11.07.2023, 20:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.07.2023, 21:25 przez Cathal Shafiq.)
- W takim razie czekam, co zrobisz, aby mnie zaskoczyć - odparł, kiedy powiedziała, że kolejne spotkanie powinno być jej inicjatywą, a w jego oczach zabłysły znów iskry rozbawienia. Może wynikały z tego, że sama zaproponowała to spotkanie - a może, bo faktycznie był ciekaw, co Cynthia wymyśli po tym, jak zabrał ją do lasu, grobowca i wreszcie Gabinetu Luster.
– Wątpię? Można powiedzieć, że raczej… jestem tym zaciekawiony – powiedział, może odrobinę kpiąco, a kiedy chwyciła jego palce, ujął jej chłodną dłoń. – Chciwość, póki nie jest nadmierna, zawsze zdawała mi się raczej zaletą niż wadą, Cynthio. Po co zadowalać się drobiazgami, jeżeli można mieć więcej? Czy nie chciwość w pewnym sensie popycha nas przodu?
Nie puścił jej dłoni i wtedy, kiedy stanęli przed Lustrami Możliwości, gdy czekał, ciekaw jej reakcji. Nie zareagowała już tak gwałtownie, jak wcześniej: może miała więcej czasu, aby się przygotować, a może żadna z możliwych teraźniejszości nie niosła aż tak dużych emocji, jak tamto wspomnienie.
A to oznaczało, że z dużym prawdopodobieństwem, żadnej z nich nie pragnęła straszliwie mocno – a może żadna jej nie zaskoczyła? Po prawdzie i sam Shafiq nie był zbyt zaskoczony tym, co widział w zwierciadłach.
Być może naprawdę pokazywały tylko co, co jak sami sądzili, mogło być ich udziałem.
– Patrzyłem w większość luster, jakie były w tym Gabinecie w przeszłości. Jeżeli jakiegoś nie widziałem, prawdopodobnie wtedy było ukryte albo jeszcze się tu nie pojawiono – przyznał. Pamiętał je wszystkie. Jednocześnie nie wątpił, że w większości zobaczy coś zupełnie innego niż wtedy. Nawet te cztery obrazy, jakie widział teraz, gdy oderwał spojrzenie od Cynthii – on sam jako śmierciożerca, na wykopaliskach w Turcji, prawdopodobnie żonaty i wreszcie on wciąż w Egipcie – się zmieniły. Był wtedy nastolatkiem. – Jeżeli to tylko odrobina żalu, możesz uważać się za szczęściarę. Ale ja również nie żałuję, przynajmniej na razie – odparł na jej pytanie. Nie mógł być pewien, że ten żal nie pojawi się kiedyś. Że nie pożałuje, że nie założył rodziny ani że nie uparł się, że Walia go nie interesuje, planuje jechać do Turcji lub że nie przyjął oferty pozostania w Egipcie – bo pragnął czegoś nowego. Ale w tej chwili w Cathalu nie było goryczy za nieobranymi ścieżkami.
– Gotowa iść dalej?
Gdy szli, wraz z nimi szły ich odbicia, teraz zniekształcone i rozmywające się. Zbliżali się coraz bardziej do zwierciadła w ciemnej ramie, na które Cathal wskazał wolną ręką nim jeszcze mogli w nie spojrzeć.
- To lustro nosi nazwę Lustra Koszmarów i pokazuje najgorsze wspomnienie - poinformował rzeczowo. Jej reakcja na to, co by w nim zobaczyła, mogłaby mu wiele powiedzieć. Ale Shafiq, nawet jeżeli nie zdecydował jeszcze, czy Cynthię lubi - czy nie znali się na to za słabo? - na pewno był nią do pewnego stopnia zafascynowany. A wiedział doskonale, że ludzie noszą w pamięci różne rzeczy, i tam, gdzie jeden zobaczy, jak koledzy obrzucają go śmieciami, drugi ujrzy bolesną stratę, tak trzeci może widzieć coś, co boleśnie strzaska mu duszę i rozgrzebie wszystkie stare rany.
Mógłby postawić przed tym lustrem kogoś, za kim nie przepadał, a nawet kogoś, kto był mu obojętny. Wobec niej nie chciał być rozmyślnie okrutny - i nie chciał też, by takie zachowanie wzbudziło w niej niechęć. Dał więc jej szansę na odwrócenie wzroku lub przynajmniej przygotowanie się na to, co może zobaczyć.
On sam spojrzał w lustro śmiało, bo był niemal pewien, co w nim zobaczy, i przecież i tak ten widok był żywy w jego pamięci. Mógł właściwie wybierać tylko spomiędzy trzech wspomnień, i jedno w jego opinii wysuwało się ponad inne – i faktycznie, widział walące się kamienie, wyciągniętą ku niemu rękę, na której zdążył zacisnąć palce, ale już nie pociągnąć ku sobie. I ponieważ ten widok i tak zapisał się w jego pamięci na zawsze, wyraźny w najmniejszym szczególe, nie okazał ani żalu, ani strachu.
