dźwięk ten szybko ustąpił kolejnemu skomlnięciu. Przerażenie i ból uniemożliwiały mu zaufanie im i nie sposób było mu się dziwić. To ludzie sprawili, że był w takim stanie. Jak mógł mieć pewność, że oni akurat go nie skrzywdzą?
- Nie możemy go tak zostawić - odezwała się, drżeniem głosu zdradając swoje emocje. Wiedziała, że Ulysses się z nią zgodzi. Kolejne bezsensowne cierpienie niewinnej istoty. Ukucnęła, wyciągając dłoń w jego stronę, co tylko sprawiło, że przestraszone zwierzę kłapnęło zębami ostrzegawczo. Nie da rady mu pomóc, jeżeli ten nie pozwoli się jej do niego zbliżyć.
Ostrożnie machnęła różdżką, starając się wyczarować liny, które jak najdelikatniej uniemożliwiłyby mu ucieczkę, oraz chroniły ich, przed ewentualnym ugryzieniem.
Sukces!
Na Kształtowanie: stworzenie lin, które związałyby pieska w możliwie najbardziej delikatny sposób (przy okazji tworząc prowizoryczny kaganiec)
beauty and terror
just keep going
no feeling is final