09.07.2023, 13:43 ✶
- Każdy mówi co innego - westchnął cicho, w odpowiedzi na wywód Alastora. Był pewien, że gdzieś pośród tych zasłyszanych historii na temat tego, co dokładnie wydarzyło się na Beltane, było ziarno prawdy. Oczywistym jednak było, że ludzie wiele sobie dopowiadali: albo uzupełniali swoje relacje tym, co powiedzieli im inni, albo dopowiadali i uzasadniali to, czego nie rozumieli lub w pełni nie zdążyli zidentyfikować. To, czego Bertie był pewien, to tylko ta ogromna, nienaturalna wichura, która przetoczyła sie nie tylko nad polaną, ale i o wiele dalej, siejąc zniszczenie i strach. Kiedy już będą mieli odrobinę czasu, krótką chwilę oddechu, będzie musiał zapytać o to Alastora. Ale nie liczył na to, by taki moment nadarzył się dzisiaj, czy nawet jutro.
- Dementora? - powtórzył, czując jak nieprzyjemny dreszcz wspina mu się po kręgosłupie. - Co dementor dobiłby w Dolinie? - zaniepokoił się, spoglądając przez ramię najpierw na samego Moodiego, a potem i na Malfoya. Co prawda zdawał sobie sprawę z tego, że na jego pytanie ciężko było znaleźć odpowiedź, nawet aurorom, ale może się mylił?
Bertie przez pewien czas miał wrażenie, że to wzmianka o strażniku azkabanu, chillującego bombę podczas wichury Beltene, wprawiła go w tak nieprzyjemny nastrój. Im dłużej jednak przebierał mogami, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że dziwne uczucie kładące mu się na żoładku nie było wynikiem historii Alastora, a samego lasu. Cos w Knieji sprawiało, że było mu tak okropnie zimno, a kiedy odwrócił głowę za kolejnym, nieuchwytnym trzaskiem, jakimś pół szeptem, znowu zorientował się że nikogo tam nie było. Był tylko on, Malfoy i Moody.
Przystanął razem z nimi, czując jak bierze coraz to głębsze oddechy, aż wreszcie, kiedy padło magiczne słowo 'północ' rzucił się biegiem za towarzyszami.
- Dementora? - powtórzył, czując jak nieprzyjemny dreszcz wspina mu się po kręgosłupie. - Co dementor dobiłby w Dolinie? - zaniepokoił się, spoglądając przez ramię najpierw na samego Moodiego, a potem i na Malfoya. Co prawda zdawał sobie sprawę z tego, że na jego pytanie ciężko było znaleźć odpowiedź, nawet aurorom, ale może się mylił?
Bertie przez pewien czas miał wrażenie, że to wzmianka o strażniku azkabanu, chillującego bombę podczas wichury Beltene, wprawiła go w tak nieprzyjemny nastrój. Im dłużej jednak przebierał mogami, tym bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że dziwne uczucie kładące mu się na żoładku nie było wynikiem historii Alastora, a samego lasu. Cos w Knieji sprawiało, że było mu tak okropnie zimno, a kiedy odwrócił głowę za kolejnym, nieuchwytnym trzaskiem, jakimś pół szeptem, znowu zorientował się że nikogo tam nie było. Był tylko on, Malfoy i Moody.
Przystanął razem z nimi, czując jak bierze coraz to głębsze oddechy, aż wreszcie, kiedy padło magiczne słowo 'północ' rzucił się biegiem za towarzyszami.
Rzut N 1d100 - 22
Akcja nieudana
Akcja nieudana