16.07.2023, 23:09 ✶
Słuchała z uwagą wynurzeń Alastora na temat Rzeźnika; sama się tej sprawie nie przyglądała, mając i tak aż nadto swoich. Coś-niecoś jednak się o uszy obiło, tyle że nie wgłębiała się w szczegóły, teraz zaś miała okazję nieco poszerzyć swój zakres wiedzy. Hmmm, niekoniecznie jedna osoba, całkiem interesująca teoria.
Teoria, nad którą może by się teraz pochyliła, gdyby nie zgoła inny, poważniejszy i znacznie bliższy – bo dotyczący osoby, którą miała u boku – temat. Twarz Alastora mówiła w zasadzie wszystko – niestety domysł najwyraźniej był słuszny. Niestety, bo zwilkołaczenia się nikomu nie życzyła, nawet najgorszemu wrogowi, a co dopiero osobie, którą przecież darzyła sympatią i to nie od wczoraj?
I nie, bynajmniej nie żartowała – jej mina nie wyrażała żadnego, najmniejszego choćby rozbawienia. Tak, dlaczego nie, mogła się zaśmiać z kwestii powiązanych z pracą chociażby – tak jak i przed chwilą – mogła parsknąć z wielu innych rzeczy, ale z oberwania klątwą…? Gdyby to dotyczyło jej samej – bardzo możliwe, że próbowałaby wtedy zbyć sprawę, obracając ją w żart. Ot, mechanizm obronny. Tylko że tu i teraz, nie ona była obsadzona w głównej roli.
W brązowych oczach pojawił się bliżej nieokreślony błysk. Piwo, naprawdę? Mówi mu o czymś innym, a ten wyskakuje z czymś jeszcze innym. Nie, to nie tak, że miałaby coś przeciwko wspólnemu spędzeniu czasu, pochyleniu się nad kuflem i zapewne całkiem ożywioną dyskusją nad najróżniejszymi teoriami, powiązanymi z pracą. Albo dotyczącymi czegokolwiek innego, bo dlaczego by nie.
Tyle że naprawdę nie o to tu chodziło. Pokręciła powoli głową. Pilnowanie, naprawdę? Nawet gdyby się do tego rwała, to coś miała wrażenie, że to po prostu wykraczało poza jej możliwości.
- Na piwo zawsze możemy skoczyć – odparła dość cicho – Tylko jeśli bym powiedziała, żebyśmy poszli jutro wieczorem, to odmówiłbyś, prawda? – tak, nie wycofywała się, choć zapewne to był całkiem dobry moment, żeby parsknąć i stwierdzić, że musiało coś się jej uwidzieć, że faktycznie tak naprawdę dokładnie taki miała zamiar, że po prostu jest dupa, jeśli chodzi o zapraszanie kogokolwiek i tak dalej, i tak dalej. Tyle że to nie byłaby prawda, zwłaszcza że Bones faktycznie zdawała się mieć jeszcze jakieś życie poza Brygadą i raczej sobie radziła w sprawach damsko-męskich. Raczej, bo przecież nie zwierzała się każdemu ze swoich spraw w tym zakresie – Nikomu nie powiem – mruknęła jeszcze, wsadzając dłonie w kieszenie – I oferta nadal aktualna – bo skoro domyśliła się ona, to kto powiedział, że i inni nie będą potrafili połączyć odpowiednio kropek?
Sama nie zamierzała tego nikomu ułatwiać ten sekret nie należał do niej. Tak, likantropia generalnie wywoływała lęk, ale też Bones zdawała sobie sprawę z tego, iż z tych cholerstwem dało się generalnie żyć. Jeden, góra dwa dni w miesiącu – w zależności od tego, jak wypadał cykl księżyca – wymagał zastosowania środków ostrożności, a tak poza tym… dotknięci tą klątwą nadal pozostawali przecież tymi samymi ludźmi, co byli przed skażeniem.
Teoria, nad którą może by się teraz pochyliła, gdyby nie zgoła inny, poważniejszy i znacznie bliższy – bo dotyczący osoby, którą miała u boku – temat. Twarz Alastora mówiła w zasadzie wszystko – niestety domysł najwyraźniej był słuszny. Niestety, bo zwilkołaczenia się nikomu nie życzyła, nawet najgorszemu wrogowi, a co dopiero osobie, którą przecież darzyła sympatią i to nie od wczoraj?
I nie, bynajmniej nie żartowała – jej mina nie wyrażała żadnego, najmniejszego choćby rozbawienia. Tak, dlaczego nie, mogła się zaśmiać z kwestii powiązanych z pracą chociażby – tak jak i przed chwilą – mogła parsknąć z wielu innych rzeczy, ale z oberwania klątwą…? Gdyby to dotyczyło jej samej – bardzo możliwe, że próbowałaby wtedy zbyć sprawę, obracając ją w żart. Ot, mechanizm obronny. Tylko że tu i teraz, nie ona była obsadzona w głównej roli.
W brązowych oczach pojawił się bliżej nieokreślony błysk. Piwo, naprawdę? Mówi mu o czymś innym, a ten wyskakuje z czymś jeszcze innym. Nie, to nie tak, że miałaby coś przeciwko wspólnemu spędzeniu czasu, pochyleniu się nad kuflem i zapewne całkiem ożywioną dyskusją nad najróżniejszymi teoriami, powiązanymi z pracą. Albo dotyczącymi czegokolwiek innego, bo dlaczego by nie.
Tyle że naprawdę nie o to tu chodziło. Pokręciła powoli głową. Pilnowanie, naprawdę? Nawet gdyby się do tego rwała, to coś miała wrażenie, że to po prostu wykraczało poza jej możliwości.
- Na piwo zawsze możemy skoczyć – odparła dość cicho – Tylko jeśli bym powiedziała, żebyśmy poszli jutro wieczorem, to odmówiłbyś, prawda? – tak, nie wycofywała się, choć zapewne to był całkiem dobry moment, żeby parsknąć i stwierdzić, że musiało coś się jej uwidzieć, że faktycznie tak naprawdę dokładnie taki miała zamiar, że po prostu jest dupa, jeśli chodzi o zapraszanie kogokolwiek i tak dalej, i tak dalej. Tyle że to nie byłaby prawda, zwłaszcza że Bones faktycznie zdawała się mieć jeszcze jakieś życie poza Brygadą i raczej sobie radziła w sprawach damsko-męskich. Raczej, bo przecież nie zwierzała się każdemu ze swoich spraw w tym zakresie – Nikomu nie powiem – mruknęła jeszcze, wsadzając dłonie w kieszenie – I oferta nadal aktualna – bo skoro domyśliła się ona, to kto powiedział, że i inni nie będą potrafili połączyć odpowiednio kropek?
Sama nie zamierzała tego nikomu ułatwiać ten sekret nie należał do niej. Tak, likantropia generalnie wywoływała lęk, ale też Bones zdawała sobie sprawę z tego, iż z tych cholerstwem dało się generalnie żyć. Jeden, góra dwa dni w miesiącu – w zależności od tego, jak wypadał cykl księżyca – wymagał zastosowania środków ostrożności, a tak poza tym… dotknięci tą klątwą nadal pozostawali przecież tymi samymi ludźmi, co byli przed skażeniem.