Teraz był to zając, ale za chwilę mógł to być człowiek. Błotoryjów nie powinno tutaj być. I chociaż zwykle zadowalały się małych rozmiarów zwierzątkami, to w stadzie potrafiły skrzywdzić też człowieka. A te tutaj osobniki… Nie wyglądały na spokojnie odpoczywające sobie w bajorku – absolutnie. Rzeczywistość była okrutnie odwrotna.
Victoria też zamarła, w myśl swoich słów, starając się zachować spokój i w ten sposób być może lepiej rozeznać się w sytuacji. Jakoś tak i zwierzęta i magiczne stwory spokojniej reagowały, kiedy z drugiej strony nie było żadnych gwałtownych ruchów. To była próba Victorii do kupienia sobie i Brennie chwili więcej czasu – a jak wiadomo, taka chwila potrafiła zmienić wiele, jeśli nie wszystko. Dziś może nie było to wszystko, ale przynajmniej… Miały chwilę czasu by oszacować ilość stworów, a co za tym idzie wycenić zagrożenie. To wzrastało wprost proporcjonalnie do ilości par oczu, które się pojawiały na „kłodach”.
- Pięć – dokończyła za Brennę to jakże trudne równanie (chociaż w warunkach, w których gapi się na ciebie dziesięć oczu i pięć paszcz najeżonych zębiskami, to niektórzy mieli problem dodać dwa do dwóch i nie było to nic dziwnego!). Tori zdążyła się wyprostować, kiedy Brenna wypaliła do błotoryja zaklęciem, które być może sprawiło, że zatrzymał się na ułamek sekundy i zamiast na Longbotto – rzucił się w kierunku Victorii.
Tutaj kobieta nie miała już za dużo czasu do namysłu i mocno ściskając swoją różdżkę po prostu dała szczupaka w lewo (do przodu było bez sensu, bo tylko bliżej stworów, a do tyłu była skarpa... z której pewnie koncertowo by zjechała na błotku). I kolejny raz obiecała sobie w duchu, że kurwaszmać musi poćwiczyć. Może trzeba poprosić to nocne straszydło zwane jej narzeczonym o pomoc?
Czy udało jej się uskoczyć w porę, czy błotoryj na nią wpadł (a może zwłaszcza wtedy) – starała się wyczarować ciśnienie powietrza, by z siłą uderzyć go prosto w paszczę i wyrzucić go do tyłu. Preferowanie – do wody. Może nawet udałoby się trafić innego żabola w łeb.
Unik:
Sukces!
Ciśnienie powietrza:
Slaby sukces...