Ależ miała szczęście, że udało jej się uniknąć pędzącego na nią błotoryja! Nic dziwnego, że w tym ferworze zaklęcie jakim go potraktowała nie było najpotężniejsze – ale wystarczająco skuteczne, by na chwilę wokół siebie zrobić odrobinę przestrzeni, by lepiej się ustawić i wymyślić co z tymi paskudnikami zrobić.
Były dwie na pięć błotoryjów, wściekłe stworzenia miały jakieś +33 do ataku z zaskoczenia i poruszania się po błotnistym terenie. Ale ona i Brenna były dorosłymi czarownicami, przeszkolonymi przez służby Ministerstwa, dla których walka różdżką czy pojedynki nie powinny być większym problemem – nie trafiło na piśmaka, który dobry jest w machaniu piórem czy uzdrowiciela, który lepszy jest w wyciąganiu wniosków z trupów.
Kupienie sobie nieco czasu było skutkiem ubocznym całej sekwencji, ale dzięki temu Victoria zauważyła kilka rzeczy. Po pierwsze, że jeden błotoryj ewidentnie uciekał spłoszony, wydając z siebie ten dziwny dźwięk. Jeden siedział w wodzie i przymierzał się do ataku z odległości, jeden wpadł tam i pomału gramolił się na brzeg… Jeden został unieruchomiony łańcuchami i ewidentnie nie wiedział co się dzieje i jeden… Biegł prosto na nią na tych swoich śmiesznych nóżkach. Lestrange zanotowała, że Brenna jakoś sobie radzi, skupiła się więc na tym tuptającym do niej ratlerku (nr 3) i machnęła różdżką, by potraktować go ogniem – w myśl tego, co kiedyś powiedziała Heather, że jak się nie ma lepszego pomysłu, co ogień zazwyczaj jest dobrą odpowiedzią (na trupy, ale to szczegół), a na błotoryje z pewnością to działało – może nie była to ich słabość, ale bolało.
Musiała ponowić zaklęcie, bo w pierwszym momencie magia ją zawiodła i niestety nie zdążyła przez to pomóc Brennie. Miała jednak cichą nadzieję, że tyle wystarczy i uda im się pozbyć się chociaż kolejnego z nich, bo ciągle miały nad nimi przewagę w liczebności. Przez to wszystko nie miała się jak przemieścić i wystawiona była na kolejne ataki żaboli.
Ogień - dla pewności dwa razy, ale jak wyjdzie za pierwszym razem to na innego błotoryja:
Akcja nieudana
Sukces!