10.07.2023, 23:12 ✶
Niewiele było chwil, gdy Prewettówna siedziała cicho, jak teraz — zwykle buzia się jej nie mogła zamknąć, miała setki pytań i była tak zainteresowana drugim człowiekiem, że z łatwością irytowała ludzi, nadrabiając na szczęście ładnym uśmiechem. Teraz jednak pierwszy raz w swoim niezbyt jeszcze długim życiu, miała okazje pracować w grupie — nie sama, nie na własne zlecenie, nie dla ojca, któremu czasem pomagała w kwestiach hodowlanych, ale to było coś jej własnego. Nie bardzo więc wiedziała, jak się powinna zachować, dlatego też brązowe oczy z zainteresowaniem przesuwały się po sylwetkach kolejnych Czarodziejów — pięknej Lety, cichego Rookwooda, czy chociażby dowodzącego wszystkim Cathala o ładnych, niebieskich oczach. Obecność Sebastiana, którego już zdążyła sobą zmęczyć w muzeum oraz Timiego dawała jej otuchy, zwłaszcza że z drugim znała się już kupę lat, witając go bardziej entuzjastycznie, niż pozostałych.
Nie powinni zacząć współpracy od jakiegoś wieczorku zapoznawczego? Westchnęła, starając się zapamiętać, że Leta lubi kawę, a Ulysses mówi chyba niewiele, co byłoby bardzo w typie jej ojca. Brak entuzjazmy Macmillana na ducha sprawił, że na chwilę uniosła brwi, podnosząc się i poprawiając materiał spodenek, ponownie stuknęła ołówkiem w notatnik z zaintrygowaniem. Czyżby duch, który nie wiedział o swojej śmierci, był przypadkiem trudniejszym? Posłała mężczyźnie pytające spojrzenie, jednak zamiast pytania, wypowiedziała inne słowa.
- Taki ekspert, jak Ty, poradzi sobie ze wszystkim. Może to gadatliwy duch i nie będzie tak źle, jeśli znajdzie się słowo klucz, które zachęci do rozmowy. - rzuciła ciszej, bardziej, aby on usłyszał, nie chcąc przeszkadzać innym. Z drugiej strony, poza tym, co Sebastian jej opowiedział, niewiele o duchach wiedziała.
Gdy mówiła Leta, przyglądała się jej z nieco większym zainteresowaniem, nie bardzo wiedząc, skąd wiedziała o amuletach i właściwościach, bo o Pannie Crouch i jej niesamowitych zdolnościach wiedziała tyle, co nic. Czy amulety były właściwie zwykłym przedmiotem zaklętym, takim, jak ona tworzyła i rozbrajała, czy chodziło w tym o coś więcej? Nakreśliła na kartce kilka słów, obejmując je kółeczkiem — musiała to potem sprawdzić. Kluczowe dla Pandory było zwiększenie swojej użyteczności, bo nawet jeśli również nie była alfą i omegą, znała się nie tylko na mechanizmach, ale i na zaklinaniu oraz hodowli i magicznych stworzeniach, co chyba nie będzie tutaj przydatne. No i na Astronomii, tylko czy mapa nieba lub układ planet mogła tu cokolwiek zdziałać? A mogła się lepiej z run dokształcić! Westchnęła, przenosząc wzrok z nieba, który nawet nie miała pojęcia, kiedy się tam znalazł, na Rookwooda. Był rzeczowy i niedostępny, czy to nie ten od Danielle? Twarz przyjaciółki przemknęła jej przed oczami, jednak poza delikatnym uśmiechem, również się nie odezwała, co już trochę zaczynało ją męczyć, bo to jakby była na tych przyjęciach ze swoją matką, gdzie usilnie poznawała ją z kolejnymi ludźmi, żywiąc nadzieję na wepchnięcie ją w bezową, białą sukienkę. Nieprzyjemny dreszcz przemknął po jej karku, skupiła więc uwagę na otoczeniu przy linii bezpieczeństwa, szukając śladów kolejnych pułapek, które wciąż nie były rozbrojone. Nie czuła strachu, adrenalinę i ciekawości. Podział zadań był rozsądny, a jednak bardzo chciała zobaczyć, jak Sebastian radzi sobie z duchem — jak to pogodzić? Przesunęła za ucho pasmo włosów, które uciekło z kitki i spojrzała na Letę pogodnie, żywiąc nadzieję, że sie uda im zaprzyjaźnić — nachmurzona kobieta obok niej nie była chyba chętna na nowe znajomości.
