- Jak go złapiesz przed dotarciem do wioski to przyprowadź go do mnie do domu. Zmodyfikuję mu pamięć jak należy – ostatecznie dobrych kilka lat pracowała w Czarodziejskim Pogotowiu. Interwencje do mugoli to był ich chleb powszedni – tam nauczyła się odpowiednio modyfikować ludzką pamięć. No chyba, że uda się Brennie złapać kogoś z Pogotowia teraz – nie miała pojęcia czy mieli teraz dużo roboty czy nie. Zresztą jeśli się okaże, że wrócił do wioski i zdążył ludziom naopowiadać… to najlepiej będzie wysłać tam cały zespół amnezjatorów, żeby posprzątali ten bajzel.
- Serio wpadłaś tak do apteki? Coś ty robiła, goniłaś gnomy w ogródku i przypadkiem nadziałaś się na widły? – wstrętne szkodniki. Victoria miała z nimi regularnie na pieńku, kiedy głupie gnojki atakowały jej niemalże święty ogród i trzeba było przeprowadzić odgnamianie. Jeśli chodziło o Brennę, to była skłonna uwierzyć chyba we wszystko – w sensie w niemal prawie każdy powód takiego a nie innego jej wyglądu po zjawieniu się w aptece: od głupawego wypadku, bo szaleńczy pościg w imię prawa. - Mogę ci zrobić przeszkolenie z zaklęć czyszczących – wszelakich. Kilka ich było. Przydatne, jeśli nie chciało się wejść do własnego domu cuchnąc jak gnój, albo nie chcąc wystraszyć biednych cywilów.
- Bren. Grozisz czy obiecujesz? – jak chciała ją wystraszyć, to musiała się nieco bardziej postarać. Dla Victorii obecnie wycieczka do zakazanego Lasu to byłoby jak weekendowy piknik z dala od rodziny i domu. Spojrzała sceptycznie na Longbottom, kiedy tak się powycierała tą chusteczką i z teatralnym westchnięciem skierowała różdżkę w jej stronę, rzucając Chłoszczyść na kawałek materiału. - Och… Wiesz co, jeśli jakieś informacje zostały przekazane, to ja nic nie dostałam. Musiałam dopytywać Mavelle co i jak. Nie wiem jak reszta. Znaczy… Bo chyba wszyscy nie byli na spotkaniu? Ty byłaś? – Victoria miała całkiem niezłą wymówkę na swoją nieobecność, ale w Biurze nikt nie mówił, ze to jakieś obowiązkowe spotkanie. Zresztą po co – potrzebowali cały Departament żeby ustalić kilka rzeczy? Jak dla niej to była strata zasobów i narażanie wszystkich na szkodę w razie jakby potrzebna była gdzieś indziej interwencja. Od tego mieli sowy, żeby sobie takie komunikaty przekazywać, jak to co zostało ustalone, nie tak?