11.07.2023, 15:27 ✶
Dni mijały, ale chłód jaki otaczał Victorię i odznaczał jej ciało – nie. Odzyskała siły, nie słaniała się już na nogach, wciąż jednak była zimna. I nagle… stała się też sławna. Bo czas jaki minął od wydarzeń na Beltane pozwolił plotkom się rozejść, a to było jak woda na młyn dziennikarzy, którzy zaczęli się rozpisywać o czwórce bohaterów Ministerstwa Magii, jacy weszli do Limbo by tam zmierzyć się z Lordem Voldemortem i wrócili żywi. "Zimni", tak ich zaczęli nazywać, ktoś nawet zadał sobie trudu by pogrzebać i wyciągnąć ich imiona i nazwiska… i wtedy dopiero się zaczęło kopanie w życiorysie. Ludzie byli ciekawi, pismacy mieli ciągle co robić, a Victoria… cóż. Dziwnie było czytać o sobie w gazecie. Dziwnie było czuć na sobie zaciekawione spojrzenia obcych ludzi, zwłaszcza kiedy wróciła do pracy. I nie, Sauriel miał tutaj mało do powiedzenia, bo Victoria nie chciała całymi dniami siedzieć sama ze sobą. Póki co jednak poprosiła nie o pracę w terenie, a o zajęcie się papierologia, której mieli teraz po sufit, bo nikt się tym nie zajmował. W pracy rozmawiała też z kimś z Departamentu Tajemnic – i również nie znał odpowiedzi na pytanie co dokładnie się stało. Zaczęto jednak szeptać, że Zimni to jednak… kolejna wersja żywych trupów. Te słowa sprawiały, że Victoria tylko uśmiechała się gorzko i myślała sobie, że to niezła ironia. Bo jeśli tak na to spojrzeć to cóż… Sauriel nie mógł lepiej trafić, naprawdę do siebie pasowali. Tylko, że wolał blondynki. Nikt ich nie pytał o zdanie ani wcześniej, ani później, ale gdyby zapytano, to czy chociaż tyle by mu dano? Może podsunięto by mu Cynthię, ostatecznie była wolna, czystej krwi – i tak dalej. Tak, na nieszczęście Victorii zaręczyny nic dla niego nie znaczyły. A dla niej owszem – bo to ona musiała nosić pierścionek i wszyscy wokół wiedzieli, że nie dla ozdoby. To po niej od razu było widać, że jest "zajęta" – nie po nim. Jeszcze jeden szczegół, który sprawiał, że mężczyźni mogli robić co chcieli, a kobiety… były w ten sposób przez nich upadlane, bo facet się wyszaleje, a baba… wiadomo. Na nieszczęście Sauriela Victoria uznawała, że skoro już się na coś zgadzano, to wypadałoby się tego jakoś trzymać. A na nieszczęście ich obu – była pewna, że skoro nagle zyskała na rozpoznawalności, to prędzej czy później dobiorą się do Sauriela z uwagi na nią. I Lestrange nie miała zielonego pojęcia co zrobić, żeby ukryć jego tożsamość (właściwie niewykonalne, prędzej czy później dojdą do tego od kogo ten pierścionek), a od tego bardzo krótka droga do tego, by wykopać, że jest wampirem.
Nocne wizyty wampira jednak wcale jej nie przeszkadzały, nawet jeśli przynosił ze sobą jakieś wymyślne słodycze. Wrażenie było odwzajemnione, bo i ona jakoś lepiej się czuła w jego towarzystwie. Nie miała więc nic przeciwko jego towarzystwu, nawet wtedy kiedy zaproponował, że posiedzi z nią w dzień. Mógł z nią siedzieć ile tylko chciał, a ona prawdę mówiąc się z tego cieszyła.
Dokładnie wytłumaczyła mu kim dla niej jest Cynthia. Tak, znali się – ale relacja pomiędzy nią a panną Flint była zupełnie inna, i kompletnie nieprzypadkowa. To była w końcu jej najlepsza przyjaciółka, bliska dla niej jak siostra, choć nie łączyły je więzy krwi. Skoro zaś on peplał o poznaniu jej z jego znajomymi, to ona mogła się odwdzięczyć tym samym, nie tak? I dlatego razem zawitali na próg domu Cynthi. Był czas, że spędzała tutaj wakacje – albo Cyna u niej.
- Cześć, kochana – Victoria odwzajemniła gest Cynthii, również ją obejmując na przywitanie, chociaż w pierwszej chwili się zawahała, nie chcąc sprawić jej dyskomfortu swoim chłodem. Ostatecznie uznała, że i tak już wszystko wie z gazet, zresztą nie dało się zamaskować tego zimna. Uśmiechnęła się do niej, bo naprawdę cieszyła się, że ją widzi. Nie pokusiła się o mówienie reszty utartych frazesów, i tak nie było po co – kobiety znały się od podszewki, a słowa czasami były zupełnie zbędne. Cyna jak zwykle wyglądała zjawiskowo i nieskazitelnie – lubiła w niej to bardzo, te schludność i porządek jakim się odznaczała. Przywitanie, jakie Sauriel zaserwował Cynthii sprawiło z kolei, że coś ją zakuło w sercu. Nie rozumiała tego, denerwowało ją to, że w ogóle tak odczuwa. Ale też zaczynała dostrzegać pewien schemat: albo chodziło ogólnie o blondynki, albo po prostu o kobiety, które nie były nią. Cóż... Na krótką chwilę przymknęła oczy, starając się ukryć emocje za maską oklumencji. To zawsze stwarzało pewien dystans, chłód, którego nie było, jeśli nie uciekała do magii.
