Usłyszał pukanie do drzwi ale nie odpowiedział. Nie miał zamiaru się odzywać, zwłaszcza kiedy chciał przebywać sam. Kolejną rzeczą, która dobiegła do jego uszu nie była cisza, a otwieranie drzwi po czym dosłyszał kroki, które rozeszły się po całym mieszkaniu, informując tym samym, że ktoś właśnie wszedł. Dzięki temu, że panowała w nim głucha cisza, można było je usłyszeć bez większego trudu. Już po mnie... To brygadziści z Ministerstwa... Ta myśl zagościła w głowie Stanleya do czasu póki ktoś nie pojawił się progu salonu. W kwestii funkcjonariuszy bezpieczeństwa nie zgadzała się jedna rzecz - było słychać tylko jeden stukot zamiast pary. To nie oni? Zdziwił się ale nadal jego głównym obiektem zainteresować pozostawał obraz.
Kiedy kątem oka zarejestrował znajomą twarz, skręcił głowę minimalnie w kierunku z którego nadchodziła. Bez trudu można było dostrzec chwilowy płomyk nadziei, który zapalił się w jego oczach ale zgasł jeszcze szybciej kiedy Borgin dostrzegł czarną sukienkę - tą w którą była ubrana Stella. Na jej widok, wypuścił papierosa z dłoni ale nadal miał problem aby cokolwiek z siebie wydusić. Zupełnie jakby ktoś odebrał mu mowę albo wręcz zabronił się odzywać. Jedyne co był w stanie wydobyć ze swojej krtani to ciche, niemal bezgłośne łkanie, a w prawym oku pojawiła się pojedyncza łza.
Im dłużej wpatrywał się w Avery, tym coraz bardziej zaczynała mu się trząść ręką, która podpierał głowę. Stanley próbował to ukryć przed jego niespodziewanym gościem, zaczesując włosy do tyłu. Czy jednak jej wizyta była czymś nie do przewidzenia? - A więc to dzisiaj... - wykrztusił z siebie przepalonym, a zarazem przemęczonym głosem. Cofnął głowę w kierunku kieliszka w który następnie spoglądał przez krótką chwilę, tylko po to aby zaraz po tym załamać twarz w dłoniach, kręcąc tym samym przecząco głową - jakby próbował to wyprzeć. Wyprzeć fakt, że to właśnie jest dzień pogrzebu, a on nie był w stanie nic z tym zrobić. Nie wiedział co było gorsze - to, że zdołał doprowadzić się do takiego żałosnego stanu i Stella musiała to obserwować czy fakt, że opuścił ostatnie pożegnanie z własną matką - Ona... - zaczął chcąc zebrać myśli nad tym co powinien powiedzieć, a następnie oblizał swoje usta przez które ciężko przechodziły mu słowa. Podniósł głowę, przecierając oczy - Nie żyje... - przyznał, pociągając nosem, a następnie sięgnął do paczki papierosów. Sprawnym ruchem wyciągnął ze środka jedną z fajek i włożył ją sobie do ust, nie odpalając jej - Widzisz... Miałaś rację... - stwierdził rozglądając się za zapalniczką lub innym źródłem ognia. Stanley spróbował nawet wstać, jednak ta próba zakończyła się porażką. Kiedy tylko poczuł jak po podniesieniu, chyboczą mu się nogi, powrócił do pozycji siedzącej jako, że jego stan nie pozwalał mu dokonać tego o własnych siłach.
Powrócił do przyglądania się obrazowi, wpadając ponownie w trans i tym samym zapominając o papierosie, który przed momentem włożył do ust - Przemijanie... - pokręcił przecząco głową - Miałaś rację. Kwiaty powinny być trzecie, nie drugie... Śmierć, prochy... - dodał pustym głosem rozumiejąc teraz to co Stella chciała mu przekazać niemal pół roku temu. Dopiero teraz to zrozumiałem... Borgin nie miał pojęcia jednak ile wiadomo o śmierci Anne. Czy wszyscy już wiedzą, że to on jest sprawcą? Czy funkcjonariusze już wiedzą i będą tu lada moment? Ile z tego wszystkiego wiedziała Avery? To było tylko kilka pytań, które piętrzyły się w środku Stanleya i co gorsza nie dawały o sobie zapomnieć, atakując raz za razem gdy tylko miały do tego okazję.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972