Avelina starała się zrobić te eliksiry najlepiej jak potrafiła. Była nawet u zaufanego zielarza po składniki. Nigdy nie robiła nic na odwal, a zwłaszcza, że robiła je dla Rookwooda. Miała zamiar pokazać mu, że nadal była idealna we wszystkim, że nadal była silna I niezależna, że pomimo tamtego rozstania nie rozpadła się na kawałeczki. Była w pracy, a ludzie przychodzili I wychodzili. Czuła się zestresowana, ponieważ wiedziała, że niedługo miał ją odwiedzić Rookwood, a od ostatniego spotkania próbowała o nim nie myśleć. Wkurzało ją to, że znowu pojawił się w jej życiu, a miał przecież zapomnieć, miał się nie zbliżać. Czemu to robił? Dlaczego postanowił na nowo wkraść się w jej życie. Nie byli już w szkole, nie byli nastolatkami, którzy nie wiedzieli czego chcą od życia. Sprawiał, że w jej głowie pojawiła się splątana nić, a której nie potrafiła rozplątać. Żołądek wywracał jej fikołki, gdy tylko myślała o tym, że znowu będzie dane stanąć jej na przeciw niego. Chciała go odpychać w nieskończoność, a nie wiedziała, czy będzie potrafić i jak długo wytrzyma.
Jego bliskość spowodowała, że do jej głowy na nowo wróciły stare uczucia, które zaczęła niepotrzebnie rozgrzebywać w ostatnim czasie. Mieli o sobie zapomnieć, każde z nich miało iść swoją drogą, ale teraz? Teraz nie potrafiła sobie z tym poradzić. Wszystko do niej wracało ze zdwojoną siłą. Bała się, że zaczną się budzić w niej te same emocje, które towarzyszyły, gdy razem spędzali noce w Hogwarcie na rozmowach i pojedynkach słownych. Za każdym razem, gdy słyszała dźwięk dzwoneczka nad drzwiami dostała krótkiego ataku serca myśląc, że to on. W końcu dotarł na miejsce, powiedział dzień dobry i czekał. Avelina starała się chować za swoją klientką, której sprzedawała maść na czyraki i kilka opatrunków na poparzenia słoneczne, ponieważ czuła, że niedługo będą upały. W końcu kobieta wyszła, a ona została sama z Rookwoodem w sklepie. Spojrzała na niego niepewnie czując jak serce bije jej zdecydowanie za szybko. Cicho westchnęła.
– Dzień dobry – odpowiedziała mu cicho i sięgnęła pod ladę kładąc odpowiednią ilość flakoników na blacie. Starała unikać patrzenia mu w oczy znowu zagryzając wargę, bo nadal była zdenerwowana jego ponownym pojawieniem się w jej życiu. – Musisz zapłacić tyle, ile ci wysłałam w liście – dodała jeszcze. Ta cisza powodowała, że nawet jej to przeszkadzało.
Gdy wyciągnął dłoń po mikstury nim pomyślała złapała jego dłoń ściągając na siebie jego uwagę. Nie wiedziała czemu to zrobiła, ale czuła, że powinna. Patrzyła na niego gryząc się z myślami. Oddychała zdecydowanie zbyt szybko, ale jej twarz niewiele zdradzała. Przede wszystkim zmieszanie, niepewność i delikatny strach.
– Chciałam cię przeprosić… – szepnęła ze ściśniętym gardłem. Nie chciała go wtedy urazić, nie chciała go zranić, ale nie potrafiła sobie poradzić z jego powrotem, gdy w głowie nadal miała ich pożegnanie. Jak mógł jej to zrobić? Tamtego dnia ją tak rozszarpał emocjonalnie, że nie potrafiła pojąć, co go skłoniło do tego pieprzonego zamówienia.
Cieszyła się, że pojawił się w jej życiu, ale nie potrafiła mu tego okazać. Bała się, że nie przetrwa kolejny raz jeśli go straci.