• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
1 2 Dalej »
02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle

02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#6
10.07.2023, 02:30  ✶  

Nie był jedyną osobą z ich dwójki, która wciąż lubiła to konkretne miejsce. I już nawet nie chodziło tutaj o kameralny klimat panujący wewnątrz lokalu, autentyczne jedzenie, rozgadanego kucharza mugola, który doskonale znał twarze dwójki czarodziejów i zagadywał ich, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. Zdążyli poznać jego imię, miejsce pochodzenia (Neapol, zachęcał gorąco do odwiedzenia), wiedzieli że ma dwójkę dzieci, a jego żona czasem suszy mu głowę o to, że za dużo pracuje, ale przecież jeżeli kochasz to co robisz, to nie przepracujesz w swoim życiu ani jednego dnia. Danielle przede wszystkim chodziło o wspomnienia, które boleśnie wracały, gdy przechodziła obok. Nigdy odważyła się wejść do środka. To było ich miejsce. Gdyby udała się tam samotnie, zniszczyłaby tradycję, którą nieświadomie pielęgnowali przez tak długi okres czasu. Rozgadany mugol na pewno zapytałby, gdzie jest jej elegancki towarzysz, w końcu zawsze widział ich razem, a to pytanie byłoby jak cios w samo serce.

Ja... - usłyszała. Skierowała spokojne, acz zmęczone po przeżyciach minionej nocy spojrzenie w stronę Ulka. Domyślała się, że brakowało mu słów i na swój wyjątkowy, dosyć nieudolny sposób chciał okazać jej wsparcie. Zawahała się tylko przez ułamek sekundy, by w przypływie chwili położyć swoją dłoń na jego plecach, mniej więcej na wysokości łopatek. Wszystko w porządku, naprawdę - chciała bezgłośnie dać mu o tym znać. Przesunęła delikatnie dłoń ku górze, tym banalnym gestem wyrażając to, na co brakowało jej odpowiednich słów. Gdyby dawniej ktoś zdawał jej pytanie, czy Rookwood jest jej bliski, bez mrugnięcia okiem odpowiedziałaby, że tak. Wiedział o niej więcej niż przeciętny znajomy czy koleżanka, z którą od czasu do czasu spędzała wolny czas. Na widok stukającej w szybę okna kuchennego sowy, łapała się na poczuciu iskierki nadziei, że być może dostrzeże kopertę z charakterystycznym, drobnym pismem, napisanym niczym od linijki. Kiedy rozmawiali, nie musiała nikogo udawać - była po prostu sobą. Ufała mu. Bez wahania wskoczyłaby w ogień, gdyby od tego zależało jego bezpieczeństwo. Ochoczo i z radością dałaby sobie za niego rękę uciąć - i dzisiaj, niestety, byłaby bez ręki.

- Nic mi się nie stało, Ulek - odruchowo i z przyzwyczajenia nazwała go krótszą formą imienia. Nigdy nie zwracała szczególnej uwagi na to, że zdrobnienia pasują do poważnego Rookwooda jak pięść do nosa. - Za to towarzyszka Pani Harper... - urwała, przełykając ślinę. Krwawe i paskudne przypadki medyczne nie robiły na niej wrażenia. To, co nią wstrząsnęło to brutalność, z jaką ktoś potraktował tą młodą dziewczynę  - Ona była cała poparzona, Ulek. Byłam pewna... byłam pewna, że nie dam rady jej pomóc i umrze mi na rękach - bezsilność. Najgorsze ze wszystkich uczucie, palące ją do żywego. 

Widok powarkującego, zranionego średniej wielkości psa w typie wilczura był łamiący serce. Nie mogli go tu zostawić. I wyglądało na to, że Rookwood miał dokładnie takie same podejście. Nie zastanawiała się, przynajmniej na razie, nad analogią i nad tym, ze przeznaczenie pchnęło ich w tak znaczącą dla tej dwójki symbolikę. Wyczarowanie lin powiodło się, a te spętały delikatnie nogi zwierzęcia oraz pysk, by uniemożliwić mu próbę walki, jaką podjąłby w bólu i strachu przed nimi.
- Wytrzymaj, chcemy Ci pomóc... - mówiła do niego łagodnie, powoli zbliżając się. Wyprzedził ją jednak Ulek - bez słowa sprzeciwu obserwowała, jak ściąga z ramion marynarkę. Ktoś, kto nie znał Rookwooda nie zwróciłby najmniejszej uwagi na to, co zrobił. Ale ona go znała, a przynajmniej tak się jej wydawało. Wiedziała, jak dużą wagę przykłada do swojego stroju i jak niekomfortowo czuje się przy jakimkolwiek, nawet najmniejszym odejściu od rutyny.

Pies się szarpał, próbował walczyć - mogli się tego spodziewać. Z chwilą, gdy Rookwood narzucił na niego marynarkę, ona poruszyła różdżką z zamiarem wyciszenia zwierzęcia za pomocą uroku, by ten zaczął z nimi współpracować.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Rzut T 1d100 - 93
Sukces!

Na Zauroczenie: Wyciszenie zwierzaka


- Zdarzało mi się leczyć zwierzęta... - wspomniała. Rookwood wiedział, że w domu Longbottomów było pełno zwierząt. A może nie? Czy te pojawiły się przed tym jak postanowił urwać z nią kontakt, czy może już po? Jeżeli nie wiedział, mieli masę rzeczy do nadrobienia. Czy on w ogóle chciał jakichkolwiek aktualizacji z jej życia?  - Ale nie były to tak poważne urazy. Spróbuję mu ulżyć, choć na pewno powinniśmy wrócić z nim na polanę... - dodała, nim skierowała różdżkę w stronę rozległej rany, celem wstępnego zasklepienia jej i zniwelowania bólu. Później chciała opatrzyć (również wstępnie) złamaną łapę.



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Danielle Longbottom (2070), Pan Losu (80), Ulysses Rookwood (1914)




Wiadomości w tym wątku
02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Danielle Longbottom - 07.07.2023, 12:36
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Ulysses Rookwood - 08.07.2023, 21:00
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Pan Losu - 08.07.2023, 21:00
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Danielle Longbottom - 09.07.2023, 00:50
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Ulysses Rookwood - 09.07.2023, 03:24
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Danielle Longbottom - 10.07.2023, 02:30
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Ulysses Rookwood - 20.07.2023, 01:20
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Danielle Longbottom - 01.08.2023, 21:26
RE: 02.05.72 Rachunek sumienie – poranek po wielkiej wichurze | Ulysess & Danielle - przez Ulysses Rookwood - 05.08.2023, 02:01

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa