Tak spieszno mu było na drugą stronę, a nawet nie wiedział, co go tam czekało. Mało kto wiedział. Mało kto mógł się pochwalić, że wszedł do Limbo i wyszedł… by opowiadać historie. Ale chyba nikt z tych, którzy się tam tego Beltane znaleźli, nie opowiadał o tym co widział na lewo i prawo. Bo było to… Niepokojące. Wzburzające postawami świata. I nie chodziło nawet o jakiś kosmiczny kamień, który zachwiał mocą Limbo. Victoria po zobaczeniu tamtego zaczynała rozumieć, dlaczego niektórzy ludzie tak bali się śmierci i robili wszystko, by ją od siebie odsunąć. Czego szukał Voldemort? Właśnie tego? Nieśmiertelności? Mocy mogącej pokonać nawet śmierć? Trudno było powiedzieć. Ale wiedziała już, dlaczego ludzie poszukiwali na przykład legendarnego kamienia filozoficznego. Albo… Innych cudów. Sauriel myślał, że wampiryzm to była klątwa. Ale czym nazwałby więc dusze siedzące w Limbo? Victora cały czas pamiętała jak głos jej prababci namawiał ją do tego, by tam została. By poczekała tam razem z nią na innych bliskich.
I tym to było właśnie. Wiecznym czekaniem na ukochanych. Aż i oni umrą.
Obrzydliwe, nie tak?
- Sauriel. Mówię poważnie – nie chciała go uczyć życia. Chciała mu po prostu uświadomić, że patrzy na to wszystko z nieodpowiedniej perspektywy. - Okej – przyjęła to do wiadomości. To, że mówił w złości i nie miał tego na myśli – nie tak naprawdę. - Po prostu… Naprawdę. Jak coś chcesz to mów – jak z atencją. Zasada działania była dokładnie taka sama. - Ale mów, a nie… nie warcz. Nie krzycz. Przecież wystarczy się zapytać normalnie. Albo powiedzieć normalnie, to chyba nie boli – ani wiele nie kosztuje, a oszczędziłoby im to nerwów zupełnie niepotrzebnych.
- Ta, prościej na pewno. Tylko, że życie nie jest proste – i nie było sensu się nawet oszukiwać, że jest inaczej. Zresztą bezpieczniej. Serio? Była aurorem, kto tutaj w ogóle myślał o bezpieczeństwie? Mało tego, jeśli ich rodzice dopną swego – to jest o ile rzeczywiście Sauriel się teraz nie rozmówi z ojcem i nie odwoła tego… wszystkiego wokół nich – to jakie to będzie dla niej bezpieczeństwo? Gdzie? Chyba tylko w wyobrażeniach. Próba bronienia jej przed sobą i przed otaczającym światem była walką z wiatrakami. Ale nie przyszedł jej odpychać? Odniosła zupełnie inne wrażenie po wszystkim co tutaj dzisiaj usłyszała. - Nic mi nie jest – jak widział – nie było się o co martwić, była cała i zdrowa. Zirytowana, wkurzona, zmęczona i bolała ją głowa, ale cała i zdrowa.
- No strasznie pomocne. Zwłaszcza wtedy, kiedy nie mogę spać, bo mi się żołądek skręca co noc – jakoś nie podzielała jego entuzjazmu. I sama nie zamierzała go po nocach szukać bo po pierwsze gdzie niby? Po drugie – jakoś wątpiła, by sobie tego życzył. Po trzecie… No tak po prawdzie do dzisiaj nawet nie wiedziała, że to na pewno to, co myślała. Póki Sauriel nie przyszedł tu z mordą i niejako potwierdził. - I gdzie ty mnie chcesz szukać – kiedy to by wiedział, tak. Ale gdzie? Poza tym Sauriel nie potrafił się teleportować. I miał ograniczone pole manewru w dzień. - Po Beltane póki co mi wystarczy wrażeń – dlatego była grzeczna. I wzięła na siebie papierkową robotę. To dzisiaj… Cóż. To nie było nijak wkalkulowane w ryzyko, kiedy poszła pospacerować.
Wpadnie jutro… Oby. Tylko jakoś czuła, że jutro Sauriel będzie udawać, że dzisiaj się w ogóle nie zdarzyło. I że znowu się cofnęli.