• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
3 maja 1972, Wnętrze kliniki

3 maja 1972, Wnętrze kliniki
the kind one
don't confuse my kindness for weakness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Mierząca trochę poniżej 160 cm, o okrągłej buzi i dużych, ciemnoniebieskich oczach. Jej włosy sięgają za ramiona, są lekko kręcone o ładnym, ciemnobrązowym odcieniu - najczęściej spina je w taki sposób, by nie przeszkadzały jej w pracy, choć zdarza się i to nie rzadko), by były starannie ułożone; niezależnie od fryzury, we włosy ma wpiętą charakterystyczną, żółtą spinkę w kształcie motyla. Dani ubiera się raczej schudnie, w stonowane barwy, nie wyróżniając się w tej kwestii od reszty społeczeństwa czarodziejów. Mówi z silnym, brytyjskim akcentem. Jej uśmiech, wcześniej szeroki i beztroski, stał się delikatny oraz sporadyczny, a śmiech, głośny i zaraźliwy słychać znacznie rzadziej (najczęściej zarezerwowany jest dla bliskich jej sercu). Pachnie malinami i piwoniami, jednak jest to bardzo subtelny i delikatny zapach.

Danielle Longbottom
#7
11.07.2023, 23:26  ✶  
Kiedy drzwi gabinetu zatrzasnęły się za nimi, Danielle zamierzała sięgnąć różdżką do kieszeni uzdrowicielskiego fartucha, by nie musząc przerywać rozmowy z bliskimi, móc poczęstować ich gorącą kawą lub herbatą. W końcu... rozwiązywanie problemów było łatwiejsze, gdy można było ująć w dłonie gorącą filiżankę, a i od czasu do czasu, gdy brakowało odpowiednich słów, dać sobie dodatkowy ułamek sekundy do namysłu i udawać, że akurat w tym momencie bierze się łyka. Nie zdążyła sięgnąć po różdżkę, by w należyty sposób ugościć kuzynki - z chwilą gdy po nią sięgała, poczuła jak Brenna chwyta ją za rękę. Wtedy też dotarł do niej sens słów, które właśnie usłyszała.

Sądzimy, że twój ojciec nie żyje Rozbrzmiewało w jej głowie niczym echo, odbijające się od pustych ścian pokoju. W tym ułamku sekundy tysiąc różnorodnych myśli kotłowało się w jej umyśle, ale żadna z nich nie wykazywała się zdrowym rozsądkiem, by zaufać temu, co usłyszała. To był jakiś żart? Bardzo okrutny zresztą i nieśmieszny. Próba odegrania się za naruszenie prywatności Mavelle? Nie. Nie zrobiłyby tego.

Pierwsza faza żałoby. Wyparcie.

Zerknęła to na jedną, to na drugą kuzynkę. Ich zmęczenie było widoczne gołym okiem, a ostatnie, kilka, bardzo trudnych dni odcisnęło swój ślad na pobladłej cerze Mav. Zaciemnione ślady pod powiekami Brenny pozwalały sądzić, że przespała może cztery, pięć godzin. Łącznie, od chwili gdy po nakropieniu czoła woskiem wyszły z domu, z pełną świadomością, że mogą nie przetrwać następnej nocy.

- Jak to, nie żyje? - powtórzyła niczym echo. - Przecież... widziałam go, dwa dni temu. Z chwilą, gdy wychodziliśmy na Beltane. Wyszedł chwilę przed nami, nie pamiętacie? Kiedy żegnałam go, wydawał się zdrowy, pełni sił... - i przede wszystkim żywy. Ludzie nie wyparowują tak nagle, gwałtownie, bez pożegnania.

Słowa kuzynek docierały do niej jak przez mgłę. Znała słowa, jakie do niej kierowały, potrafiła podać ich definicję, jednak złączone w jedną wypowiedź nie miały dla niej żadnego sensu. Jej tata, ten z anielską cierpliwością, na którym wybryki i irracjonalne pomysły córek połączone z kreatywnością najbliższego kuzynostwa nie robiły żadnego wrażenia i choć wielokrotnie miał ku temu solidne powody, nie podniósł na nie głosu? Ten, który w tak młodym wieku stracił swoją ukochaną i nigdy nie ożenił się powtórnie, mimo uprzejmych głosów z boku, że być może powinien, za priorytet stawiając swoje dzieci i karierę aurora? Mieliby już nigdy nie porozmawiać? Nigdy nie wysłuchałby opowieści z ciężkiego dyżuru, mimo że z żargonu uzdrowicieli rozumiał pojedyncze słowa? To niemożliwe.

Światła areny Longbottomów... Śmierciożerca... Wygrał.

Słowa docierały do niej, mimo że stanowczo broniła się przez zrozumieniem ich.
- A co... a co z jego partnerem? Na pewno wiecie z kim miał dyżur tego dnia, prawda? - ożywiła się, spoglądając to na Mav, to na Brenn. Jeżeli walczył, nie był sam. Pochodziła z rodziny aurorskiej, wiedziała że patrole rzadko odbywają się w pojedynkę, tym bardziej przy wydarzeniu podwyższonego ryzyka, do jakich zaliczał się każdy sabat. - Rozmawiałyście z nim?



let everything happen to you
beauty and terror
just keep going
no feeling is final
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1750), Danielle Longbottom (1653), Mavelle Bones (1484)




Wiadomości w tym wątku
3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Danielle Longbottom - 08.07.2023, 21:48
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Brenna Longbottom - 08.07.2023, 21:56
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Mavelle Bones - 09.07.2023, 00:28
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Danielle Longbottom - 10.07.2023, 00:31
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Brenna Longbottom - 10.07.2023, 09:49
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Mavelle Bones - 10.07.2023, 20:10
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Danielle Longbottom - 11.07.2023, 23:26
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Brenna Longbottom - 11.07.2023, 23:46
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Mavelle Bones - 12.07.2023, 20:38
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Danielle Longbottom - 20.07.2023, 00:15
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Brenna Longbottom - 20.07.2023, 10:14
RE: 3 maja 1972, Wnętrze kliniki - przez Mavelle Bones - 21.07.2023, 14:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa