04.11.2022, 21:27 ✶
Wyczarowanie Mrocznego Znaku na wieczornym niebie to zaledwie początek. Zamierzał tych, którzy zostali zobowiązani odpowiedzieć na jego wezwanie, poprowadzić główną arterią magicznego Londynu. Rookwood oczekiwał od czarodziejów i czarownic wyniesionych do rangi Śmierciożerców bezwarunkowego posłuszeństwa. Tutaj nie było miejsca na jakikolwiek przejaw samowoli, stanowiącej odstępstwo od ustalonego przez niego planu. Każdego z nich postrzegał jako żołnierzy w armii Czarnego Pana. Jedynym obowiązkiem żołnierza było wykonywanie rozkazów swojego dowódcy, zgodnie z obowiązującą hierarchią. On odpowiadał jedynie przed Lordem Voldemortem, któremu poprzysiągł wierność i który wyniósł go do miana swojej prawicy.
Na aportację pierwszej zakapturzonej i zamaskowanej postaci zareagował odwróceniem skrytej za maską twarzy w stronę kobiety. Nie została rażona rzuconym przez niego czarnomagicznym zaklęciem. Okazała się nie być wrogiem, tylko wiernym sługą Tego, Którego Imię Zaczną Się Bać Wymawiać. Gdy czarownica nieznacznie skinęła ku niemu głową, ostatecznie odpowiedział takim samym gestem. Niezwłocznie powrócił do bacznego lustrowania części ulicy, wypatrując nadchodzących wieczornych maruderów czy aportujących się jak na zawołanie uzbrojonych w różdżki Brygadzistów, do których obowiązków należało reagowanie na jakiekolwiek incydenty. Ukształtowana z chmur ogromna czaszka rzucała się w oczy. Doskonale wiedział, jak funkcjonowała ministerialna Brygada Uderzeniowa. Lata spędzone w tej formacji nie poszły na marne w jego przypadku. Przybycie drugiego czarodzieja, którego wyznaczył do udziału w tym przedsięwzięciu wielkiej wagi, przykuło uwagę Chestera. Skinął mu nie nieznacznie głową.
— Cel naszego ataku to mieszczący się na Pokątnej sklep miotlarski Woodów. Jedno z was rzuci na ten lokal zaklęcie Confringo, wysadzając go. Jeśli ktoś przeżyje eksplozję, zabijecie go. Miejcie na uwadze to, że możemy być zmuszeni do odbycia walki Brygadzistami, jeśli zostaną wezwani na to miejsce. Na pewno tak będzie — Przedstawił zamaskowanym postaciom część skróconej wersji planu mającego na celu wypełnienie woli Czarnego Pana. Druga grupa Śmierciożerców miała skoncentrować swoje działania na kolejnym istotnym dla czarodziejskiej społeczności lokalu. To było coś znacznie większego, niż zwyczajny akt wandalizmu. To miał być skoordynowany atak. Magiczny świat zapamięta to, co miało się stać jako szybki i brutalny akt terroryzmu ze strony zamaskowanych czarodziejów. Dopuszczą się wielu chwalebnych czynów. Chester żywił silną nienawiść do osób niemagicznego pochodzenia, samymi mugolami i odczuwania pogardy wobec wszystkich zdrajców starej krwi. Przelewanie krwi czystokrwistych czarodziejów postrzegał jako niepowetowaną stratę, zwłaszcza w obliczu szerzącej się mugolskiej zarazy. Była to konieczna ofiara, poniesiona w słusznym celu. Ich oczom ukazał się charakterystyczny szyld sklepu oraz właśnie zamykające się drzwi za kolejną wchodzącą do środka lokalu osobą.
— Stać. Unieście różdżki — Polecił zatrzymać się idącym za nim Śmierciożercami. Nie zrobił tego bez powodu, tylko dlatego aby ograniczyć straty we własnych ludziach. Sam uniósł w pogotowiu dzierżoną w prawej dłoni różdżkę. Wybrane przez niego zaklęcie powodowało silną eksplozję, raniącą każdego w miejscu wybuchu. Odgłos wybuchu rozniesie się wzdłuż ulicy, zasypując ją drobinami szkła, odłamkami kamienia i fragmentami drewnianej konstrukcji. Osoby stojące najbliżej miejsca wybuchu zostaną niewątpliwie ranne albo nawet zabite w następstwie wybuchu. — Na mój znak... teraz! — Wypowiadając te słowa, posłał Yaxleyowi znaczące spojrzenie. Niech nie zadrży temu czarodziejowi ręka albo niech nie zapomni języka w gębie. Nic nie mogło zrujnować tego ważnego momentu.
