Byłem rad, że Martin nie skomentował mojej wpadki, ale wiedziałem, że Bell sobie nie odpuści. Na pytanie mężczyzny odpowiedziałem tylko, że wszystko w porządku i podziękowałem mu za troskę. Było to nawet miłe i chyba dobrze trafiłem na osobę, która mi dzisiaj towarzyszyła.
– Oh, Bell, odpuść – mruknąłem kręcąc głową delikatnie, ale na twarzy miałem wymalowane rozbawienie.
Słyszałem jak Bell skakał gdzieś w okolicy, więc nie martwiłem się, że się zgubi. Czasami bałem się, że zostanę zupełnie sam jak będzie za bardzo rozpraszał się kocimi zabawami, ale ufałem mu jak nikomu innemu. Sam skupiłem się na tym, aby dosłyszeć szczegóły i teraz nie wpaść na jakieś kolejne drzewo, czy też krzak. Nie zniósłbym kolejnej wpadki.
– Bell? – zapytałem w przestrzeń, gdy kot zaczął się oddalać, a potem usłyszałem jego wołanie. Spiąłem się i ruszyłem za jego głosem bez zastanowienia. – Bell! Co się dzieje? – zapytałem, a jego wołanie wręcz powodowało u mnie dreszcze strachu. Poczułem ciepło dziwnych iskier, więc bez zastanowienia wytworzyłem przed nami ścianę, która miała nas osłonić.
Rzut na kształtowanie
Sukces!