12.07.2023, 01:13 ✶
Layla zmrużyła lekko uczy, przyglądając mu się uważnie, zaglądając mu w oczy i próbując się zorientować, jak bardzo słowa którymi się posługiwał były na wyrost. Nie kupowała tego ostrego tonu, bardziej uważając go zwykły straszak niż prawdziwą groźbę. Może była to pewność siebie, złudne poczucie bezpieczeństwa, a może zwykła potrzeba by jej przeciwnik przynajmniej w jej własnych oczach był słabszy.
- Jak to jest? - zapytała, na moment milknąc i jakby się nad czymś zastanawiając, aż w końcu posłała mu uszczypliwy uśmieszek. - Naprawdę spróbowałabym się przejąć tym, jakie to miałeś ciężkie, okropne życie, tu i tam, ale niestety... - zacmokała z dezaprobatą, posyłając mu zaraz bezczelny uśmiech. Nawet gdyby miała dostać złamanego knuta za odrobinę inicjatywy w tym temacie, zwykłe pytanie o to, jak to mu było, nie przeszło by jej przez gardło. Cokolwiek nie spotkało go w życiu, nie zmieniało tego, że uciekł jak tchórz, a teraz wrócił.
- Rasową - rzuciła od niechcenia. Nie pierwszy raz ktoś nazywał ją suką i nie zamierzała z tego powodu dawać mu jakiejkolwiek satysfakcji. Z resztą, podsumowanie to było całkiem w punkt. - Ah kurwa przepraszam, ale nasz nadworny mistrz frazesów poszedł w długą i dopiero wrócił w glorii i chwale. Ale spokojnie, jeszcze trochę i słowo ulicy może wreszcie zacznie przeze mnie przemawiać. Więcej, może nawet zacznę je rozumieć, bo chwilowo to nieznośny bełkot. Chociaż chwilę... nie, po prostu mów głośniej, niech wszyscy cię usłyszą! - ostatnie zdanie mówiła coraz głośniej i głośniej, specjalnie by zwrócić na siebie, na nich, uwagę jeszcze większej ilości ludzi. Nawet jeśli ich podsłuchiwali, to teraz mieli powód by bezczelnie gapić się w ich kierunku. - Jeśli to o poryczeniu się z zażenowania mówimy, to idzie ci całkiem dobrze. - wzniosła oczy ku niebu, w tym charakterystycznym geście kobiety, która bardzo, ale to bardzo chce przenosić gromadzące się pod powiekami łzy. Do tych jednak, było jej naprawdę daleko.
- Jak to jest? - zapytała, na moment milknąc i jakby się nad czymś zastanawiając, aż w końcu posłała mu uszczypliwy uśmieszek. - Naprawdę spróbowałabym się przejąć tym, jakie to miałeś ciężkie, okropne życie, tu i tam, ale niestety... - zacmokała z dezaprobatą, posyłając mu zaraz bezczelny uśmiech. Nawet gdyby miała dostać złamanego knuta za odrobinę inicjatywy w tym temacie, zwykłe pytanie o to, jak to mu było, nie przeszło by jej przez gardło. Cokolwiek nie spotkało go w życiu, nie zmieniało tego, że uciekł jak tchórz, a teraz wrócił.
- Rasową - rzuciła od niechcenia. Nie pierwszy raz ktoś nazywał ją suką i nie zamierzała z tego powodu dawać mu jakiejkolwiek satysfakcji. Z resztą, podsumowanie to było całkiem w punkt. - Ah kurwa przepraszam, ale nasz nadworny mistrz frazesów poszedł w długą i dopiero wrócił w glorii i chwale. Ale spokojnie, jeszcze trochę i słowo ulicy może wreszcie zacznie przeze mnie przemawiać. Więcej, może nawet zacznę je rozumieć, bo chwilowo to nieznośny bełkot. Chociaż chwilę... nie, po prostu mów głośniej, niech wszyscy cię usłyszą! - ostatnie zdanie mówiła coraz głośniej i głośniej, specjalnie by zwrócić na siebie, na nich, uwagę jeszcze większej ilości ludzi. Nawet jeśli ich podsłuchiwali, to teraz mieli powód by bezczelnie gapić się w ich kierunku. - Jeśli to o poryczeniu się z zażenowania mówimy, to idzie ci całkiem dobrze. - wzniosła oczy ku niebu, w tym charakterystycznym geście kobiety, która bardzo, ale to bardzo chce przenosić gromadzące się pod powiekami łzy. Do tych jednak, było jej naprawdę daleko.