– Mnie tutaj nie było, więc chciałem dzisiaj jakoś pomóc. Nie czerpię przyjemności z sabatów, ponieważ jest na nich za głośno i za dużo się dzieje i chyba to mnie właśnie uratowało – westchnąłem zdając sobie sprawę, że miałem dużo szczęścia. Zapewne bym stąd nie poszedł na czas, a tak uratowało mi to życie. Nie rozumiałem tych wszystkich wydarzeń. Cholernie mnie to denerwowało.
– Moi też są cali – odpowiedziałem szybko. Miałem taką nadzieję, ale raczej nikt z nich nie był wczoraj tutaj. Wiedziałbym o tym, prawda?
– Wróżka? – zwróciłem się do Bella i cicho westchnąłem. Czasami mnie ten kot zaskakiwał. Chciałem go zbesztać, aby nigdy nie łapał już wróżek, ale wspomniał o tym, że ktoś się tutaj rozbił. Machnąłem różdżką używając magii, aby wiedzieć więcej o rzeczach, które tutaj leżały.
– To co zrobimy? – zapytałem Martina, bo w końcu miał lepszy obraz otoczenia niż ja. – Ktoś może szukać swoich rzeczy. Może po prostu zgłosimy, że coś takiego tutaj znaleźliśmy? Albo zmniejszymy i zabierzemy ze sobą? – proponowałem przechadzając się między rozrzuconymi meblami i dotykając je po kolei.