15.07.2023, 21:37 ✶
To naturalne, że nie zmykałem do domu przed czasem, nie krętaczyłem, a za to byłem nad wyraz zaangażowany w swoją pracę. Nie dziwić się. Nie ukrywałem przed nikim, że miałem okazję być czarodziejem ambitnym, który nie zamierzał spędzić w towarzystwie zwłok w prosektorium całego życia, niezależnie od tego jak bardzo zafascynowany bym nie był tym tematem. Śmierć, zwłoki, badania - norma w moim życiu, która z pewnością nie miała ulec zmianie, aczkolwiek zakres obowiązków jak najbardziej preferowałem by uległ zmianie. Im wyższe stanowisko, tym większe poważanie, a ja chciałem być poważany pod korek, stąd też pracowałem jak ta mrówka, miałem względnie dobre relacje ze współpracownikami oraz wianuszek znajomości, które zamierzałem wykorzystywać, gdyby zaszła taka potrzeba. Zresztą, mój wianuszek również mógł liczyć na pomoc. Oczywiście w granicach rozsądku.
Nie ukrywałem, że słowa panny Flint wybiły mnie z rytmu. Zamrugałem kilka razy by przyzwyczaić wzrok do innych warunków aniżeli ciągi kaligraficznych liter. Wbrew swoim zapędom, nie zdawałem sobie sprawy, że jest już tak późno. Trzeba było się niebawem zwijać, by zachować granice przyzwoitości w należytym miejscu.
- Dziękuję za troskę, aczkolwiek użyję kominka - odparłem z delikatnym grymasem uśmiechy. Znalazł się tam ledwie widoczny, ale istniał. Głos też miałem przyjazny. Nie mogłem nie, skoro Cynthia była delikatną, młodą damą. Właściwie, podobna mi wiekiem, aczkolwiek niezamężna, niedzieciata. Tak się nie godziło, ale nie miałem na to wpływu. Podobnie jak moja bliźniacza siostra Vespera, obrała pokrętną drogę kobiecej niezależności. Nie myślały o tym, że warto by pomyśleć o przedłużeniu rodu.
- Zresztą, tobie również to doradzam. Lepiej byś nie spacerowała ulicami przy tak paskudnej pogodzie... i w równie paskudnych czasach - odparłem, wskazując na gazetę. Dostrzegłem jak spoglądała na nią kątem oka, a może mi to się wydawało? Bądź co bądź, służbowo nie byłem poplecznikiem Voldemorta i niezależnie od tego, kto jakie zasady wyznawał, to była moja paskudna tajemnica. Nie przepadałem za tych jakże głośnym wydźwiękiem działalności Śmierciożerców, ale za wiele nie miałem do gadania. Musiałem się dostosować, jak zresztą do wszystkiego innego.
- A poproszę, jakbyś była tak dobra... Napiję się chętnie. Jeszcze potrzebuję coś dokończyć - mruknąłem, kreśląc linię obrażenia u jednego z delikwentów. Może artystą nie byłem, ale swoje potrafiłem oddać, narysować czy opisać. A wizerunki martwych ofiar miały swój urok.
Nie ukrywałem, że słowa panny Flint wybiły mnie z rytmu. Zamrugałem kilka razy by przyzwyczaić wzrok do innych warunków aniżeli ciągi kaligraficznych liter. Wbrew swoim zapędom, nie zdawałem sobie sprawy, że jest już tak późno. Trzeba było się niebawem zwijać, by zachować granice przyzwoitości w należytym miejscu.
- Dziękuję za troskę, aczkolwiek użyję kominka - odparłem z delikatnym grymasem uśmiechy. Znalazł się tam ledwie widoczny, ale istniał. Głos też miałem przyjazny. Nie mogłem nie, skoro Cynthia była delikatną, młodą damą. Właściwie, podobna mi wiekiem, aczkolwiek niezamężna, niedzieciata. Tak się nie godziło, ale nie miałem na to wpływu. Podobnie jak moja bliźniacza siostra Vespera, obrała pokrętną drogę kobiecej niezależności. Nie myślały o tym, że warto by pomyśleć o przedłużeniu rodu.
- Zresztą, tobie również to doradzam. Lepiej byś nie spacerowała ulicami przy tak paskudnej pogodzie... i w równie paskudnych czasach - odparłem, wskazując na gazetę. Dostrzegłem jak spoglądała na nią kątem oka, a może mi to się wydawało? Bądź co bądź, służbowo nie byłem poplecznikiem Voldemorta i niezależnie od tego, kto jakie zasady wyznawał, to była moja paskudna tajemnica. Nie przepadałem za tych jakże głośnym wydźwiękiem działalności Śmierciożerców, ale za wiele nie miałem do gadania. Musiałem się dostosować, jak zresztą do wszystkiego innego.
- A poproszę, jakbyś była tak dobra... Napiję się chętnie. Jeszcze potrzebuję coś dokończyć - mruknąłem, kreśląc linię obrażenia u jednego z delikwentów. Może artystą nie byłem, ale swoje potrafiłem oddać, narysować czy opisać. A wizerunki martwych ofiar miały swój urok.