Nie chodziło o szokowanie, nic z tych rzeczy. Nie wykrzyczała mu tego, żeby kupić czas. Oskarżał ją o rzeczy, które nie były z jej strony w żaden sposób celowe, ba - których nie była świadoma. Myślała, że tylko ona to odczuwa. Myślała, że to kolejna rzecz do kolekcji z zimnem, które wyniosła z wycieczki do Limbo. Wszystko idealnie zbiegało się w czasie. A jej uczucie, to że tak bardzo chciała przy nim być – myślała, że to po prostu ona, że to normalne, kiedy otrzesz się o śmierć i widzisz, że wokół ciebie jest jeszcze tyle życia i zmarnowanych okazji i…
Miała wrażenie, że jej właśnie pęka serce. I tego też nie rozumiała – dlaczego? Dlatego, że tak jej powiedział? Dlatego, że mu przeszkadza? Dlatego, że tak jej nie lubi, że stanowi problem? Bo tak go wkurwia, że coś czuje względem niej? Jakby to było coś złego? Było złe? Co ona takiego zrobiła, żeby sobie na to zasłużyć? Żeby słyszeć takie rzeczy z ust mężczyzny, który miał zostać jej mężem? Źle go traktowała? Co robiła nie tak? Co było z nią nie tak? Takie słowa bolały. Tym bardziej, jeśli nie spodziewało się ich usłyszeć. Jeśli nie chciało się ich słyszeć.
- Nie wiem! – warknęła do niego. Co ona jest, alfa i omega? Nie wiedziała. Zwykle wiedziała całkiem sporo, ale tego akurat nie wiedziała, bo do tej pory nie miała pojęcia, że takie coś ma w ogóle miejsce. Jak tak mu to było nie w smak, to po cholerę tu niemalże dzień w dzień przychodził? Jasne, chciała, żeby przychodził. Lubiła spędzać z nim czas… I chciała i …
Kiedy słyszysz, że jesteś gdzieś niechcianym elementem to…
Ale Rookwood w końcu zamknął jadaczkę. Tak naprawdę – zamknął. Przestał nią kłapać na lewo i prawo. Przestał krzyczeć na nią i ją oskarżać, jakby była winna całego zła na świecie, a przynajmniej tego, które spotyka jego.
- Co, teraz nie masz już nic mądrego do powiedzenia? Nie zamierzasz mnie znowu rzucić na ścianę? Kazać się spowiadać ze wszystkiego co robię? – mogła to sobie darować, oczywiście, ze tak, ale nie chciała. - Tak. Każdej pierdolonej nocy czuję, że coś ci grozi. Nie wiem co, nie wiem jak, ale wiem to. I jakoś każdego ranka nie przychodzę do ciebie żeby na ciebie nakrzyczeć i popychać. Ani razu, ANI RAZU nie słyszałeś słowa skargi! – mogła sprawiać wrażenie takiej owcy bez charakteru. Kobiety, która będzie potakiwać… Ale relacja z tym wampirem od początku była jaka była i chyba nie miał złudzeń, że Victoria ma charakterek. Tylko, że nad nim panuje. I że zwykle była naprawdę łagodna, spokojna i delikatna. Do czasu. - Nigdy więcej nie podnoś na mnie ręki, rozumiesz? Nigdy więcej – to były jej granice, stawiane właśnie tutaj. Nie wiedziała jak to wygląda u niego w domu, ale ona nie zamierzała pozwolić, by ktoś ją w ten sposób upokarzał.