W gruncie rzeczy to tak chyba właśnie było – przepraszała za to, kim jest. Za to co się stało, za to jak sobie z tym nie do końca radziła, za to, że była taka rozemocjonowana – jak wpłynęła na nią rozmowa z matką. Za to, że nie chciała być teraz sama – głównie z tego powodu, że gdyby sama została, to rozkleiłaby się dużo mocniej a mózg zacząłby analizować i nadinterpretować różne rzeczy. Nie była mazgajowatą królewną, ale były takie sytuacje w życiu, jak dzisiaj, które człowieka zupełnie wyrzucały ze strefy komfortu i wstawiały na nowe, nieznane tory. I jakoś… wydawało jej się, że Sauriel, jak mało kto, dokładnie to rozumiał. Nic na to już nie odpowiedziała, bo nie miała nic mądrego do powiedzenia, same tylko powtarzające się bzdety – ale ileż razy można za siebie przepraszać?
- Chyba nie – nie rozmawiali o tym, nie przypominała sobie. O tym, że w ten sposób zaciągnął wobec niej dług, bo pozbierała go naćpanego i pobitego z Pokątnej. Dla niej to nie był żaden dług, tylko normalna kolej rzeczy – skoro ktoś jej znany… na pewien sposób bliski, potrzebował pomocy, to normalne, że mu pomagasz i nic w zamian nie oczekujesz. - Sam mówiłeś teraz, że jesteśmy kwita – przypomniała mu, bo to przecież były jego słowa, które wywołały reakcję w postaci odpowiedzi. - Pomogłam ci bo chciałam i nie oczekiwałam niczego w zamian – zresztą kto by to wycenił? To nie były żadne interesy, a zwykła ludzka życzliwość. Tak, widziała go w gorszym momencie, on teraz widział ją w gorszym… Ale to chyba… Nie była miara „coś za coś”, tylko… zwykłe ludzkie koleje losu? Czy coś. Ale fakt był taki, że ona widząc go w złej formie nie pomyślała wcale, ze cos się zmieniło, że lubi go mniej, albo że widzi go jakoś inaczej. On za to czuł potrzebę się wytłumaczyć, że nie ćpa – tak jakby się bał, że mogłaby coś złego jednak pomyśleć. Więc to było chyba normalne? Przepraszać za to, ze widzi się kogoś w kiepskiej formie.
- Tak, magia – tylko nie taka, którą ktoś normalnie włada. Nie taka, którą poznawali w szkole i później. To była magia w swojej najprawdziwszej, pierwotnej formie… Głos w głowie… Obrazy. Victoria ciągle nie była pewna, ale coraz bardziej wydawało jej się, że to była sama Matka.
Wyglądał na takiego faceta właśnie – u którego ciężko wymusić atencję i chyba właśnie dlatego mu się chciała wytłumaczyć. Bo nie chciała nic na nim wymuszać. Nie wiedziała co chciała, nie wiedziała dlaczego, nie rozumiała dzisiaj, tutaj i teraz mnóstwa rzeczy – i dlatego tak trudno było jej zebrać myśli i powiedzieć coś sensownego. Nie lubiła robić scenek… zazwyczaj. A na pewno nie miała tego na myśli dzisiaj, Sauriel nie robił przecież nic źle. Fakt, poznał ją już od tej strony, że przestała się do niego odzywać… ale zrobiła to po ostrzeżeniu o po zignorowaniu ostrzeżenia. Nie odzywała się, bo ją obrażał i nie okazywał jej szacunku – co za tym idzie równanie było proste, po co miałaby tracić powietrze na kogoś, kto ją nie szanuje?
- Och, okej. To dobrze – chyba trochę jej ulżyło, że nie odebrał jej zachowania jako desperacką próbę zwrócenia na siebie uwagi. - Muszę to sobie poukładać – nie wiedziała, czy po tym będzie chciała o tym mówić, niemniej doceniała, że niczego na niej nie wymuszał – ani mówienia, ani nie mówienia. Potem pokiwała jeszcze głową.
- Oczywiście. Przecież nie pytałam z grzeczności – wtedy, kiedy pytała go kiedy ma urodziny – to nie była zaczepka w stylu neutralnego tematu do rozmowy. Miała wrażenie, że nie potrzebowali w ogóle takiego zestawu, żeby jakoś ze sobą rozmawiać. I nawet nie oczekiwała, że odwdzięczyłby się tym samym – ostatecznie chyba nawet ją nie pytał kiedy sama się urodziła. Zapytała go z ciekawości, bo wpadł jej pomysł z aparatem i jakoś tak… No było jej to potrzebne, chciała i pamiętała. To wszystko. Uśmiechnęła się do niego jeszcze blado i raz jeszcze sięgnęła do kieszeni, gratulując sobie w duchu, ze kiedyś rzuciła na nie zaklęcie, by pomieścić tam więcej rzeczy. Chciała je opróżnić, żeby pójść się przebrać. I ku swojemu zdumieniu wyciągnęła jakiś zwitek materiału, który rozwinęła i… ach. Mundur brygadzistki z zdeeeecydowanie za krótką spódniczką. I puchate kajdanki. Victoria znowu zmarszczyła brwi.
- Głupi goblin. Zupełnie zapomniałam o tej durnej loterii fantowej. A potem go aresztowali. I dobrze mu tak – z zaskoczeniem odkrywała te wspomnienia, bo choć było to9 wczoraj, to miała wrażenie, jakby zdarzyło się kilka miesięcy temu. I co ona miała z tym gównem zrobić? Przecież tego nie założy. - Ale to chyba już wszystko – wywróciła nawet kieszenie spodni na drugą stronę, żeby się upewnić, że nic w środku nie ma. - Pójdę się przebrać – oczywiście nie w ten przykrótki mundur, co to, to nie. Ale nie chciała już dłużej siedzieć w potarganym stroju z wczoraj.