Słowa: 497
Na aportację pierwszej zakapturzonej i zamaskowanej postaci zareagował odwróceniem skrytej za maską twarzy w stronę kobiety. Nie została rażona rzuconym przez niego czarnomagicznym zaklęciem. Okazała się nie być wrogiem, tylko wiernym sługą Tego, Którego Imię Zaczną Się Bać Wymawiać. Gdy czarownica nieznacznie skinęła ku niemu głową, ostatecznie odpowiedział takim samym gestem. Niezwłocznie powrócił do bacznego lustrowania części ulicy, wypatrując nadchodzących wieczornych maruderów czy aportujących się jak na zawołanie uzbrojonych w różdżki Brygadzistów, do których obowiązków należało reagowanie na jakiekolwiek incydenty. Ukształtowana z chmur ogromna czaszka rzucała się w oczy. Doskonale wiedział, jak funkcjonowała ministerialna Brygada Uderzeniowa. Lata spędzone w tej formacji nie poszły na marne w jego przypadku. Przybycie drugiego czarodzieja, którego wyznaczył do udziału w tym przedsięwzięciu wielkiej wagi, przykuło uwagę Chestera. Skinął mu nie nieznacznie głową.
— Cel naszego ataku to mieszczący się na Pokątnej sklep miotlarski Woodów. Jedno z was rzuci na ten lokal zaklęcie Confringo, wysadzając go. Jeśli ktoś przeżyje eksplozję, zabijecie go. Miejcie na uwadze to, że możemy być zmuszeni do odbycia walki Brygadzistami, jeśli zostaną wezwani na to miejsce. Na pewno tak będzie — Przedstawił zamaskowanym postaciom część skróconej wersji planu mającego na celu wypełnienie woli Czarnego Pana. Druga grupa Śmierciożerców miała skoncentrować swoje działania na kolejnym istotnym dla czarodziejskiej społeczności lokalu. To było coś znacznie większego, niż zwyczajny akt wandalizmu. To miał być skoordynowany atak. Magiczny świat zapamięta to, co miało się stać jako szybki i brutalny akt terroryzmu ze strony zamaskowanych czarodziejów. Dopuszczą się wielu chwalebnych czynów. Chester żywił silną nienawiść do osób niemagicznego pochodzenia, samymi mugolami i odczuwania pogardy wobec wszystkich zdrajców starej krwi. Przelewanie krwi czystokrwistych czarodziejów postrzegał jako niepowetowaną stratę, zwłaszcza w obliczu szerzącej się mugolskiej zarazy. Była to konieczna ofiara, poniesiona w słusznym celu. Ich oczom ukazał się charakterystyczny szyld sklepu oraz właśnie zamykające się drzwi za kolejną wchodzącą do środka lokalu osobą.
— Stać. Unieście różdżki — Polecił zatrzymać się idącym za nim Śmierciożercami. Nie zrobił tego bez powodu, tylko dlatego aby ograniczyć straty we własnych ludziach. Sam uniósł w pogotowiu dzierżoną w prawej dłoni różdżkę. Wybrane przez niego zaklęcie powodowało silną eksplozję, raniącą każdego w miejscu wybuchu. Odgłos wybuchu rozniesie się wzdłuż ulicy, zasypując ją drobinami szkła, odłamkami kamienia i fragmentami drewnianej konstrukcji. Osoby stojące najbliżej miejsca wybuchu zostaną niewątpliwie ranne albo nawet zabite w następstwie wybuchu. — Na mój znak... teraz! — Wypowiadając te słowa, posłał Yaxleyowi znaczące spojrzenie. Niech nie zadrży temu czarodziejowi ręka albo niech nie zapomni języka w gębie. Nic nie mogło zrujnować tego ważnego momentu.
Słowa: 497