Ucieszyłem się, że pierwsza napotkana osoba w potrzebie dotarła bezpiecznie do miejsca, gdzie się nią dobrze zaopiekują. Cieszyłem się też, że transmutacja kamienia w koc też mi się powiodła. Byłem z siebie nad wyraz dumny. Z Bella w sumie również, bo nie był, aż tak niemiły jak potrafił zwykle być.
– Bell wydaje mi się, że ptak nie jest dobrym pożywieniem dla dziecka. Tam mu będzie lepiej niż z nami, a my możemy jeszcze kogoś uratować jeśli we trójkę będziemy działać. – odpowiedziałem kotu. – Prawda panie Crouch? – skierowałem słowa do mojego towarzysza szukając potwierdzenia i znowu zapuszczając się w las.
Zabrałem się za kolejne przeszukiwania, ale się lekko rozproszyłem i uderzyłem ciałem w drzewo. – Oj. – stęknąłem zaskoczony. Nie było to nic godnego uwagi, a wręcz mnie lekko zaskoczyło. Na szczęście nie upadłem, a jedynie cofnąłem się o krok i uśmiechnąłem się niepewnie. Jaki przypał...