Jak zwykle zapomniała, że samo wspominanie Desmonda nie było dobrym pomysłem. Bo to już wystarczyło, by zmęcić nastrój przyjaciółce. Ale Peppa nigdy nie miała za wiele wyczucia.
— Oczywiście, tak daleko, jak się tylko da. — Poklepała Mayę po ramieniu.
Peppa przerwała czytanie. Koniec goblinów! Jak miło. Słysząc alternatywę uniosła brew.
— To znaczy?
Dostrzegła, że chodzi tu o jakiś żart, lecz nie zrozumiała go. Przeczesała szybko wspomnienia. W którym momencie Wielka Kałamarnica przewinęła się w uniwersum ich żartów? A może to wcale nic hermetycznego?
— Chyba nie chodzi ci po prostu o powtórkę z ONMS... chociaż nie, takie potwory to pewnie bardziej na OPCM... Oh, nie wiem, Mayu, nie patrz tak na mnie, tylko wyjaśnij mi, co masz na myśli!
Peppa nie lubiła być długo wodzona za nos (lub ryjek). Jej cierpliwość była mniejsza od ziarnka grochu, do tego zawsze była wścibska i przesadnie zaciekawiona. Oraz uparta.