17.07.2023, 08:35 ✶
Przede wszystkim: po co w ogóle miałaby ją atakować? Spotkały się przypadkowo na spacerze i poszły w las poszukać czegoś z zębami. Nie żywiła żadnych złych uczuć względem Brenny, wręcz przeciwnie.
- Tak lepiej – mruknęła, kiedy już obie były w miarę czyste, chociaż nadal gdzieś tam drażniło kobietę, że nie wszystko jest idealnie i w porządku jak powinno. - Zwiał. Nie zjadłyby go tak szybko. Już byśmy go znalazły – więc to takie szczęście w nieszczęściu. Ale i tak trzeba go będzie znaleźć. Trzeba będzie mu zmodyfikować pamięć… a jeśli nie one to kto inny. - Ciekawe gdzie uciekł – rozejrzała się wokół, starając się ignorować różne takie te zwisające z okolicznej roślinności.
- Tego nie wiem. Na pewno by ci pomógł szukać małych zwierząt gdybyś potrzebowała – błotoryj wywąchujący eliksiry… no to by było. Ale Victoria uważała, że są na to zbyt głupie. - Pięć albo osiem? – zdumiała się, bo nie od razu załapała, że Brenna mówi o "psach" w kontekście brygadzistów, ale w końcu zrobiła takie "ach no tak" i pokręciła głową. - Ta, będą wiedzieć najlepiej – spojrzała na blotoryja. No nie jego wina że coś albo ktoś wygonił go z jego naturalnych terenów. Sama podejrzewała, że ci od zwierzaków zabiorą go po prostu w bezpieczniejsze dla wszystkich miejsce. I może odłowią też pozostałą trójkę. - Myślę, że już się przyzwyczaili. Sensację byś zrobiła, gdybyś tam trafiła przed czyszczeniem – Brenna w błocie? Żaden nowy widok! No a przynajmniej dla kogoś, kto chodził z nią do szkoły.
- Bez przesady. Wyjątek nie potwierdza reguły, tylko ją kompromituje. Poza tym nie wierzę w te powiedzonka – ogólnie była sceptykiem, jeśli chodziło o wróżbiarstwo. Wróżby brzmiały zwykle zbyt genetycznie, tak żeby można je było dopasować do sytuacji.
Z westchnieciem machnęła różdżka, żeby choć trochę ogarnąć bałagan po eksplozji zwierzaka wokół nich. Tak żeby jeśli ktoś tu zawędruje, to się nie porzygał po tym, gdy się zorientuje co tu zwisa z gałęzi.
- Tak lepiej – mruknęła, kiedy już obie były w miarę czyste, chociaż nadal gdzieś tam drażniło kobietę, że nie wszystko jest idealnie i w porządku jak powinno. - Zwiał. Nie zjadłyby go tak szybko. Już byśmy go znalazły – więc to takie szczęście w nieszczęściu. Ale i tak trzeba go będzie znaleźć. Trzeba będzie mu zmodyfikować pamięć… a jeśli nie one to kto inny. - Ciekawe gdzie uciekł – rozejrzała się wokół, starając się ignorować różne takie te zwisające z okolicznej roślinności.
- Tego nie wiem. Na pewno by ci pomógł szukać małych zwierząt gdybyś potrzebowała – błotoryj wywąchujący eliksiry… no to by było. Ale Victoria uważała, że są na to zbyt głupie. - Pięć albo osiem? – zdumiała się, bo nie od razu załapała, że Brenna mówi o "psach" w kontekście brygadzistów, ale w końcu zrobiła takie "ach no tak" i pokręciła głową. - Ta, będą wiedzieć najlepiej – spojrzała na blotoryja. No nie jego wina że coś albo ktoś wygonił go z jego naturalnych terenów. Sama podejrzewała, że ci od zwierzaków zabiorą go po prostu w bezpieczniejsze dla wszystkich miejsce. I może odłowią też pozostałą trójkę. - Myślę, że już się przyzwyczaili. Sensację byś zrobiła, gdybyś tam trafiła przed czyszczeniem – Brenna w błocie? Żaden nowy widok! No a przynajmniej dla kogoś, kto chodził z nią do szkoły.
- Bez przesady. Wyjątek nie potwierdza reguły, tylko ją kompromituje. Poza tym nie wierzę w te powiedzonka – ogólnie była sceptykiem, jeśli chodziło o wróżbiarstwo. Wróżby brzmiały zwykle zbyt genetycznie, tak żeby można je było dopasować do sytuacji.
Z westchnieciem machnęła różdżka, żeby choć trochę ogarnąć bałagan po eksplozji zwierzaka wokół nich. Tak żeby jeśli ktoś tu zawędruje, to się nie porzygał po tym, gdy się zorientuje co tu zwisa z gałęzi.