Gdyby tylko wiedziała, że uraziła jego dumę... No właśnie, gdyby tylko wiedziała, to pewnie również niezbyt się tym przejęła. Wood była dosyć specyficzna i nieistotne było dla niej to, że może kogoś urazić. Nie do końca nawet nad tym panowała, taki już miała styl bycia. Z racji na to, że pochodziła z bogatego domu wiele rzeczy przychodziło jej bardzo lekko i nie specjalnie się nimi przejmowała. Konsekwencje nigdy nie wydawały się jej szczególnie istotne. Przecież jedyne, co mogą jej zrobić to napisać kolejny nieprzychylny artykuł na jej temat, jakby już nie było ich wiele... Dlatego też jakoś tak nigdy nie przejmowała się tym, że mogła kogoś urazić.
- Gniew bogini? - Spoglądała na niego nieco zdziwiona teorią, o której wspomniał. Bogini się wkurzyła i postanowiła ich wszystkich stąd wywiać, dobre sobie. - Nie sądzę, że bogini byłaby skłonna krzywdzić niewinnych. - Nie miało to sensu w oczach Wood, ale ona średnio się znała na tym wszystkim. - To już bardziej jak na moje wina Voldemorta, chociaż nie wiem, czy byłby w stanie manipulować siłami natury, trzeba by było zapytać Dumbledore'a, czy jest to możliwe, on powinien wiedzieć coś więcej na ten temat, przecież jest najpotężniejszym czarodziejem. - Jeśli ktokolwiek znałby odpowiedzi na te pytania, to na pewno Albus Dumbledore. Heather wydawało się, że nie ma nikogo mądrzejszego od niego.
- Macmillanowie na pewno zastanowią się nim zorganizują kolejny sabat, a szkoda, że też musiał uderzyć w święto, kiedy było tu pełno niewinnych osób. Najłatwiej atakować znienacka, zupełnie nieświadomych. - Cóż, nie dziwiła się, że Czarny Dzban uderzył akurat w to miejsce, był to łatwy cel, tyle, że trochę się to gryzło z ideą, którą się kierowali.
- Gdybym walczyła sama, to pewnie już dawno byłoby po mnie. Udało mi się nawet jednego trafić, dasz wiarę, tyle, że spieprzał w podskokach nim udało mi się dostrzec jego twarz. - Wcale nie ukrywała entuzjazmu, który pojawił się na wspomnienie tamtych wydarzeń. - Tak, wszyscy przeżyli, przynajmniej tak mówił Camiś. - Lupin siedział przy niej, kiedy się oceknęła, był więc jej pierwszym źródłem informacji, a z tego, co jej opowiedział wynikało, że wszyscy przeżyli - na całe szczęście. - Ponoć ja zostałam najbardziej poturbowana. - Dodała jeszcze.
- Nie wszystkich znam z imienia i nazwiska, był jakiś auror, taki wysoki, ale wyglądał na profesjonalistę, na pewno nic się mu nie stało, i pani Moody, mam nadzieję, że pani Moody też wyszła cało z tego wszystkiego. - W końcu to dla szefowej aurorów skoczyła w ten silny wiatr... Cameron nie udzielił jej odpowiedzi na pytanie, czy Harper przeżyła, ale powinna, tak się przynajmniej wydawało Wood - skoro tak wiele osób ruszyło jej na ratunek nie mogło być inaczej.
- Victoria, tak na całe szczęście żyje, jest niesamowitą profesjonalistką. - Dodała jeszcze, bo zdarzyło jej się nawet współpracować z aurorką. - Chyba jeszcze jeden mężczyzna - Zapomniała, że był to Patrick, z którym też miała już przyjemność pracować. - i kuzynka Brenny Longbottom, Mavelle? - Powiedziała z zawahaniem, bo nie do końca wiedziała, czy trafiła z imieniem.