— Oh, czy ja wiem. To raczej kwestia zainteresowań — odparł ze skromnym uśmiechem. — Ludzie, którzy uwielbiają adrenalinę pewnie myślą tak samo o pracy brygadzistów lub aurorów. Miłośnicy historii o pracy w muzeum, a znawcy sztuki zielarstwa o zajmowaniu się rzadkimi okazami.
Dopóki dane zainteresowanie pozostawało jedynie hobby, w które człowiek angażował się z własnej inicjatywy, łatwo było postrzegać je przez różowe okulary. Można było łatwo zapomnieć o problemach i trudnościach związanych z danym fenomenem tylko dlatego, że dana aktywność przynosiła wręcz dziecięcą radość. Gdy jednak swe talenty włączało się w czynną pracę zawodową, granice zaczynały się zacierać i nie można było po prostu zignorować pewnych komplikacji.
— Możliwe. Chociaż w przypadku Irytka większą rolę odgrywa raczej zazdrość. Nie jest zwykłym duchem, a poltergeistem. Uwielbia chaos i psoty. To wokół tego skupia się jego egzystencja. Możliwe, że zazdrości innym zjawom w Hogwarcie, że te miały w ogóle szansę zasmakować ludzkiego życia. — W szkole raczej starał się trzymać z dala od tego konkretnego rezydenta. Poza tym na tym etapie jego zdolności związane z egzorcyzmami były w powijakach, skryte gdzieś głęboko pod zamiłowaniem do Historii Magii i poznawaniu tajemnic Starożytnych Run. — Zależy jak na to spojrzeć. Starszy duch mniej pamięta, jak posługiwać się żywym ciałem, ale ma większe doświadczenie ze światem duchowym. Większe szanse na opętanie kosztem szybszego wykrycia. Nawet duchy pewnie mierzą siły na zamiary.
Upił nieco napoju, aby zwilżyć gardło. Nie miał nic przeciwko kolejnym pytaniom ze strony dziewczyny, jednak musiał zacząć robić dłuższe przerwy. Zazwyczaj nie był zbytnio rozgadany, jednak w tym wypadku Pandora wyśmienicie wmanewrowała go w to, aby wyrzucał z siebie same monologi, do tego stopnia, że sam powoli przestawał to zauważać. Czy tak wyglądał ekstrawertyzm?
— Dobry... Prędzej doświadczony. Tak mi się przynajmniej wydaję — stwierdził po dłuższej chwili. — Są lepsi ode mnie. Poza tym zawsze lepiej mieć wsparcie, niż go nie mieć.
Wzruszył ramionami. Poza tym, jeśli zabierze kogoś ze sobą, zmniejszy się jego presja. Wprawdzie wątpił, aby Pandora wymuszała na nim długie rozmowy, jednak jeśli rozmowa zeszłaby na bardziej „powszechne” kwestie, mógł się zamknąć w sobie. A dobrze by było mieć w okolicy kogoś, kto by go w takiej sytuacji poratował.
— Oh, naprawdę nie jestem pewny — odparł z lekkim niezadowoleniem, drapiąc się po policzku. — Znając jednak procedury Ministerstwa, musiał istnieć jakiś czynnik, który zadecydował o Hogwarcie. Może po jej śmierci rodzina zmieniła miejsce zamieszkania i miała utrudniony kontakt? Może niektórzy chcieli ją mieć na miejscu na wypadek, gdyby doszło do jakiegoś przełomu w jej sprawie? — Zmrużył lekko oczy, jakby próbował w myślach przekopać się przez podobne sprawy, aby znaleźć jakieś logiczne rozwiązanie. — Duża liczba duchów w Hogwarcie też mogła mieć z tym coś wspólnego. Bądź co bądź, to teraz jej „ludzie”. Jak sama wspomniałaś, lubi towarzystwo, więc może to ją przekonało do pozostania w zamku.
Zaśmiał się na słowa kobiety, chociaż w głowie momentalnie zawitał mu obraz Brenny Longbottom i jej przyjaciela Patricka Stewarda. Brygada Uderzeniowa i Biuro Aurorów współpracujący ze sobą i wywierający podwójną presję. Brr. Okropne.
— Jeśli ktoś nie jest przyzwyczajony do takiego stylu pracy, to tak — powiedział zbolałym głosem, dosyć dobitnie wskazując, że utożsamia się z tą grupą ludzi. — A więc zajmujesz się mechanizmami? Jak te w skrytkach Gringotta? Czy raczej pokroju zegarów i innych tego typu rzeczy?
Spojrzał na Pandorę z zainteresowaniem. Mieli jeszcze chwilę czasu, zanim będą musieli udać się na salę, więc nie miał nic przeciwko temu, aby to teraz ona się nieco rozgadała. W końcu jego gardło nieco odpocznie! Poza tym był ciekawy, co też kobieta ma do powiedzenia na temat swojej pracy, gdyż sam raczej trzymał się z dala od wszelkich aspektów technicznych magicznego wytwórstwa.