13.07.2023, 16:46 ✶
Bertie odwrócił się do nich plecami, całość swojej uwagi poświęcając stojącej przy łóżku Idy szafeczce. Otworzył szuflady, znajdując w nich absolutnie nic przydatnego, a potem złapał za drzwiczki, z jakąś dziwną nadzieją oczekując, że może znajdzie tam coś, co nadało by się na wazon, żeby bukiet tak szybko nie usechł. Niestety, wnętrze było tak samo rozczarowujące jak żałosne skrzypnięcie zawiasów przy otwieraniu, a Bott westchnął tylko smutno, uświadamiając sobie, że zaraz pewnie będzie musiał ruszyć w drogę po pomoc jakiejś miłej pielęgniarki.
W pewien sposób spodziewał się chyba, że wachlarz charakterów, pośród którego się znalazł, mógł niekoniecznie zadziałać. Wszyscy byli tu, żeby okazać wsparcie Alastorowi, to było oczywiste i nader szlachetne, nie ważne jakie konkretne nici go z nim wiązały. A jednak mimo tego napięcia wiszącego w pokoju i tak nie spodziewał się relacji Moody'ego. Zesztywniał na moment, słysząc jak tamten podnosi głos w stronę Danielle, po chwili domykając drzwiczki do nieszczęsnej szafki i pozwalając, by nieznośne skrzypnięcie pojawiło się zaraz po tak dosadnych słowach.
Bertie przygryzł policzek od środka, zdając sobie sprawę, jak kiepskie było to wyczucie czasu. Nie bardzo wiedział czy powinien kazać Langbottom wyjść, czy może w ogólny sposób spróbować załagodzić sytuację. Na szczęście jednak, lub nieszczęście, odezwała się Eden, mówiąc dokładnie co miała na myśli.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni... - powiedział zadziwiająco miękkim tonem, prostując się i wyciągając do nich ręce w uspokajającym geście, który szybko zmienił się w zwyczajne wskazywanie na drzwi. - Ale to nie miejsce na kłótnie i takie rzeczy - tu spojrzał na Dani, z jakimś dziwnym bólem i rozczarowaniem. - Jeśli chcecie się kłócić, wymyślać sobie i grozić, tam są drzwi. Chora potrzebuje spokoju. - oznajmił tonem pewnym i nieznoszącym sprzeciwu. Nawet jeśli Ida była nieprzytomna, nie znaczyło że mieli sobie tutaj urywać głowy.
Dopiero kiedy i Longbottom i Bones opuściły pokój, odetchnął lekko, wyraźnie poddenerwowany. Potarł czoło, jakby tym samym chciał odpędzić nieprzyjemne myśli i sam zbliżył się do Alastora, na moment kładąc mu rękę na ramieniu, może żeby zwrócić uwagę, a może i też po to, żeby nieco wesprzeć.
- Pójdę po wazon. - oznajmił tylko, na moment jeszcze, gdzieś w progu, spoglądając na Lestrange. Nie było jednak w tym spojrzeniu żadnej nagany czy innych, raczej nieprzyjemnych emocji. Bardziej może wdzięczność.
W pewien sposób spodziewał się chyba, że wachlarz charakterów, pośród którego się znalazł, mógł niekoniecznie zadziałać. Wszyscy byli tu, żeby okazać wsparcie Alastorowi, to było oczywiste i nader szlachetne, nie ważne jakie konkretne nici go z nim wiązały. A jednak mimo tego napięcia wiszącego w pokoju i tak nie spodziewał się relacji Moody'ego. Zesztywniał na moment, słysząc jak tamten podnosi głos w stronę Danielle, po chwili domykając drzwiczki do nieszczęsnej szafki i pozwalając, by nieznośne skrzypnięcie pojawiło się zaraz po tak dosadnych słowach.
Bertie przygryzł policzek od środka, zdając sobie sprawę, jak kiepskie było to wyczucie czasu. Nie bardzo wiedział czy powinien kazać Langbottom wyjść, czy może w ogólny sposób spróbować załagodzić sytuację. Na szczęście jednak, lub nieszczęście, odezwała się Eden, mówiąc dokładnie co miała na myśli.
- Wszyscy jesteśmy zmęczeni... - powiedział zadziwiająco miękkim tonem, prostując się i wyciągając do nich ręce w uspokajającym geście, który szybko zmienił się w zwyczajne wskazywanie na drzwi. - Ale to nie miejsce na kłótnie i takie rzeczy - tu spojrzał na Dani, z jakimś dziwnym bólem i rozczarowaniem. - Jeśli chcecie się kłócić, wymyślać sobie i grozić, tam są drzwi. Chora potrzebuje spokoju. - oznajmił tonem pewnym i nieznoszącym sprzeciwu. Nawet jeśli Ida była nieprzytomna, nie znaczyło że mieli sobie tutaj urywać głowy.
Dopiero kiedy i Longbottom i Bones opuściły pokój, odetchnął lekko, wyraźnie poddenerwowany. Potarł czoło, jakby tym samym chciał odpędzić nieprzyjemne myśli i sam zbliżył się do Alastora, na moment kładąc mu rękę na ramieniu, może żeby zwrócić uwagę, a może i też po to, żeby nieco wesprzeć.
- Pójdę po wazon. - oznajmił tylko, na moment jeszcze, gdzieś w progu, spoglądając na Lestrange. Nie było jednak w tym spojrzeniu żadnej nagany czy innych, raczej nieprzyjemnych emocji. Bardziej może wdzięczność.