– Wątpię? Można powiedzieć, że raczej… jestem tym zaciekawiony – powiedział, może odrobinę kpiąco, a kiedy chwyciła jego palce, ujął jej chłodną dłoń. – Chciwość, póki nie jest nadmierna, zawsze zdawała mi się raczej zaletą niż wadą, Cynthio. Po co zadowalać się drobiazgami, jeżeli można mieć więcej? Czy nie chciwość w pewnym sensie popycha nas przodu?
Nie puścił jej dłoni i wtedy, kiedy stanęli przed Lustrami Możliwości, gdy czekał, ciekaw jej reakcji. Nie zareagowała już tak gwałtownie, jak wcześniej: może miała więcej czasu, aby się przygotować, a może żadna z możliwych teraźniejszości nie niosła aż tak dużych emocji, jak tamto wspomnienie.
A to oznaczało, że z dużym prawdopodobieństwem, żadnej z nich nie pragnęła straszliwie mocno – a może żadna jej nie zaskoczyła? Po prawdzie i sam Shafiq nie był zbyt zaskoczony tym, co widział w zwierciadłach.
Być może naprawdę pokazywały tylko co, co jak sami sądzili, mogło być ich udziałem.
– Patrzyłem w większość luster, jakie były w tym Gabinecie w przeszłości. Jeżeli jakiegoś nie widziałem, prawdopodobnie wtedy było ukryte albo jeszcze się tu nie pojawiono – przyznał. Pamiętał je wszystkie. Jednocześnie nie wątpił, że w większości zobaczy coś zupełnie innego niż wtedy. Nawet te cztery obrazy, jakie widział teraz, gdy oderwał spojrzenie od Cynthii – on sam jako śmierciożerca, na wykopaliskach w Turcji, prawdopodobnie żonaty i wreszcie on wciąż w Egipcie – się zmieniły. Był wtedy nastolatkiem. – Jeżeli to tylko odrobina żalu, możesz uważać się za szczęściarę. Ale ja również nie żałuję, przynajmniej na razie – odparł na jej pytanie. Nie mógł być pewien, że ten żal nie pojawi się kiedyś. Że nie pożałuje, że nie założył rodziny ani że nie uparł się, że Walia go nie interesuje, planuje jechać do Turcji lub że nie przyjął oferty pozostania w Egipcie – bo pragnął czegoś nowego. Ale w tej chwili w Cathalu nie było goryczy za nieobranymi ścieżkami.
– Gotowa iść dalej?
Gdy szli, wraz z nimi szły ich odbicia, teraz zniekształcone i rozmywające się. Zbliżali się coraz bardziej do zwierciadła w ciemnej ramie, na które Cathal wskazał wolną ręką nim jeszcze mogli w nie spojrzeć.
- To lustro nosi nazwę Lustra Koszmarów i pokazuje najgorsze wspomnienie - poinformował rzeczowo. Jej reakcja na to, co by w nim zobaczyła, mogłaby mu wiele powiedzieć. Ale Shafiq, nawet jeżeli nie zdecydował jeszcze, czy Cynthię lubi - czy nie znali się na to za słabo? - na pewno był nią do pewnego stopnia zafascynowany. A wiedział doskonale, że ludzie noszą w pamięci różne rzeczy, i tam, gdzie jeden zobaczy, jak koledzy obrzucają go śmieciami, drugi ujrzy bolesną stratę, tak trzeci może widzieć coś, co boleśnie strzaska mu duszę i rozgrzebie wszystkie stare rany.
Mógłby postawić przed tym lustrem kogoś, za kim nie przepadał, a nawet kogoś, kto był mu obojętny. Wobec niej nie chciał być rozmyślnie okrutny - i nie chciał też, by takie zachowanie wzbudziło w niej niechęć. Dał więc jej szansę na odwrócenie wzroku lub przynajmniej przygotowanie się na to, co może zobaczyć.
On sam spojrzał w lustro śmiało, bo był niemal pewien, co w nim zobaczy, i przecież i tak ten widok był żywy w jego pamięci. Mógł właściwie wybierać tylko spomiędzy trzech wspomnień, i jedno w jego opinii wysuwało się ponad inne – i faktycznie, widział walące się kamienie, wyciągniętą ku niemu rękę, na której zdążył zacisnąć palce, ale już nie pociągnąć ku sobie. I ponieważ ten widok i tak zapisał się w jego pamięci na zawsze, wyraźny w najmniejszym szczególe, nie okazał ani żalu, ani strachu.