03.11.2022, 23:22 ✶
Alice uśmiechnęła się na myśl o testowaniu eliksirów na mieszańcach lochów, jak Hogwart stary takie żarty były normą. Poza tym był to jakiś powód, żeby spróbować się przyłożyć na następnych zajęciach, jak na razie najlepiej szło z krojeniem składników.
- Może to będzie szybki kryzys. - Alice szukała jakiegoś pocieszenia. O co mogli rozpaczać pierwszoroczni, jeśli nie chodziło o tęsknotę za domem, to pewnie ktoś, kto uważał się za królową Hogza (wcale nie myślała o swojej starszej siostrze) powiedziała coś nieprzyjemnego, bo przecież trzeba było ustalić hierarchię na siedem lat.
- Pod trybunami stadionu do Quidditcha też można dobrze się zabunkrować. - Choć Alice mniej do płakania, to częściej znikała do kombinowania z zaklęciami i już niedługo do popalania papierosów, ale ten zwyczaj długo się nie utrzymał.
Nora miała niesamowity talent do łagodzenia ludzi czy też w tym wypadku duchów. Aż miała ochotę poklepać kumpelę po ramieniu, była w tym tysiąc razy lepsza. Marta złagodziła swój płacz, właściwie skupiła wzrok na obu uczennicach. Pociągnęła jeszcze dramatycznie nosem.
- Olivia Hornby. Ona, ona jest okropna. I tak była ze mną na roku, wiecznie się ze mnie naśmiewała.
Alice popatrzyła na Norę, z jednej strony to było całkiem prozaiczne, no ale musiało wstrząsnąć dziewczyną za życia wystarczająco, aby tego się trzymać, jak tonący brzytwy w swojej egzystencji ducha.
- Nie przejmuj się, nikt już jej tutaj nie pamięta. - Selwynówna próbowała techniki na bagatelizowanie.
- Co? To ma być pocieszenie, o mnie też już pewnie nikt nie pamięta. Jestem nieważna, nic dla nikogo nie znaczę. Dlatego każdy może mi nawtykać, bo Marta jest gruba i brzydka!
Alice naprawdę słyszała pęknięcie lodu już gdy zobaczyła brzydki grymas rysujący na półprzezroczystej twarzy dziewczyny, zanim skończyła zdanie. Mogła przysiąc, że było gorsze, niż rozmowa z jej własną rodzicielką, gdy ta na moment ograniczyła swój egocentryzm i poświęcała jej swoją uwagę.
- Nie, wcale tak nie jest, przecież znamy ciebie, Marta, a ty już nas niekoniecznie. Nazywam się Alice, to jest Nora. Naprawdę miło z tobą tu posiedzieć. I w ogóle nikt o tobie nie gada, ee w sensie niedobrze - obejrzała się błagalnie na pannę Figg, jej wzrok był błagalny “ratuj, Norka”. Lód dalej pękał.
- Może to będzie szybki kryzys. - Alice szukała jakiegoś pocieszenia. O co mogli rozpaczać pierwszoroczni, jeśli nie chodziło o tęsknotę za domem, to pewnie ktoś, kto uważał się za królową Hogza (wcale nie myślała o swojej starszej siostrze) powiedziała coś nieprzyjemnego, bo przecież trzeba było ustalić hierarchię na siedem lat.
- Pod trybunami stadionu do Quidditcha też można dobrze się zabunkrować. - Choć Alice mniej do płakania, to częściej znikała do kombinowania z zaklęciami i już niedługo do popalania papierosów, ale ten zwyczaj długo się nie utrzymał.
Nora miała niesamowity talent do łagodzenia ludzi czy też w tym wypadku duchów. Aż miała ochotę poklepać kumpelę po ramieniu, była w tym tysiąc razy lepsza. Marta złagodziła swój płacz, właściwie skupiła wzrok na obu uczennicach. Pociągnęła jeszcze dramatycznie nosem.
- Olivia Hornby. Ona, ona jest okropna. I tak była ze mną na roku, wiecznie się ze mnie naśmiewała.
Alice popatrzyła na Norę, z jednej strony to było całkiem prozaiczne, no ale musiało wstrząsnąć dziewczyną za życia wystarczająco, aby tego się trzymać, jak tonący brzytwy w swojej egzystencji ducha.
- Nie przejmuj się, nikt już jej tutaj nie pamięta. - Selwynówna próbowała techniki na bagatelizowanie.
- Co? To ma być pocieszenie, o mnie też już pewnie nikt nie pamięta. Jestem nieważna, nic dla nikogo nie znaczę. Dlatego każdy może mi nawtykać, bo Marta jest gruba i brzydka!
Alice naprawdę słyszała pęknięcie lodu już gdy zobaczyła brzydki grymas rysujący na półprzezroczystej twarzy dziewczyny, zanim skończyła zdanie. Mogła przysiąc, że było gorsze, niż rozmowa z jej własną rodzicielką, gdy ta na moment ograniczyła swój egocentryzm i poświęcała jej swoją uwagę.
- Nie, wcale tak nie jest, przecież znamy ciebie, Marta, a ty już nas niekoniecznie. Nazywam się Alice, to jest Nora. Naprawdę miło z tobą tu posiedzieć. I w ogóle nikt o tobie nie gada, ee w sensie niedobrze - obejrzała się błagalnie na pannę Figg, jej wzrok był błagalny “ratuj, Norka”. Lód dalej pękał.