- Możemy się tym zająć nawet dziś, jeśli nie chcecie zwlekać z pracami, wszystko mam przy sobie. -stuknęła dłonią w torbę z narzędziami, która tkwiła przy pasku, niczym jakaś torebka. Wsunęła notes do tylnej kieszeni, ołówek gdzieś we włosy. - Czy poza tymi pułapkami, które uaktywnili mugole, trafiono na inny rodzaj? Zwykle zabezpieczenia robią schematycznie, mało kto jest kreatywny, gdy ma działające rozwiązanie, jedynie sposób uruchomienia może się różnić, ale działanie zwykle bywa identyczne lub bardzo podobne, do poprzednich. - przeniosła spojrzenie na Cathala, stając obok Timiego, któremu chwilę wcześniej posłała widocznie zadowolony uśmiech.
Nie powinni zacząć współpracy od jakiegoś wieczorku zapoznawczego? Westchnęła, starając się zapamiętać, że Leta lubi kawę, a Ulysses mówi chyba niewiele, co byłoby bardzo w typie jej ojca. Brak entuzjazmy Macmillana na ducha sprawił, że na chwilę uniosła brwi, podnosząc się i poprawiając materiał spodenek, ponownie stuknęła ołówkiem w notatnik z zaintrygowaniem. Czyżby duch, który nie wiedział o swojej śmierci, był przypadkiem trudniejszym? Posłała mężczyźnie pytające spojrzenie, jednak zamiast pytania, wypowiedziała inne słowa.
- Taki ekspert, jak Ty, poradzi sobie ze wszystkim. Może to gadatliwy duch i nie będzie tak źle, jeśli znajdzie się słowo klucz, które zachęci do rozmowy. - rzuciła ciszej, bardziej, aby on usłyszał, nie chcąc przeszkadzać innym. Z drugiej strony, poza tym, co Sebastian jej opowiedział, niewiele o duchach wiedziała.
Gdy mówiła Leta, przyglądała się jej z nieco większym zainteresowaniem, nie bardzo wiedząc, skąd wiedziała o amuletach i właściwościach, bo o Pannie Crouch i jej niesamowitych zdolnościach wiedziała tyle, co nic. Czy amulety były właściwie zwykłym przedmiotem zaklętym, takim, jak ona tworzyła i rozbrajała, czy chodziło w tym o coś więcej? Nakreśliła na kartce kilka słów, obejmując je kółeczkiem — musiała to potem sprawdzić. Kluczowe dla Pandory było zwiększenie swojej użyteczności, bo nawet jeśli również nie była alfą i omegą, znała się nie tylko na mechanizmach, ale i na zaklinaniu oraz hodowli i magicznych stworzeniach, co chyba nie będzie tutaj przydatne. No i na Astronomii, tylko czy mapa nieba lub układ planet mogła tu cokolwiek zdziałać? A mogła się lepiej z run dokształcić! Westchnęła, przenosząc wzrok z nieba, który nawet nie miała pojęcia, kiedy się tam znalazł, na Rookwooda. Był rzeczowy i niedostępny, czy to nie ten od Danielle? Twarz przyjaciółki przemknęła jej przed oczami, jednak poza delikatnym uśmiechem, również się nie odezwała, co już trochę zaczynało ją męczyć, bo to jakby była na tych przyjęciach ze swoją matką, gdzie usilnie poznawała ją z kolejnymi ludźmi, żywiąc nadzieję na wepchnięcie ją w bezową, białą sukienkę. Nieprzyjemny dreszcz przemknął po jej karku, skupiła więc uwagę na otoczeniu przy linii bezpieczeństwa, szukając śladów kolejnych pułapek, które wciąż nie były rozbrojone. Nie czuła strachu, adrenalinę i ciekawości. Podział zadań był rozsądny, a jednak bardzo chciała zobaczyć, jak Sebastian radzi sobie z duchem — jak to pogodzić? Przesunęła za ucho pasmo włosów, które uciekło z kitki i spojrzała na Letę pogodnie, żywiąc nadzieję, że sie uda im zaprzyjaźnić — nachmurzona kobieta obok niej nie była chyba chętna na nowe znajomości.
- Możemy się tym zająć nawet dziś, jeśli nie chcecie zwlekać z pracami, wszystko mam przy sobie. -stuknęła dłonią w torbę z narzędziami, która tkwiła przy pasku, niczym jakaś torebka. Wsunęła notes do tylnej kieszeni, ołówek gdzieś we włosy. - Czy poza tymi pułapkami, które uaktywnili mugole, trafiono na inny rodzaj? Zwykle zabezpieczenia robią schematycznie, mało kto jest kreatywny, gdy ma działające rozwiązanie, jedynie sposób uruchomienia może się różnić, ale działanie zwykle bywa identyczne lub bardzo podobne, do poprzednich. - przeniosła spojrzenie na Cathala, stając obok Timiego, któremu chwilę wcześniej posłała widocznie zadowolony uśmiech.