- Herbatę – poprosiła i ruszyła za Cynthią, próbując się uspokoić. Jej sukienka powiewała delikatnie, kiedy stawiała kroki – ciemna, długa do ziemi, z długimi rękawami. Póki co robiła wszystko, by się ogrzać, nic to jednak nie dawało i co prawda już się trochę przyzwyczaiła do chłodu, to wciąż nie była to jednak dla niej norma.
Sama z gracją i godnością usiadła na miejscu, które często zajmowała. Czuła się tu w końcu prawie jak u siebie. Uniosła za to brew i spojrzała krytycznie na Sauriela, który znowu wpadł w tryb zachowywania się jak zwierzę – miała jakieś takie przebłyski jego zachowania z początku ich znajomości, kiedy też był takim samczykiem alfa cotojaniejestem. Postanowiła tego jednak nie komentować.
- Gdzie ci wywiało Castiela i ojca? – zagaiła, gapiąc się przez moment na to jak Sauriel grzebie w papierach na stoliku, nim przeniosła spojrzenie na Cynthię. - Taki jest teraz bałagan wszędzie, że aż podziwiam, że ludzie mają czas na jakieś interesy i biznesy.
Nocne wizyty wampira jednak wcale jej nie przeszkadzały, nawet jeśli przynosił ze sobą jakieś wymyślne słodycze. Wrażenie było odwzajemnione, bo i ona jakoś lepiej się czuła w jego towarzystwie. Nie miała więc nic przeciwko jego towarzystwu, nawet wtedy kiedy zaproponował, że posiedzi z nią w dzień. Mógł z nią siedzieć ile tylko chciał, a ona prawdę mówiąc się z tego cieszyła.
Dokładnie wytłumaczyła mu kim dla niej jest Cynthia. Tak, znali się – ale relacja pomiędzy nią a panną Flint była zupełnie inna, i kompletnie nieprzypadkowa. To była w końcu jej najlepsza przyjaciółka, bliska dla niej jak siostra, choć nie łączyły je więzy krwi. Skoro zaś on peplał o poznaniu jej z jego znajomymi, to ona mogła się odwdzięczyć tym samym, nie tak? I dlatego razem zawitali na próg domu Cynthi. Był czas, że spędzała tutaj wakacje – albo Cyna u niej.
- Cześć, kochana – Victoria odwzajemniła gest Cynthii, również ją obejmując na przywitanie, chociaż w pierwszej chwili się zawahała, nie chcąc sprawić jej dyskomfortu swoim chłodem. Ostatecznie uznała, że i tak już wszystko wie z gazet, zresztą nie dało się zamaskować tego zimna. Uśmiechnęła się do niej, bo naprawdę cieszyła się, że ją widzi. Nie pokusiła się o mówienie reszty utartych frazesów, i tak nie było po co – kobiety znały się od podszewki, a słowa czasami były zupełnie zbędne. Cyna jak zwykle wyglądała zjawiskowo i nieskazitelnie – lubiła w niej to bardzo, te schludność i porządek jakim się odznaczała. Przywitanie, jakie Sauriel zaserwował Cynthii sprawiło z kolei, że coś ją zakuło w sercu. Nie rozumiała tego, denerwowało ją to, że w ogóle tak odczuwa. Ale też zaczynała dostrzegać pewien schemat: albo chodziło ogólnie o blondynki, albo po prostu o kobiety, które nie były nią. Cóż... Na krótką chwilę przymknęła oczy, starając się ukryć emocje za maską oklumencji. To zawsze stwarzało pewien dystans, chłód, którego nie było, jeśli nie uciekała do magii.
- Herbatę – poprosiła i ruszyła za Cynthią, próbując się uspokoić. Jej sukienka powiewała delikatnie, kiedy stawiała kroki – ciemna, długa do ziemi, z długimi rękawami. Póki co robiła wszystko, by się ogrzać, nic to jednak nie dawało i co prawda już się trochę przyzwyczaiła do chłodu, to wciąż nie była to jednak dla niej norma.
Sama z gracją i godnością usiadła na miejscu, które często zajmowała. Czuła się tu w końcu prawie jak u siebie. Uniosła za to brew i spojrzała krytycznie na Sauriela, który znowu wpadł w tryb zachowywania się jak zwierzę – miała jakieś takie przebłyski jego zachowania z początku ich znajomości, kiedy też był takim samczykiem alfa cotojaniejestem. Postanowiła tego jednak nie komentować.
- Gdzie ci wywiało Castiela i ojca? – zagaiła, gapiąc się przez moment na to jak Sauriel grzebie w papierach na stoliku, nim przeniosła spojrzenie na Cynthię. - Taki jest teraz bałagan wszędzie, że aż podziwiam, że ludzie mają czas na jakieś interesy i biznesy.